W zeszłym roku transakcje na rynku sztuki przekroczyły 200 mln zł. Coraz więcej osób interesuje się sztuką, także jako alternatywną — np. do TFI czy akcji — formą inwestycji.
W ubiegłym roku w największych domach aukcyjnych na publicznych aukcjach zawarto transakcje na ponad 30 mln zł i to tylko na rynku malarstwa. W szacunkach tych nie jest zawarta kwota kolekcji, jakie domy te przygotowywały na specjalne zlecenia swoich klientów. Największy z nich — Rempex — przyznaje się do ubiegłorocznych obrotów na poziomie 20 mln zł. Jest coraz więcej osób, które decydują się na ulokowanie nadwyżek środków w dziełach sztuki. Sprzyja temu koniunktura.
Pora na zakupy
— Popyt na sztukę, jak wiele innych dziedzin życia, też zależy od sytuacji gospodarczej. Gdy mamy gorszą sytuację rynkową, to właściciele są bardziej skłonni do sprzedaży dzieł sztuki niż do inwestowania — wówczas ceny spadają albo są niższe od tych, które można uzyskać podczas hossy. Wraz ze wzrostem gospodarczym rośnie natomiast popyt na dzieła sztuki — mówi Piotr Lengiewicz, prezes Rempeksu, największego domu aukcyjnego w Polsce.
To do niego należy ubiegłoroczny rekord, wprawdzie nie transakcji na rynku malarstwa, ale rzeźby. Tancerkę z palcem na brodzie autorstwa Antonio Canova sprzedano za cenę wywoławczą 1,3 mln zł. Dzieło ma 178 centymetrów i waży około 300 kilogramów. Do domu aukcyjnego wnosiło je, nie bez wysiłku, sześciu mężczyzn. Tymczasem wygląda jak drobna, filigranowa marmurowa figurka i to między innymi za to mistrzostwo wykonania zapłacił nabywca.
Ale transakcje tej wartości na rynku sztuki w Polsce zdarzają się bardzo rzadko. Najwięcej nabywców ma malarstwo warte kilka, kilkadziesiąt tysięcy złotych. Transakcje powyżej 60 tys. są już bardzo znaczące.
— Inwestując w sztukę, trzeba się nastawić na to, że jest to inwestycja z długoterminowym trendem wzrostowym. Ma małe szanse na znaczne stopy zwrotu w terminie kilku- czy kilkunastu miesięcy — przekonuje Piotr Lengiewicz.
Dlatego przyszłym kolekcjonerom zaleca, oprócz dobrego poznania przyszłych przedmiotów pożądania i ich autorów, otaczanie się rzeczami, z którymi dobrze się czują. Ogółem Rempex szacuje cały ubiegłoroczny rynek sztuki — w malarstwo, grafikę, rzeźbę, przedmioty użytkowe i inne — na ponad 200 mln zł. Rynek ten z roku na rok powoli, ale systematycznie rośnie, czemu sprzyja właśnie koniunktura w gospodarce.
Inni już wybrali
— Zasada jest taka, że Polacy najchętniej kupują Polaków — mówi Konrad Szukalski z Agra-Art, jednego z największych domów aukcyjnych w kraju.
Popytem, podobnie jak w innych sferach inwestycji, kieruje moda i przewidywania wzrostu wartości.
— Moda kieruje rynkiem sztuki i to na całym świecie. W Polsce cały czas modna jest klasyka sztuki współczesnej i prace jej czołowych przedstawicieli — Tadeusza Kantora, Andrzeja Wróblewskiego czy Jerzego Nowosielskiego. Inną sprawą, ale też należącą do mody, jest „gra na przyszłość”, czyli kupowanie prac młodych twórców — urodzonych po roku 70. ubiegłego wieku, z nadzieją, że obstawiliśmy te nazwiska, które zaczną się w przyszłości bardzo liczyć — dodaje Piotr Lengiewicz.
Znawcy sztuki, jako przykład doskonałej kreacji autora i jego dzieł, podają Jerzego Nowosielskiego.
— To właśnie przykład doskonale rozpoznawanego malarstwa, które „trafia pod strzechy”, bo obrazy Jerzego Nowosielskiego można kupić już od kilkuset złotych, choć najdroższe prace przekraczają 200 tys. Ale to także kwestia podaży. Autor, by był rozpoznawalny, jego prac musi być na rynku dużo, a tak jest w przypadku Nowosielskiego — wyjaśnia Konrad Szukalski.
Nie jest to jedyny przykład — w gronie klasyków malarstwa współczesnego także dużą popularnością wśród koneserów cieszą się prace Jerzego Dudy-Gracza czy Zdzisława Beksińskiego. Co ciekawe, niedawna śmierć artysty nie wpływa znacząco na jego wycenę.
— To kwestia czasu, a niewiele go upłynęło od śmierci Beksińskiego czy Dudy-Gracza. Poza tym mało jest płócien Beksińskiego, niewielka podaż wpływa na słaby wzrost wyceny. W przypadku Dudy-Gracza podaż jest większa, ale ceny nadal niewysokie — do 30 tys. zł — mówi Konrad Szukalski.
Poza nowoczesnymi klasykami, kolekcjonerzy chętnie kupują starszych malarzy. Tu też rządzi moda. W cenie są monachijczycy i Młoda Polska.
— Kolekcjonerzy często kierują się, w przypadku klasyki, pięknem, i to nie tylko pięknem dzieła, a przede wszystkim pięknem tematu. Dlatego tak poszukiwane są prace Władysława Czachórskiego, Józefa Brandta, Alfreda Wierusz-Kowalskiego, malarzy działających w XIX i XX wieku w Monachium. Ceni się ich mistrzostwo w odtwarzaniu detali strojów, kwiatów, wnętrz, trójwymiarowość obrazów — przekonuje Konrad Szukalski.
To właśnie obraz Wiesława Czachórskiego „Pierwsze róże” jest niekwestionowanym rekordzistą w Agra-Art. Sprzedano go za 1,3 mln zł, przy cenie wywoławczej 650 tys. zł.
To właśnie ze względu na piękno tematu swoich nieustających wielbicieli mają Kossakowie, Stanisław Wyspiański, Józef Mehoffer, Jacek Malczewski, Józef Chełmoński czy Olga Boznańska — niekwestionowana liderka w gronie polskich kobiet malarek.
Znawcy sztuki nie ukrywają, że mając dwa tej samej jakości artystycznej obrazy do wyboru, zwykle pierwszy nabywcę za wyższą cenę znajdzie ten, którego temat jest bardziej optymistyczny.
Szansa na wzrosty
Znawcy sztuki nie ukrywają też, że polscy kolekcjonerzy mają jeszcze wiele do odkrycia.
— W Polsce w łaski wchodzi socrealizm, już widać pewien wzrost zainteresowania tym okresem w sztuce, ale ciągle nie można mówić o boomie. Nadal natomiast jest bardzo niewielkie zainteresowanie fotografią, gdy tymczasem to właśnie fotografia bije rekordy popularności w Europie. Rzeźba jest także u nas niedoszacowana — przyznaje Piotr Lengiewicz.
Wiele prac ciągle więc jeszcze czeka na odkrycie.