ZUS-ie, weź się do roboty

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-08-19 11:05

Dlaczego dochody Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ze składek emerytalnych spadają? Bo daje się okradać nieuczciwym pracodawcom.

Wczoraj na łamach "PB" pisaliśmy o niepokojącym zjawisku, polegającym na tym, że dochody ZUS ze składek emerytalnych i rentowych spadają (po raz pierwszy od sześciu lat!), choć zatrudnienie i wynagrodzenia w polskiej gospodarce rosną.

Dlaczego tak się dzieje? Żadne dane nie pozwalają jednoznacznie wskazać przyczynę. Ekonomiści zwykle tłumaczą, że pracodawcy wypychają pracowników na umowy cywilno-prawne lub zatrudniają na czarno.

Przyczyna jest jednak przynajmniej jeszcze jedna - ZUS po prostu jest bezradny w ściąganiu składek. Dla wielu nieuczciwych pracodawców regulowanie zobowiązań wobec ZUS to absolutnie ostatni, najmniej pilny obowiązek. Najpierw trzeba zapłacić bankom, potem fiskusowi, potem opłacić rachunki, następnie wypłacić pracownikom pensje, a do ZUS - ewentualnie, jak zostanie jeszcze jakaś górka na koncie.

Dlaczego tak się dzieje? Bo pracodawcy wiedzą, że jak nie zapłacą bankom i urzędowi skarbowemu, to te instytucje za chwilę skutecznie ich przycisną i zmuszą do spłacenia długu z odsetkami. Jak nie zapłacą rachunku, wyłączą im prąd. Jak nie zapłacą pensji, załoga odejdzie. A ZUS? Spokojna głowa, nie ma strachu! Fakt niepłacenia składek może wyjść dopiero po latach, kiedy pracownik się zorientuje, że pracodawca przez lata - delikatnie mówiąc - robił go w konia.

Poza tym, nawet jak pracownik uświadomi ZUS-owi, że pracodawca obu ich okradał, na zdecydowane działania ZUS-u wobec złodzieja nie ma co liczyć. Urząd zwykle po prostu będzie wysyłał pisma do pracodawcy z ponagleniem. I tyle. Jak pracodawca łaskawie zechce, to ureguluje płatność.

Dla tych, którzy nie wierzą, publikuję fragmenty listu, który dostaliśmy od jednej z naszych czytelniczek (nie pierwszy w tej sprawie). Jak dla mnie, wstrząsające:

Od sześciu lat pracuję zatrudniana na umowach o pracę. Czyli tych najbardziej wartościowych dla ZUS, prawda? Tylko dlaczego od 6 lat moje składki nie są odprowadzane na czas przez pracodawców (bo nie jednego!)? W pierwszym przypadku dopiero po którymś piśmie do ZUS z mojej strony rozpoczęto odzyskiwanie zaległych moich składek od pierwszego pracodawcy - z poślizgiem ponad rocznym. Od obecnego w ogóle nie są ściągane. Nic to, że każdy odchodzący z firmy pracownik w pierwszej kolejności kieruje swe kroki do ZUS i składa pismo. Teoria mówi, że powinien być to sygnał dla ZUS do odzyskania składek. Instytucji tej nie daje nawet do myślenia to, że dostaje tak wiele pism dot. tych samych osób (bo nie jednej firmy, a kilku, które do nich należą.) Niestety pracodawca jest nadal bezkarny, bo składek na wezwania ZUSu nie uzupełnia. Wielka kontrola tej instytucji w siedzibie firmy wykazuje spore zaległości...i na tym się kończy. Zostało stwierdzone i wezwano do zapłaty. Nie ma zapłaty. Dlaczego? Bo pracodawca zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że MOŻE! Jest w swoim mniemaniu bezkarny.

Tak więc co miesiąc kwota brutto mojego wynagrodzenia uszczupla się także o składkę emerytalną. Do ZUS-u nie trafia. Do mnie także nie. Odzyskane po ponad roku zaległości z poprzedniej firmy wpływają na to, że mój fundusz emerytalny przez ten czas nie otrzymuje swojej/mojej części i te pieniądze na mnie u nich nie pracują.

Oczywiście dochodzą do tego jak w wielu przypadkach umowy zlecenia, które są ze mną dodatkowo zawierane w sposób seryjny od dwóch lat z miesiąca na miesiąc. I choć noszą ewidentnie znamiona umów o pracę, siły na pracodawcę nie ma.

Panie Jacku, ZUS jako instytucja publiczna bezczelnie przy pomocy rządu waśnie wyciągnął swe łapy po pieniądze moje i innych obywateli. Wszyscy zapłaciliśmy za jej nieudolność w wypełnianiu swego obowiązku: ściągania składek. ŚCIĄGANIE tych składek, a nie ich łaskawe przyjmowanie od tych, którzy płacą je dobrowolnie powinno być ich miarą efektywności.

Pozdrawiam, K.