Akcjonariusze KGHM, czyli przede wszystkim skarb, który posiada prawie 42 proc. miedziowego giganta, postanowili przeznaczyć ponad 2,33 mld zł z ubiegłorocznego zysku na dywidendę.
— To drenowanie spółki i działanie na jej szkodę. Mam nadzieję, że skarb państwa stworzy odpowiednią rezerwę finansową, aby w razie pogorszenia sytuacji w firmie można było dokapitalizować KGHM. Jeśli takie nieodpowiedzialne działania zachwieją sytuacją spółki, przyjedziemy do Warszawy po zabrane nam pieniądze — zżyma się Stanisław Czyczerski, reprezentujący pracowników członek rady nadzorczej i szef miedziowej Solidarności.
Analitycy są jednak spokojni, a drobni inwestorzy rzucili się na papiery KGHM. Właściciele jednej akcji otrzymają 11,68 zł (prawo do dywidendy zostanie przyznane 16 lipca). Stopa dywidendy sięgnie więc 13 proc. W projektach uchwał zarząd proponował wypłatę 1,4 mld zł, czyli 7,16 zł na akcję.
— Wypłata dywidendy w takiej wysokości jest neutralna dla wyceny spółki. Oczywiście, akcjonariusze są zadowoleni, a skala podziału zysku jest powyżej oczekiwań rynku. Zarząd chciałby pewnie, by pieniądze zostały w firmie, bo wówczas mógłby zastanawiać się, w co je zainwestować. Dobry projekt inwestycyjny można jednak sfinansować z innych źródeł — uspokaja Marcin Palenik, analityk Millennium DM.
Właśnie tak wczorajsze wydarzenia na walnym zinterpretowali giełdowi inwestorzy. Rano akcje KGHM kosztowały nawet 81,65 zł, czyli były o 3,4 proc. tańsze niż dzień wcześniej. Później zaczęły ostro rosnąć, nawet do 87,70 zł, czyli o blisko 7,5 proc. Związkowcy nie kryją jednak oburzenia.
— Platforma Obywatelska obiecała w czasie wyborów, firmując ulotkę zdjęciem Donalda Tuska, że nie sprzeda KGHM, nie oszuka górników i nie będzie grabiła firmy z zysków. Teraz widać, ile te obietnice były warte. W czasie zawirowań makroekonomicznych zabieranie zysku jest działaniem absolutnie nieodpowiedzialnym. Spółka będzie musiała zaciągnąć kredyt na wypłatę dywidendy, a o inwestycjach (z którymi i tak się nie zgadzałem) w energetykę lub zagraniczne złoża można zapomnieć. Większy problem, że KGHM nie będzie stać także na inwestycje odtworzeniowe — mówi Stanisław Czyczerski.
Po walnym p.o. prezesa Herbert Wirth powiedział, że potrzebuje czasu na
przeanalizowanie planowanych inwestycji i dopuszcza ich "priorytetyzację".