Zrób to lepiej niż UOP

Karol Jedliński
opublikowano: 2009-04-06 06:56

Sam sprawdź wiarygodność kontrahenta. Legalnie możesz prześwietlić go niemal na wylot. Trików jest bez liku.

Przy pierwszym spotkaniu wyglądał wiarygodnie. W Wielkopolsce Janusz W. miał prowadzić rzutki biznes. Jego Zakrentex, produkował —a jakże — zakrętki. Niegdyś W. bywał nawet na liście stu najbogatszych Polaków. Z bagażnika jaguara wyjął plik dokumentów — 150 osób zatrudnionych, niekarany, nie było go w internetowych rejestrach długów. Pokazywał też stronę WWW firmy — we flashu, pełna profeska. Po co przyjechał? Kupić kilka ton prefabrykatu, w kredycie kupieckim.

— I wtopa. Wziął i nigdy nie zapłacił. Mogłem go lepiej sprawdzić — przyznaje Jacek, importer tworzyw sztucznych spod Warszawy.
Nazwiska nie chce ujawniać. Co najwyżej wysokość strat: pół miliona złotych. 

— Takich przypadków w czasie kryzysu jest coraz więcej — potwierdza Piotr Niemczyk, doradca ds. bezpieczeństwa i wywiadu konkurencyjnego, prezes spółki Niemczyk i Wspólnicy.

Piotr Niemczyk, dyrektor Biura Analiz i Informacji Urzędu Ochrony Państwa (UOP) z początku lat 90., zapewnia, że można zminimalizować ryzyko. Trików białego wywiadu jest dużo. Przy odrobinie bezczelności można nawet dogłębnie sprawdzić historię każdego zarejestrowanego w Polsce samochodu. Albo, podążając śladem wydanych koncesji, przejrzeć całą historię i stan nieruchomości danej firmy.

Początek: po słupy

Wycieczka do Krajowego Rejestru Sądowego (KRS)? Jak najbardziej. Internetowa baza KRS wszystkiego nie powie. Za to odpis zupełny — owszem.

— Szczególnie ostatnie dwie strony. To tam pojawiają się informacje zarówno o ewentualnych zaległościach wobec ZUS czy urzędów skarbowych, jak i echa postępowań upadłościowych — podkreśla Piotr Niemczyk.

Taki Zakrentex miał w swoim archiwum parędziesiąt stron listów ponaglających od szefa lokalnego urzędu skarbowego. Ponadto raporty z działalności, które spółki co roku muszą dostarczać do KRS.

— W ten sposób można ustalić faktyczną działalność firmy, bo w dokumentach przy zakładaniu biznesu przedsiębiorcy deklarują jak najszerszą działalność. W sprawozdaniach zawężają ją do rzeczywistej — mówi Piotr Niemczyk.

Ostatnie raporty Zakrenteksu, sprzed dwóch lat, mówią m.in. o leasingu finansowym i zarządzaniu nieruchomościami niemieszkalnymi. O produkcji ani słowa. Stratny hurtownik odkrył też w zasobach KRS akt notarialny z założenia spółki. Okazało się, że wymienieni w nim wspólnicy to tzw. słupy.

Potem: bajer i kłamstwo

Wyprawa do Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) może dać odpowiedź na pytanie fundamentalne. Podając w GUS numer REGON kontrahenta, dowiemy się, czy przypadkiem nie zakończył on działalności. E-mailem — oczywiście. Przez telefon? Można próbować, ale taki tryb jest wyjątkowy i czasem niemożliwy, gdy baza elektroniczna szwankuje. I znowu pech — kilka miesięcy temu Zakrentex został wyrejestrowany. Jeśli dzwonić, to i do gminy, gdzie poszukiwany prowadził biznes. Jeśli przyjmiemy dobrą strategię rozmowy,

Urzędniczka mająca dostęp do bazy ewidencji gospodarczej podzieli się z nami nawet numerem PESEL delikwenta. A skoro podróżować, to do siedziby firmy. Efekt? Prężna fabryka Zakrenteksu, czyli puste hale z resztkami wyposażenia, upstrzona stemplami komorniczymi.
— Wszystko przepisane na żonę — mówi wykiwany hurtownik, już po lekturze ksiąg wieczystych adresu siedziby Zakrenteksu.
Przerażenie: ciąg cyferek w rubrykach ksiąg. Dlatego też postanowił sfotografować ekran komputera w sądzie prowadzącym księgi wieczyste i spokojnie w biurze analizować poszczególne wpisy.

— No i wyszło: Janusz W. ma jedynie dożywotnie prawo mieszkać w domu nieopodal zakładu, adres domu widniał jako pierwsza siedziba firmy w akcie notarialnym z KRS — przyznaje biznesmen.

Nie odpuścił. Zamachnął się na butelkowego jaguara nieuczciwego kontrahenta. Kamery przemysłowe na parkingu zarejestrowały numery rejestracyjne limuzyny.

I tu chyba przekroczył cienką granicę białego wywiadu — posłużył się bezczelnym kłamstwem. Składając wniosek do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, uzasadniał, że jaguar zarysował jego auto na parkingu i chce wiedzieć, kogo ścigać. Urzędniczka połknęła haczyk, po kilku tygodniach hurtownik był bogatszy o wiedzę na temat roku produkcji czy daty pierwszej rejestracji samochodu. Co ważniejsze, miał czarno na białym, że jaguar ubezpieczony był, a jakże, na żonę Janusza W. Pech.

— To nie koniec drogi. Można szukać nieruchomości dłużnika poprzez adresy firm, na które wydane były koncesje, wykorzystywane przez poszukiwanego — przypomina Piotr Niemczyk.

Do czego mogą się jeszcze przydać Google Maps, strony internetowe resortu finansów oraz izraelskie serwisy społecznościowe? O tym więcej w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu”.

Karol Jedliński