Czy piątkowe trzęsienie ziemi to początek końca Japonii? Nic z tych rzeczy
Japończycy szybko podniosą się po tragedii. Już wiele razy udowodnili, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych.
Dług publiczny sięga 10 bln USD — to dwukrotność PKB, albo 80 tys. USD na obywatela. Kraj trawi największa stagnacja od dziesięcioleci. Pracodawcy odchodzą od uświęconych tradycją umów o pracę. A na dokładkę droga ropa podbija koszty importu i powoduje pierwszy od 22 miesięcy deficyt w handlu zagranicznym. Do piątku, do godz. 14.46 Japończykom wydawało się, że gorzej być nie może. A jednak.
Sektor ubezpieczeń będzie musiał zmierzyć się z koniecznością wypłaty 35 mld USD odszkodowań. Fabryki Hondy, Toyoty i Sony wstrzymują produkcję. Japonia rozważa dostawy prądu z Rosji. Do koszmarnego długu państwa trzeba będzie doliczyć kolejne miliardy dolarów na odbudowę zniszczeń (wstrząsy w Kobe z 1995 r. poza 7 tys. istnień ludzkich kosztowały kraj 100 mld USD). Czy piątkowe trzęsienie ziemi to początek końca Japonii? Nic z tych rzeczy.
Ćwiczą od przedszkola...
Dla mieszkańców tego kraju to kolejna zaprawa w boju z naturą. Przygotowują się do niego całe życie. Muszą, jeśli chcą przetrwać — Japonia leży na styku trzech płyt tektonicznych, a miejsce najbardziej narażone na katastrofę znajduje się bardzo blisko Tokio. Dlatego już dzieci w przedszkolach biorą udział w specjalnych ćwiczeniach. Są zbyt małe, by pojąć, o co w trzęsieniu ziemi chodzi, więc zamiast słuchać wykładów, biorą udział w zabawach w ratowanie żabek, celowanie z sikawek do kręcących się bączków. Sadza się je w specjalnych symulatorach trzęsień. Podobny jest i u nas w Centrum Nauki Kopernik i też cieszy się wzięciem wśród dzieciaków. Tyle tylko że dla nas to zabawa, a Japończykom wpojona umiejętność zachowania spokoju może uratować życie.
Gdy się trzęsie, spokojnie obserwują otoczenie i chowają się pod biurka. Ich zachowanie wydaje się flegmatyczne, graniczące wręcz z oszołomieniem. Ale oni dobrze wiedzą, co robią. Chroni ich technika. Domy stoją na specjalnych pneumatyczno-sprężynowych fundamentach (podobnych do resorów w aucie), wzmacniane ściany są tak giętkie, by budynek mógł się kołysać, ale nie kruszyć. Jeżeli już pojawiają się wielkie naprężenia, to spadające odłamki szkła nie ranią, bo specjalna folia trzyma potrzaskane okno w całości (kolejna motoryzacyjna analogia — w Japonii używa się w budynkach podobnych szyb, jak w samochodach). To nie przypadek: ten kraj cały czas wyciąga się wnioski z poprzednich tragedii.
...wyciągają wnioski...
Gdy w 1923 r. zatrzęsła się ziemia pod Tokio, ludzie nie ginęli podczas wstrząsu, ale płonęli w swoich drewnianych domkach. Pożary uśmierciły ponad 140 tys. osób, bo gigantyczne trzęsienie zaskoczyło ludzi podczas gotowania obiadu. Od tej pory nieustannie przypomina się Japończykom, by wyłączali gaz i nie stawiali szafek obok kuchenek. 1 września, w rocznicę tej tragedii, w całym kraju odbywają się ćwiczenia przypominające obywatelom wszystko, co o trzęsącej się ziemi pamiętać należy. Rok temu w Disaster Prevention Day wzięło udział ponad milion osób, w tym nawet amerykańskie wojska stacjonujące na wyspach.
Bezpieczeństwo instalacji gazowych to oczywiście nie wszystko. W Kobe w 1995 r. setki ludzi dusiło się pod zwałami betonowego gruzu ze starych budynków, nieprzystosowanych do trzęsień. Inżynieria antywstrząsowa rozwija się cały czas, dlatego rząd oferuje dotacje na dostosowywanie budynków użyteczności publicznej do nowych norm. Architektoniczne niedociągnięcia Japonia stara się przezwyciężać od 1981 r. dzięki nowemu prawu budowlanemu. Stąd wzięły się fundamenty-resory i ogromne wahadła, które ratują drapacze chmur przed zawaleniem, absorbując energię wyzwalaną podczas ruchów skorupy ziemskiej.
...i są czujni
Najważniejsze na koniec — zdyscyplinowanie Japończyków. Wynika ono z naukowej teorii. Według szacunków, wielkie trzęsienia ziemi zdarzają się w regionie co 100-150 lat, ale przewidzieć je jest równie trudno, jak zawał serca, więc zostaje być cały czas czujnym. Japończycy są w permanentnej gotowości od 1976 r… Żyją 35 lat w przeświadczeniu, że mogą nie wrócić z pracy, że wagon metra zostanie pogrzebany w tunelu. Poczucie zagrożenia towarzyszy im też w pociągach, które uchodzą za bezwypadkowe i są perfekcyjnie strzeżone przez systemy ostrzegania przed nadchodzącymi kataklizmami. A mimo to chwilę po piątkowym trzęsieniu ziemi cztery pociągi zostały dosłownie zmyte z torów i porwane przez fale tsunami. Trudno wyobrazić sobie, co czuje człowiek, któremu przez całe dorosłe życie towarzyszy myśl, że śmierć może nadejść lada chwila.
Jestem pewien, że Japończycy bardzo szybko podniosą się po tej tragedii. Już wiele razu udowodnili, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych i nie boją się ciężkiej pracy. Na pewno wymyślą jakąś kosmiczną technologię, która pozwoli im się jeszcze bardziej zabezpieczyć się przed wstrząsami. Dlatego zagłada Japonii, zostanie tylko futurystyczną wizją z książki "Zatonięcie Japonii" znanego autora literatury science fiction Sakyō Komatsu.
Rafał Tomański — z wykształcenia japonista (UW) i ekonomista (SGH), autor wydanej niedawno przez Muzę książki "Tatami kontra krzesła" poświęconej współczesnej Japonii i Japończykom.
