Zygmunt Solorz-Żak musi poczekać

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2011-02-14 00:00

Mobyland i Centernet mogą na nowo dostać częstotliwości nawet za pół roku.

Wyrok sądu może opóźnić inwestycje biznesmena w telekomunikację

Mobyland i Centernet mogą na nowo dostać częstotliwości nawet za pół roku.

Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) uchylił w piątek decyzję o rezerwacji częstotliwości dla Mobylandu i Centernetu. Uznał skargę Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC), która zwracała uwagę na to, że nie do końca jest jasne, czy Mobyland to ta sama firma, co Tolpis (tak brzmi poprzednia nazwa Mobylandu).

Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) chce całą sprawę jak najszybciej wyjaśnić i zakończyć

— Trzeba wydać nową decyzję, już bez wady prawnej. To stosunkowo proste do wykonania, całe postępowanie nie powinno trwać dłużej niż 4-6 miesięcy — mówi Anna Streżyńska, prezes UKE.

Urząd najpierw chce dopuścić do drugiego etapu przetargu PTC, operatora sieci Era (tak nakazał tydzień wcześniej NSA). Zdaniem urzędu, procedura powinna trwać około dwóch miesięcy. Będzie raczej formalnością, bo oferty i kwoty będą te same, co w przetargu z 2007 r.

UKE uspokaja

— Z naszych obliczeń wynika, że wynik postępowania będzie ten sam, niezależnie od tego, czy Era będzie dopuszczona do przetargu czy nie — mówi Anna Streżyńska.

Później urząd będzie chciał ponownie wydać decyzję o rezerwacji częstotliwości (co nakazał w piątek WSA). To zajmie kolejne 2-4 miesiące, zwłaszcza, że decyzję prawdopodobnie znów będą oprotestowywać operatorzy. PTC już mówi, że nie zgadza się z tą ścieżką postępowania.

— W tej sytuacji prezes UKE ma obowiązek unieważnienia przetargu z 2007 r., uwolnienie zajętych częstotliwości, rozpisanie całkowicie nowego przetargu i ponownego rozdysponowania częstotliwości z zakresu GSM 1800 — mówi Andrzej Pomarański z biura prasowego operatora sieci Era.

Mobyland i Centernet mogą się jeszcze odwołać od piątkowego wyroku WSA. Może im on sprawić jednak niemały kłopot — sąd wstrzymał wykonanie decyzji. Tylko co to dokładnie znaczy? Może oznaczać, że nie mogą wykonywać działalności telekomunikacyjnej wykorzystując te częstotliwości.

Zdaniem NFI Midas, właściciela Centernetu, który chce połączyć go z Mobylandem, możliwa jest inna interpretacja.

— Zgodnie z posiadanymi opiniami prawnymi, możemy bez przeszkód korzystać z dotychczas wybudowanych stacji bazowych. Intensywnie analizujemy natomiast kwestię budowy nowych stacji — mówi Maciej Kotlicki, członek zarządu Midasa.

Na razie bez zmian

Cyfrowy Polsat podtrzymuje, że wdroży komercyjną ofertę na bazie szybkiego bezprzewodowego internetu LTE na przełomie pierwszego i drugiego kwartału tego roku. Midas podkreśla, że cały czas pracuje nad emisją, z której chce pozyskać ponad 290 mln zł (część z pieniędzy ma pójść na zakup Mobylandu).

— Liczymy na pomyślne dla nas wyroki sądu, cały czas pracujemy nad emisją. Jesteśmy przekonani, że nasza oferta w przetargu była lepsza. Powtarzanie całej procedury będzie w naszej opinii rażącym naruszeniem prawa na szkodę Centernetu i Mobylandu. W tym wypadku będziemy dochodzili odszkodowań — mówi Maciej Kotlicki.

Szefowie Midasa szacują, że ewentualne roszczenia mogą znacznie przekraczać kapitalizację spółki — w piątek wyniosła ona 206 mln zł.

— To pieniądze za częstotliwości, za osoby zatrudnione przy projekcie, utracone korzyści z tytułu niezrealizowania podpisanych umów. Ostateczna wielkość potencjalnych odszkodowań pośrednio przysługujących NFI Midas będzie zależała też m.in. od tego, czy ostatecznie nabędziemy udziały Mobylandu. My jako zarząd rozważamy wszystkie scenariusze, mając za nadrzędny cel ochronę wartości dla akcjonariuszy — mówi Maciej Kotlicki.