Związkowcy z jeleniogórskiego Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego Jelfa SA grożą, że jeśli produkcja w zakładach nie zostanie wznowiona, pojadą protestować do Warszawy. Swoje postulaty przedstawili na piątkowej konferencji prasowej w Jeleniej Górze, zorganizowanej po pikiecie pracowników zakładu.
W Jeleniej Górze w piątek przeciwko decyzji Głównego Inspektora Farmaceutycznego GIF) o wstrzymaniu produkcji w zakładzie protestowało ok. 300-400 pracowników Jelfy.
Produkcja we wszystkich oddziałach Jelfy została wstrzymana na polecenie GIF w nocy z czwartku na piątek. Wcześniej wstrzymano linię produkcyjną corhydronu (w partii tego leku stwierdzono inny, groźny dla zdrowia specyfik). W zakładach wciąż trwa kontrola.
"W tej sytuacji nie można wydawać aż tak drastycznych decyzji, tym bardziej, że sytuacja dotyczy jednego preparatu produkowanego na jednym wydziale produkcyjnym. Sytuacja dotyczy partii z lipca 2005 r.; w tym czasie głównym udziałowcem (Jelfy - PAP) był Skarb Państwa. Zażądamy więc wyrównania strat od byłego właściciela, czyli od Skarbu Państwa" - powiedział na konferencji prasowej przewodniczący NSZZ Solidarność, Ireneusz Oracz.
Jak szacują związkowcy, dziennie z powodu wstrzymania produkcji zakład traci 1,3 mln zł. W zakładach zatrudnionych jest ponad tysiąc osób.
"Każdy dzień postoju to nieodwracalne straty: możliwość wejścia na rynek zachodnich koncernów, dla pacjentów to decyzja dotycząca kupna droższych leków zagranicznych. Wszyscy pracownicy Jelfy ponoszą skutki decyzji Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Tymczasem to GIF nie poinformował (o groźnej zawartości produkowanego w firmie corhydronu - PAP) niezwłocznie ani opinii publicznej, ani naszej firmy, do czego właśnie on jest zobowiązany przepisami prawa. Nie poinformował nawet swojego zwierzchnika, czyli ministra zdrowia. W tej chwili całą winę za brak informacji przerzuca się na Jelfę" - mówił Oracz.
Jak zapowiadają związkowcy, ich dalsze kroki zależą od tego, co postanowi resort zdrowia. "Być może wyjedziemy w przyszłym tygodniu do Warszawy" - powiedział Oracz.
W rozmowie z PAP dyrektor generalny Jelfy Marek Wójcikowski przypomniał, że litewska spółka Sanitas jest właścicielem Jelfy od czerwca 2006 r.; wcześniej pakiet większościowy w firmie miał Skarb Państwa.
Wójcikowski nie chciał powiedzieć, jak duże straty ponosi zakład z powodu wstrzymania produkcji. "Sytuacja jest dla nas dramatyczna" - podkreślił Wójcikowski. Dodał, że firma nie unika odpowiedzialności, ale apeluje, by kontrole przeprowadzić jak najszybciej i przywrócić produkcję. (DI, PAP)