Życie kołem się toczy

Rafał FabisiakRafał Fabisiak
opublikowano: 2015-03-27 00:00

MÓJ ŚWIAT: Niektórym wystarczy, że rower jeździ. Dariusz Makosz, członek zarządu Idea Banku, widzi w nim logiczną konstrukcję i dopieszcza każdy element.

Codziennie rano mówimy sobie z synem, co będziemy robić. Dziś mu powiedziałem, że będę miał wywiad. Syn zapytał, o czym będę mówił. Spytałem, co on by o mnie powiedział. Odpowiedział: no… biznes i rowery — śmieje się Dariusz Makosz, członek zarządu Idea Banku.

Dariusz Makosz
MAREK WIŚNIEWSKI.

Przedsiębiorczość towarzyszy mu od najmłodszych lat. Tata, mama, żona — wszyscy prowadzą lub prowadzili własne biznesy. Nic dziwnego, że dziś w każdej życiowej sytuacji widzi okazję do założenia firmy. Podobnie było z rowerem — i tę pasję w przyszłości chciałby przekuć w biznes.

W dzieciństwie w rodzinnym Wałbrzychu często wsiadał na dwukołowiec, by pojechać nad pobliską granicę z Czechami. Wiązały się z tym przygody.

— Rodzice kupili mi francuski rower do jeżdżenia po górach. Miał cieńszą oponę, bo wbrew pozorom takimi łatwiej się jeździ w górzystym terenie. Problem się pojawił, kiedy trzeba było wymienić wentyl, który był mniejszy od standardowego. Wtedy sklepy nie były tak dobrze zaopatrzone jak dzisiaj, więc nigdzie nie mogłem dostać części zamiennej. W końcu ktoś polecił mi sklep w czeskim miasteczku. Sprawdziłem na mapie — 100 km w obie strony wydawało się w moim zasięgu, więc pojechałem — opowiada Dariusz Makosz.

Okazało się jednak, że źle obliczył odległość i 100 km musiał przejechać w jedną stronę. — Wyjechałem rano, a wróciłem w nocy. Po drodze łapały mnie skurcze, musiałem się zatrzymywać… Nie było telefonów, wiec przerażona mama chciała już dzwonić na policję. Ale najgorsze było to, że tam też nie było wentyla — wspomina.

Analogię do tego doświadczenia dostrzega w biznesie, w którym ciągle trzeba mierzyć się z niemożliwym. — To nie jest droga dla ludzi o słabych charakterach — stwierdza Dariusz Makosz.

Podejście do marzenia

Rowerowa pasja powoli się rozwijała. Niedostępność części zmuszała do kombinowania przy naprawach, a inwencja dała początek różnym eksperymentom. Chociażby wyginania wraz z kolegami kierownicy na kształt tej zaokrąglonej jak w kolarzówkach. Nic dziwnego, że w głowie Dariusza Makosza pojawiła się wizja roweru własnej konstrukcji. Zaprojektować rower chciał od dawna, ale brakowało albo wiedzy, albo czasu. Decyzja o realizacji marzenia zapadła spontanicznie. — Projektowanie roweru nie polega jedynie na narysowaniu ramy, a potem dorysowaniu kół. To znacznie bardziej skomplikowane. W praktyce koła to oddzielny projekt. Nawet szprychy można przygotować oddzielnie.

Miałem opracowany cały koncept, ale przez długi czas nie mogłem znaleźć firmy, która zgodziłaby się tego podjąć. W końcu trafiłem do niewielkiego sklepu na warszawskim Bemowie, który ktoś mi polecił. Opisałem swój pomysł, a sprzedawca, ku mojemu zdziwieniu, tylko zapytał, ile ma być tych rowerów. Zachwyciło mnie jego podejście — gdyby wszyscy przedsiębiorcy myśleli w ten sposób, byłoby zdecydowanie mniej nieudanych biznesów — opowiada Dariusz Makosz.

W rowerze najważniejszym i najtrudniejszym elementem jest rama.

— Nie chodzi jedynie o materiał, ale też o odpowiednie kąty, pod jakimi zespawane są rury, co bezpośrednio wpływa na pozycję rowerzysty w trakcie jazdy. Rower nie może być zbyt niekomfortowy, to oczywiste, ale nie może być również zbyt wygodny. Wtedy nie można włożyć odpowiednio dużo energii w jazdę — wyjaśnia Dariusz Makosz.

Jego zdaniem, projektowanie roweru w dużym stopniu przypomina projektowanie własnej firmy.

— Wszystko musi być dobrze przemyślane. Wystarczy, że jeden element w firmie nie funkcjonuje, a cała może upaść — ocenia Dariusz Makosz.

Początek kolekcji

Jego pierwszy projekt to rower z tzw. ostrym kołem, czyli bez przerzutek. Z przodu i z tyłu jest po jednej zębatce jak w starych dwukołowcach, ale dzięki temu rower bardzo szybko się rozpędza. Korzystają z takich kurierzy, ale też zawodowi sportowcy. Początkowo były wykorzystywane do treningu kolarzy, bo kiedy się na nie wsiądzie i rozpocznie jazdę, to nie ma chwili na odpoczynek — zatrzymanie pedałów w jednym miejscu jak w zwyczajnych „góralach” blokuje koła. Dariusz Makosz czekał na realizację wymarzonego roweru dość długo. Telefon ze sklepu dostał po kilku miesiącach. Odebrał rower prawie natychmiast i wracał do domu — jakżeby inaczej — na dwóch kołach.

— Po drodze trafiłem na innego rowerzystę. Jechał bardzo szybko. Starałem się go dogonić, testując rower, a te o ostrym kole mogą być bardzo szybkie, można je rozpędzić nawet do 50 km/h. Zauważyłem, że rowerzysta wjechał do przejścia podziemnego po jednym z podjazdów dla wózków. Chciałem zrobić to samo, ale przy wjeździe trochę spanikowałem i wcisnąłem hamulce. Mój rower był bardzo lekki, ważył raptem 6 kg, a dwukołowce o takiej wadze przy raptownym hamowaniu mogą się przekręcić na bok. Tak też się stało i przeleciałem przez schody. Rozbiłem kolano i telefon. Na szczęście rower przeszedł wypadek bez draśnięcia — śmieje się Dariusz Makosz.

Garaż dla rowerów

Szybki rower to przekleństwo na miejskich drogach.

— Nie daj Boże wyprzedzić jakiegoś podtuningowanego golfa! Kierowcy nie dają za wygraną, już kilka razy zajeżdżali mi drogę — wspomina.

Dlatego chętniej wybiera się z rodziną na rowerowe wyjazdy np. do Kampinosu. Chociaż i tu nie obyło się bez komplikacji. O ile synów łatwo było przekonać do roweru, o tyle żona zarzekała się, że na żaden nie wsiądzie. Powód? Niewygodne siodełko. Dariusz Makosz znalazł niedużą, manufakturową firmę, której właściciel podzielał jego pasję i pomógł stworzyć rower z odpowiednim siodełkiem.

— Wysokość sztycy musi być odpowiednio dopasowana do konkretnej osoby. Kiedy żona wsiadała na swój nowy rower, nie mogła uwierzyć, że tak dobrze jej się jeździ. Ja równie mocno ucieszyłem się z tego, że udało mi się znaleźć przedsiębiorców, fanatyków rowerów, którzy pomogli mi w tym projekcie — opowiada Dariusz Makosz.

Własnych rowerów ma już siedem, w tym zaprojektowaną przez siebie kolarzówkę, a także odrestaurowany starszy rower holenderski.

— Powoli brakuje miejsca w garażu — żartuje członek zarządu Idea Banku.

Rama to podstawa

Dla Dariusza Makosza rower to nie tylko sposób spędzania wolnego czasu.

— Jazda na rowerze to moment wyciszenia, odpowiedzenia sobie na kilka pytań, co często umyka podczas napiętego dnia — wyznaje. W pojeździe i jego projektowaniu dostrzega zależność, którą odnosi do wielu aspektów codzienności.

— Fascynujące w rowerach jest to, że zawsze można je dopasować do siebie. Rama jest podstawą. Jeśli będę chciał, mogę zmienić napęd z ostrego koła na normalne przerzutki, wymienić koła czy inne części. Tak jak w życiu lub biznesie — mamy pewną wizję czy pomysł na siebie, a później, dobierając odpowiednie elementy — studia, pracę, szkolenia, współpracowników — staramy się zrealizować tę koncepcję — sumuje Dariusz Makosz.

Dariusz Makosz

Absolwent Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Poznaniu. Od 2013 r. członek zarządu Idea Banku. Wcześniej pracował m.in. jako dyrektor zarządzający Noble Banku, dyrektor zarządzający Open Finance, dyrektor zarządzający Idea Banku, wiceprezes Idea Money.