Zrzutka na kulejącą demokrację

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-02-18 00:00

Umorzenie długów pierwszej partii braci Kaczyńskich, Porozumienia Centrum, wywołało sporo zamieszania. Pomińmy medialne zamieszanie wokół znikomej dla budżetu kwoty 700 tys. zł, a z drugiej strony — absurdalne tłumaczenia, że długi powstały na skutek… złych przepisów, bo pod tym podpisałby się każdy bez wyjątku dłużnik. Ta niesmaczna sprawa spowodowała jednak powrót dyskusji o finansowaniu partii politycznych. Zbigniew Romaszewski, wicemarszałek Senatu, zaproponował, by partie były finansowane z budżetu. Nie jest to nowością, ale pojawił się nowy pomysł — by obywatel w formularzu PIT corocznie wskazywał, którą partię chce wesprzeć.

Argumenty senatora Romaszewskiego były mocne. Partie nie mogą przyjmować datków, nie mogą prowadzić działalności gospodarczej, więc z czego mają żyć — pytał dramatycznie wicemarszałek. Można nieśmiało podsunąć pomysł — ze składek członkowskich, ale zostanie on przez polityków wyśmiany, jako że życie składkowe kończy się długami, które potem jakiś minister musi umarzać. Pozostaje więc jedno: budżet, czyli podatnicy. Jak wiadomo — podatnik to fajny facet.

Propozycję, by finansować partie z odpisów podatkowych, można przyjąć pod jednym warunkiem — że będą to odpisy dobrowolne. Wówczas okazałoby się, jaką moc przyciągania ma dana partia. Obecny system finansowania partii (autorstwa Ludwika Dorna) zamyka praktycznie scenę dla nowych inicjatyw politycznych. Przyjęcie odpisów podatkowych mogłoby ją wzbogacić, a wielu obecnych liderów partyjnych przyprawić o bezsenne noce. Bo skończyłyby się ich sny o potędze.

Adam Sofuł