Związkowcy chcą porwać się na Eneę

Agnieszka Berger
05-06-2009, 00:00

Solidarność z Enei chce zastrzelić ministra skarbu ofertą wykupu spółki przez pracowników. Potrzeba na to, bagatela, 5 mld zł…

Autorzy pomysłu spółki pracowniczej twierdzą, że kasa się znajdzie

Solidarność z Enei chce zastrzelić ministra skarbu ofertą wykupu spółki przez pracowników. Potrzeba na to, bagatela, 5 mld zł…

O tym, że związkowcy sprzeciwiają się prywatyzacji grup energetycznych, wiadomo nie od dziś. Jednak ich determinacja w przypadku poznańskiej Enei, którą minister skarbu zamierza sprzedać pod koniec roku, wydaje się wyjątkowo duża. Żeby uchronić potężną spółkę przed przejęciem przez inwestora strategicznego, zamierzają zaproponować ministrowi wykup akcji przez… pracowników. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie skala przedsięwzięcia. Przy obecnym kursie giełdowym Enei (17,5 zł za akcję) pakiet, który będzie miał na sprzedaż resort skarbu, jest wart — bagatela — 5,16 mld zł.

Kosmiczna kasa

— Razem z doradcą przygotowujemy ofertę spółki pracowniczej. Przedstawimy ją ministrowi skarbu w odpowiednim czasie. Jesteśmy na etapie dopinania planu finansowego — mówi Piotr Adamski, szef Solidarności w Enei.

Ile akcji mieliby wykupić pracownicy? Piotr Adamski na razie tego nie ujawnia. Minister chciałby sprzedać wszystko. Jak twierdzi przewodniczący zakładowej Solidarności, związkowcy zdają sobie sprawę z tego, że w grę wchodzą miliardy zł. Ale nie spędza im to snu z powiek.

— Wiemy, że chodzi o miliardy i jesteśmy w stanie takie pieniądze wyłożyć. Skąd je weźmiemy? Na razie nie mogę tego ujawnić. Mamy własne środki i inne walory — zapewnia Piotr Adamski.

Dodaje, że na razie nad propozycją pracuje tylko Solidarność, ale inne związki zawodowe zostaną zaproszone do udziału w przedsięwzięciu.

— Jeśli tylko będą miały kasę adekwatną do naszej — zastrzega związkowiec.

Nie ma lewara

Co na to właściciel?

— Nie znamy jeszcze oferty związkowców, więc trudno nam komentować hipotetyczną sytuację. Teoretycznie można sobie wyobrazić takie rozwiązanie. Wątpię, żeby pracownicy Enei byli w stanie sami wyłożyć odpowiednią kwotę, ale być może zainteresują swoim pomysłem inwestora, który będzie chciał podjąć z nimi współpracę — mówi Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.

Wątpliwości co do możliwości finansowych spółki pracowniczej ma również Janusz Śniadecki, wiceprzewodniczący MZZP Grupy Kapitałowej Enea i szef krajowego Zrzeszenia Związków Zawodowych Energetyków.

— Nie znam tego projektu, ale zastanawiam się, skąd pracownicy Enei wezmą taką kwotę. Czy udałoby się przekonać ich do pomysłu na taką skalę i zaciągnięcia kredytu? W polskich realiach wątpię — komentuje Janusz Śniadecki.

— Oczywiście wydaje się to całkowicie niemożliwe, ale nie mogę wykluczyć, że są banki, które oferują kredyty 1:100 lub 1:1000. Jeśli tylko związkowcy zaoferują więcej niż Vattenfall, nie widzę przeszkód. Nie znam zasobności ich portfeli — ironizuje Paweł Puchalski, analityk BZ WBK.

Dodaje, że w przypadku podlubelskiej kopalni Bogdanka, spółki z pokrewnej branży, na której akcje właśnie trwają zapisy, lewar oferowany na rynku wynosi zaledwie około 3:1.

Policzyliśmy. Gdyby do projektu przystąpili wszyscy pracownicy grupy kapitałowej, każdy musiałby wyłożyć na wykup akcji Enei ponad 0,5 mln zł. Uwzględniając standardowy kredyt na zakup akcji, oznaczałoby to wyasygnowanie z własnej kieszeni mniej więcej 125 tys. zł na głowę i obciążenie pożyczką umożliwiającą kupno… średniej wielkości mieszkania w Warszawie.

0,5

mln zł

Mniej więcej tyle

musiałby wyłożyć

na wykup akcji Enei

od skarbu każdy z 10 tys. pracowników grupy

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Związkowcy chcą porwać się na Eneę