Zostaną najlepsi, czyli Prokom i my

Mariusz Zielke
opublikowano: 2003-12-05 00:00

Tylko sobie i Prokomowi dyrektor Computerlandu daje szansę na utrzymanie się na konkurencyjnym unijnym rynku. A reszta... niech szuka nisz.

,,Puls Biznesu”: Computerland (CL) nie miał dobrego roku na rynku zamówień publicznych. Teraz przesuwają się projekty offsetowe — ważne źródło przychodów. Czy to Pana nie niepokoi?

Michał Danielewski: Prawda jest taka, że spółka nigdy nie była zależna od sektora publicznego. Wprawdzie przegraliśmy kilka kontraktów, ale mamy dobre wyniki, zapowiadamy dalsze wzrosty. Zarabiamy w sektorze komercyjnym, w którym jesteśmy nie do pobicia. Jeżeli chodzi o offset, jest to duża szansa dla spółki, ale spokojnie możemy poczekać na realizację tych projektów. Nie miały one wpływu na wyniki tegoroczne, być może nie wpłyną znacznie na przyszłoroczne. Na razie offset zapisujemy tylko po stronie kosztów. Nie ma ich w budżecie po stronie przychodów.

Ile już Computerland wydał na przygotowanie do tych projektów?

Na przygotowania do dużych przetargów w tym roku wydaliśmy blisko 25 mln zł, w tym na offset — ponad 5 mln. W przyszłości będziemy wydawać nieco ostrożniej, skupiając się na inwestycjach w to, w czym jesteśmy mocni.

Kiedy więc ruszą projekty offsetowe?

Nadal nie wiadomo. W styczniu 2004 r. rząd powinien dokonać ich pierwszej oceny.

Druga połowa 2004 r. jest realna?

Jeśli zapadną ostateczne decyzje dotyczące rozwiązań prawnych i finansowych, to tak.

Jakiej kwoty CL potrzebuje na sfinansowanie projektów offsetowych?

To zależy, jakie warianty ofert zostaną zaakceptowane przez rząd.

Plan minimum i maksimum?

Projekty są tak zaplanowane, że obciążenia dla budżetu państwa w pierwszych latach ich realizacji są bardzo niewielkie. To oznacza większe nakłady po naszej stronie.

Prokom nie wykluczył emisji obligacji lub akcji w celu zapewnienia sobie finansowania offsetu.

Na podstawie szacunków kosztów, a jedynie to jest na razie możliwe, trudno jest teraz określić sposoby finansowania. Może się okazać, że posłużą do tego środki własne lub kredyty, lub emisja akcji czy obligacji.

A co się stanie, jeżeli któryś z członków konsorcjum nie będzie w stanie zapewnić sobie środków? Mówi się, że w takiej sytuacji jest Tel-Energo, partner w Tetrze.

Wszystkich obowiązuje umowa konsorcjum. Nie mamy żadnych informacji, żeby Tel-Energo miało problemy z zapewnieniem sobie środków potrzebnych do finansowania projektu.

W 2004 r. szykują się kolejne przetargi publiczne. CL nie złoży broni?

Na pewno będziemy startować we wszystkich dużych projektach. Tym bardziej teraz, kiedy wydaje się, że nasz konkurent ma portfel zamówień wypchany po brzegi.

Prokom to duża firma. Sądzi pan, że wystarczy jej już kontraktów publicznych?

To zależy od jej apetytu.... Natomiast wydaje się, że realizacja pewnych kontraktów przez CL przyniosłaby nam wszystkim wymierne korzyści. W Polsce wciąż jest mnóstwo do zrobienia w zakresie informatyki. Niedoinwestowanie kraju jest ogromne w tym zakresie.

A ile Polska powinna wydawać na IT?

Na rozwiązania informatyczne wydajemy około 100 EUR na jednego obywatela. W Czechach jest to dwa razy więcej. Natomiast w Europie średnio wydaje się 600-800 EUR na osobę. Trzeba zainwestować w infrastrukturę, rejestry państwowe, ochronę granic.

Jest szansa na takie inwestycje?

Już w 2003 r. widać zmianę. Był przetarg na CEPiK, będą kontrakty związane z ochroną granic. Jest offset, w którym na realizację przecież czekają duże projekty.

Przetarg na system monitorowania granic już jest przygotowywany. CL będzie w nim startował?

Przygotowujemy się od dawna i na pewno wystartujemy. Ale nie powiem, z jakimi partnerami.

Na razie w Polsce globalnych integratorów specjalnie nie widać. Czy jest to dla nich interesujący rynek?

Tak. I mają trzy możliwości wejścia. Pierwsza to otwarcie przedstawicielstwa, tak jak HP Polska czy IBM Polska. Druga to strategiczna współpraca. Trzecia to przejęcie gracza lokalnego. Na takich rynkach jak Niemcy czy Francja liczba lokalnych graczy jest niewielka. W pierwszej piętnastce jest ich maksymalnie dwóch. Na znalezienie się w takim gronie w Polsce mają szansę tylko Computerland i Prokom.

A jeśli któryś z globalnych graczy będzie chciał kupić CL?

Jesteśmy otwartą firmą bez dominującego inwestora. Jeśli pojawi się poważna oferta, to będziemy ją rozważać.

Jeszcze się nie pojawiła?

Nie. Ale jesteśmy realistami — któregoś dnia może się pojawić. Rynek nie jest jeszcze zbyt duży i będzie przyciągnać poważnych graczy.

W sektorze komercyjnym CL rzeczywiście ma dużo więcej sukcesów. Nie obawiacie się prób wejścia grupy Prokomu w obszary, w których macie silną pozycję?

Na razie zdecydowanie tu wygrywamy.

Więc nie obawiacie się próby wejścia Prokomu do sektora energetycznego?

Trudno jest nadrobić dystans do nas, bo zainwestowaliśmy w ten sektor już kilka lat temu. Mamy tu najwięcej kompetencji, najwięcej wdrożeń. Teraz konkurenci próbują nas dogonić, ale nie słyszałem o nowych umowach w energetyce podpisanych przez Prokom, Comarch, Ster-Projekt czy inne spółki.

A jednak CL też złożył propozycję przejęcia Telmaxu?

Nie będę tego komentował. W tym sektorze odnotowujemy wyraźny wzrost: rok temu mieliśmy 30 mln przychodów, w tym będziemy mieć 70, a w przyszłym już ponad 100 mln zł. Czekamy na odpowiedź konkurencji. Niewątpliwie ten sektor jest jednym z najważniejszych.

Gdzie CL widzi jeszcze potencjał wzrostu?

Na pewno w telekomunikacji, bankowości, sektorze użyteczności publicznej. W telekomunikacji rozwija się współpraca z TP SA. W bankowości większość spółek ma już główne systemy, ale teraz przyjdzie czas na bankowość korporacyjną, sprawozdawczość, księgi główne, czyli efekty wdrożenia systemów centralnych. W sektorze utilities do energetyki dojdą usługi dla firm gazowniczych i wodociągowych.

Jednak w tych przetargach będziecie musieli rywalizować z Prokomem?

Jesteśmy naturalną alternatywą dla Prokomu, więc to zrozumiałe, że będziemy z nim rywalizować.