Pracownicy kopalni Budryk wysuwają roszczenia płacowe. Nie wykluczają strajku. Zarząd straszy zachwianiem pozycji finansowej spółki.
Zarząd Kopalni Węgla Kamiennego (KWK) Budryk w Ornontowicach (koło Gliwic), samodzielnej spółki skarbu państwa, ponownie znalazł się pod obstrzałem związków zawodowych. Powód ciągle ten sam. Roszczenia płacowe. Ich spełnienie może kosztować kopalnię 20 mln zł, której zysk netto po ośmiu miesiącach 2005 r. wyniósł 3,3 mln zł, przy przychodach 358 mln zł.
Wielkie apetyty
Działające w Budryku związki zawodowe Solidarność i Kadra przeprowadziły wśród 2,5-tys. załogi sondaż, w którym pytali, czy pracownicy są za wejściem w spór zbiorowy i ewentualną akcją protestacyjno-strajkową w celu wymuszenia podwyżek. Związkowcy żądają m.in. podniesienia pensji, podwyżek tzw. dojazdówki o 50 zł (górnicy otrzymują na dojazdy do pracy 250 zł miesięcznie, bez względu na miejsce zamieszkania).
— Związkowcy oczekują, że każdy pracownik otrzyma 2 tys. zł pożyczki, a po spłacie 100 zł pozostała kwota zostanie umorzona — mówi Piotr Czajkowski, prezes Budryka.
Ale to nie koniec. Chcą jeszcze bonów towarowych wartości 3 tys. zł oraz dodatkowych talonów na węgiel dla pracowników.
— Zarząd ignoruje postulaty związków, dlatego w przyszłym tygodniu wejdziemy w spór zbiorowy. Nie dążymy do strajku, ale sytuacja może nas do tego zmusić. Kopalnia ma dobre wyniki finansowe, więc załoga powinna na tym skorzystać — mówi Andrzej Powała, szef NSSZ Solidarność KWK Budryk.
Spadają ceny
Prezes Budryka twierdzi, że zarząd jest otwarty na negocjacje ze związkami, ale nie da się postawić pod ścianą. Najważniejsze jest zapewnienie kopalni stabilnej pozycji ekonomicznej. A o to coraz trudniej, bo ceny węgla oraz popyt spadają.
— To jest nasze największe zmartwienie — mówi Piotr Czajkowski.
Kopalnia wydobywa głównie węgiel koksowy. Jego ceny spadły ponad 20 proc., zmniejszyły się więc także przychody. Prognozowany zysk na koniec roku może wynieść około 5 mln zł, wobec ponad 40 mln zł w 2004 r.