Jan Kowalski zarabia na życie pracą własnego umysłu. Wykonuje ją często w domu. Umyślił zatem, że założy sobie dwa telefony. Jeden do rozmów rodzinnych, drugi do służbowych, żeby oddzielać prywatę od roboty. Jak pomyślał, tak zrobił. Przyjechał monter, podłączył drugą linię i wszystko było w porządku.
Jedna rzecz męczyła Kowalskiego: skoro obie linie idą po jednym kablu, czemu u licha Telekomunikacja Polska żąda dwóch abonamentów? Żadnych dodatkowych nakładów przecież nie poniosła, skoro kabel ten sam, a koszt roboty montera Kowalski opłacił osobno. Cennik usług Telekomunikacji, w którym figuruje opłata abonamentowa, nie spełnia zasad jego tworzenia. Prawo telekomunikacyjne mówi, że zasady te mają być przejrzyste, obiektywne i nikogo nie dyskryminować. Nie wiem, na jakich zasadach Telekomunikacja ustanawia cennik. Nie może wymigać się twierdzeniem, że jest on zgodny z regułami rynku — zagrzmiał Kowalski i oddał sprawę do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK).
Żądał uznania, że regulamin Telekomunikacji, stanowiąc integralną część umowy z klientem, zawiera tzw. klauzule abusywne. Są to takie postanowienia wzorca umowy, które działają na niekorzyść klienta. Mogą być nieskomplikowane, np. że ewentualne spory usługodawcy z klientem rozstrzyga sąd właściwy dla siedziby usługodawcy, mogą być bardziej zawiłe tam, gdzie w grę wchodzą nieuzasadnione opłaty. Abusywność klauzul stwierdza SOKiK prawomocnym wyrokiem, po czym wpisuje się je do specjalnego rejestru i już żaden przedsiębiorca nie może ich stosować (a przynajmniej taka jest teoria).
Koszty stałe przedsiębiorstwa maleją wraz z jego działaniem. Abonament jest quasi-amortyzacją i nie maleje. Koszty są więc źle skalkulowane. Niech Telekomunikacja przedstawi kosztorysy z ostatnich 12 lat: nakłady na rozwój sieci, obroty, przychody z działalności i inne dane, które mogą mieć wpływ na wysokość abonamentu — upierał się Kowalski przed sądem. Wytknął też Telekomunikacji, że cały regulamin jest nieprzejrzysty: zawiera zamiennie wyrazy „opłata” i „należność” oraz „dostęp do usługi”, „przyłączenie” i „rozpoczęcie świadczenia”.
Sąd oddalił pozew Kowalskiego. Z uzasadnienia jednak wynikało, że być może Kowalski mógłby mieć rację, gdyby tylko lepiej napisał pozew. — Powód nie wskazał konkretnych postanowień regulaminu i przede wszystkim dlatego należy pozew oddalić. Sąd nie wie, czy cennik może być klauzulą umowną, bo to regulamin zaskarżono, a nie cennik — pastwił się sędzia Andrzej Turliński.
Kowalski mówi, że z wyroku wyciągnął naukę i teraz będzie skarżył cennik zgodnie z wytycznymi sądu, a niezależnie od tego złoży apelację.
Sygnatura sprawy w Sądzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Sąd Okręgowy w Warszawie: XVII AmT 94/05