Wczoraj atak terrorystyczny w Turcji na bank HSBC i zabicie przewodniczącego Rady Zarządzającej w Iraku wywołały duży niepokój, a poza tym przed sesją w USA nadal drożała ropa naftowa. Potem rynek ropy uspokoił się, ale nie pomogło to rynkom. Nie poprawiała nastroju powyborcza sytuacja w Indiach. Spadek indeksów był tak duży, że obie hinduskie giełdy na godzinę zawiesiły notowania. Do tego doszły słabe dane makro. NY Empire State Index spadł mocniej niż to zapowiadały prognozy. Ale dane pomogły wywołać korektę na rynku obligacji (spadła rentowność). Gdyby nie wysoka cena ropy naftowej i wzrost napięcia geopolitycznego to zachowanie rynku obligacji pomogłoby akcjom, ale wczoraj zostało to odebrane jako ucieczka kapitału w bezpieczne instrumenty. Bykom pomagała informacji o wybuchu pocisku z sarinem. Inwestorzy potraktowali ten atak jako dowód na to, że Irak posiadał broń masowego rażenia, co mogłoby usprawiedliwić inwazję. Problem w tym, że Irak poinformował ONZ, że miał kiedyś sarin, a atak z wykorzystaniem takiej broni pokazuje, że ktoś ją przejął. To powinno budzić niepokój. Końcówka sesji pokazuje, że nastroje są słabe. Na razie wzrosty indeksów będą jedynie odbiciami.
Dzisiaj w Europie giełdy powinny się uspokoić. Nieznaczny wpływ na sesje będą miały raporty makroekonomiczne. Indeks koniunktury niemieckiego instytutu ZEW często zapowiada to, co zobaczymy w bardziej prestiżowym wskaźniku instytutu Ifo. Ostatnio jednak tak nie było, więc wpływ na rynek będzie ograniczony. Za to dane o inflacji będą bacznie obserwowane. Jeśli będzie większa od prognoz to rynek się przestraszy, bo ze względu na cenę ropy i oczekiwania na podwyżki stóp inflacja jest na pierwszym planie. Teoretycznie raporty z amerykańskiego rynku nieruchomości nie powinny mieć wpływu, ale balon spekulacyjny na tym rynku może w końcu zacząć pękać, a to w atmosferze panującej na giełdach miałoby dodatkowo negatywny wpływ na przebieg sesji.
Na GPW sytuacja wczoraj nie była prosta. Jeśli chodzi o krajobraz po bitwie, czyli po głosowaniu na wotum zaufania dla rządu to była jasna. Prawie nikt nie oczekiwał, że rząd wygra to głosowanie, wiec kto nie chciał mieć akcji to je wcześniej sprzedał. Być może zostali jeszcze jakiś ostatni Mohikanie albo osoby, które przez ostatnie tygodnie nie interesowały się polityką, ale takich było ich niewiele. Pokazywało to wyraźnie zachowanie wszystkich, łącznie z GPW, rynków finansowych. Jednak to wcale nie jest takie proste, bo po pierwsze to, że ktoś akcji sprzedawać nie będzie nie oznacza, że będzie je w dłuższym okresie kupował, a poza tym jest jeszcze czynnik zewnętrzny – koniunktura na rynkach światowych.
To, że będą trwały polityczne igrzyska, podczas których państwo będzie gniło, a biegający i puszący się w mediach politycy w dowolnej chwili będą mogli podnieść indeksy albo je wywrócić nie zachęca do kupna akcji. Tracimy czas po to tylko, żeby partie polityczne zaznaczając swoją odrębność, pokazały wyborcom, że chcą nowych wyborów. Dopiero trzecie rozdanie będzie prawdziwą próbą sił, a do tego czasu będziemy mieli gorszący i szkodliwy dla państwa teatr polityczny. Do tego rozdania mamy jeszcze 2 tygodnie, a do rozstrzygnięcia zapewne przynajmniej miesiąc. Trudno w tym czasie nic nie robić na giełdzie szczególnie, że techniczne wyprzedanie rynku nadal jest spore.
To zachęca do kupna akcji, ale trudno będzie o trwały wzrost, jeśli rynki światowe się nie uspokoją. Jedna sesja wzrostu (na małym obrocie), na przekór giełdom Eurolandu naprawdę nic nie znaczy, chociaż niewątpliwie pokazuje, ze najbardziej agresywna podaż już znikła. Jednak, gdyby nawet zwyżka przedłużyła się to i tak nie byłaby zapowiedź kontynuacji hossy, więc nadal trzeba inwestować w krótkim terminie lub pozostawać poza rynkiem. Jest bardzo niebezpiecznie, a sytuacja na rynku będzie się gwałtownie zmieniała.