Żubr, bocian i szynka bez smaku

opublikowano: 19-08-2013, 00:00

Wojciech Kruk, twórca sukcesu marki W.Kruk, uważa, że polskość i przeszłość jest biznesowym atutem w Europie. Jednak tą kartą gramy niezwykle rzadko.

„Puls Biznesu”: Tony papieru zużyto na pisanie, jak to polskie produkty i marki podbijają Europę. Polskość w biznesie nie jest już obciachem, kiczem czy niewierną kopią ideałów z Zachodu?

Wojciech Kruk: Polska jakość nie jest zła, dla mnie to zawsze był atut. Złe jest niepodkreślanie tego faktu. Niemcy myślą, że jedzą holenderskie szparagi i swoje truskawki. Tymczasem te pyszności przyjeżdżają z Polski. Tylko nie ma żadnego komunikatu o tym, że dany produkt, marka ma polski rodowód i jakie ma dokonania.

Niektórzy twierdzą, że liczy się nowoczesność, a przeszłość, flaga i pokolenia stojące za daną marką to ciężar gatunkowy ducha molocha.

Taki Rafał Bauer w Próchniku przywołuje historię Krzyża Walecznych, jaki otrzymał patron odzieżowej marki. To odważny ruch, ale też pokazujący, że w polskiej historii nie brakuje pożywki dla strategii sprzedażowych. Za czasów moich rządów w W.Kruk też chętnie nawiązywałem do poprzednich pokoleń. Przecież jakoś trzeba wyzwolić emocje w kliencie, i uważałem, że lepiej odwołać się do czegoś autentycznego. Lepiej opowiedzieć o tym, jak to ojciec pieczołowicie przechowywał brylant, który znalazł się na pierścionku zaręczynowym podarowanym mojej żonie, niż tylko pokazywać uśmiechy znanych twarzy z kolorowych pism.

Dla firm bez historii jako wsparcie pozostaje marka „Polska”. Jest się czym wspierać? Wedle zapewnień polityków, każde światowe Expo po 1990 r. to gigantyczny sukces pawilonu spod flagi biało-czerwonej.

Expo jest raz na kilka lat. Na co dzień brakuje spójnego, stałego pomysłu na gospodarczy marketing polski jako kraju, który nie jest jedynie aspirującym uczniem, ale również ma swoją dumę, osiągnięcia, pomysł na siebie.

Dochodzimy do odwiecznej rozterki — na czubku marketingowej piramidy stoi żubr czy bocian?

Raz na Expo jechało się z żubrem, p o t e m Polska to był bociek, innym razem jeszcze sól z Wieliczki. A ja mam swój pomysł — bursztyn. Z niego słyniemy w świecie. Jednak to jedynie inkrustacja, czubek góry lodowej. Bo czy wie Pan, jak wygląda polska szynka? Nie wie pan, bo nie wiadomo, jak wygląda. A powinna jakoś wyglądać i smakować, wzorem oscypka.

Nie lepsza włoska, parmeńska chociażby?

Nie. Od wieków zwano nas pawiem narodów, do tego doszła jeszcze fascynacja, zachłyśnięcie się Zachodem w latach 90. Powoli to się zmienia, potrafimy się zachwycać golami Lewandowskiego i smeczami Radwańskiej choć wciąż z takiego Kulczyka nie potrafimy być dumni.

Potrafimy natomiast robić show ze zwiedzania przypchanego starą lokomotywą Pendolino.

I to mając pod ręką świetną Pesę. To jest totalne nieporozumienie. To nie tylko likwidacja miejsc pracy w Polsce, ale również przejaw myślenia rodem z lat 90. Światowe sukcesy Solarisa czy Pesy nie za bardzo osładzają ten stan rzeczy.

Wojciech Kruk

Przedsiębiorca, który zbudował potęgę jubilerskiej firmy W.Kruk. W 1974 r. przejął rodzinny zakład jubilerski istniejący od 1840 r. i przekształcił w prężnie działającą firmę z branży jubilersko-zegarkowej. W 1993 r. w firmę zainwestował fundusz Enterprise Investors, obejmując 49 proc. akcji. W 2002 r. firma zadebiutowała na warszawskiej giełdzie, a w 2008 r. została wrogo przejęta przez grupę Vistula. Wojciech Kruk sprzedał akcje i zainwestował w Vistulę, w której znalazły się marki Vistula, Deni Cler, Wólczanka i W.Kruk. W kwietniu 2012 r. zdecydował się rozstać ze spółką wskutek konfliktu z głównym akcjonariuszem Jerzym Mazgajem. Pomaga córce rozwijać jubilerską markę Ania Kruk. Angażował się także w działalność publiczną — był senatorem trzech kadencji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy