ZPM Henryk Kania rozwijają skrzydła

  • Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 13-01-2012, 00:00

Od drugiego kwartału mięsna firma z Pszczyny będzie notowana na GPW. Już myśli o przejęciach.

Kontrolowane przez Henryka Kanię Zakłady Przetwórstwa Mięsnego Henryk Kania (ZPM) pomimo trudnej sytuacji na rynku mięsnym zdecydowały się na duże inwestycje i zdecydowane przyspieszenie rozwoju. W celu sfinansowania ekspansji mięsna firma uzyskała niedawno 20 mln zł z emisji obligacji, które wczoraj zadebiutowały na rynku Catalyst. Wkrótce ZPM Henryk Kania pojawią się też na głównym parkiecie GPW.

— Do końca pierwszego kwartału planuję przejąć kontrolny pakiet akcji notowanej na GPW spółki IZNS, płacąc akcjami ZPM Henryk Kania. W efekcie, dojdzie do połączenia obu firm, a także zmiany nazwy IZNS na ZPM Henryk Kania, pod którą nowy podmiot będzie notowany, począwszy od drugiego kwartału — zapowiada Henryk Kania, prezes i właściciel mięsnej spółki. Przypomnijmy, że IZNS po wyprzedaży majątku nie prowadzi działalności operacyjnej.

— Moja firma dysponuje zakładem przetwórczym w Pszczynie, o zdolności produkcji 120 ton wędlin na dobę oraz zakładem uboju i konfekcji mięsa w Morsku. W planach mamy dalszy rozwój i nie wykluczamy przejęć. Nie interesują nas jednak zakupy marek, bo chcemy rozwijać własne, lecz raczej przejęcia nowoczesnych zakładów, które pomogłyby nam zwiększyć efektywność przez rozwój specjalizacji i zwiększenie wolumenu produkcji — tłumaczy Henryk Kania.

Informuje, że za pieniądze ze sprzedaży obligacji jego firmie udało się m.in. uruchomić produkcję suchych przekąsek mięsnych pod marką Polskie Snaki.

— Jesteśmy jedną z pierwszych firm, które zdecydowałysię wprowadzić produkty z tej innowacyjnej kategorii na polskim rynku. Dzięki nim udało się nam wejść do kilku dużych sieci handlowych (np. Biedronka, Delikatesy Centrum, Żabka, Polomarket). W planach mamy poszerzenie dystrybucji Polskich Snaków m.in. o stacje paliw. Zamierzamy w tym roku powtórzyć promującą je kampanię reklamową — zapowiada szef mięsnej spółki. Konkurenci oceniają, że to odważna, ale też ryzykowna decyzja. — W Niemczech mięsne przekąski są popularne od lat, ale w Polsce ten rynek dopiero raczkuje i wiele wskazuje na to, że mogą się u nas nie przyjąć. Są one po prostu za drogie w stosunku do obecnych możliwości zakupowych polskich konsumentów. Na rynku wędlin obserwujemy odwrót od droższych produktów w kierunku średniej półki cenowej — mówi Krzysztof Woźnica, prezes ZM Silesia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane