Impel obiecuje kilkunastoprocentowe tempo wzrostu zysku netto. Jedna czwarta ma trafiać do akcjonariuszy w formie dywidendy.
22 mln zł zarobiła na czysto w ubiegłym roku notowana na giełdzie grupa Impel, świadcząca usługi porządkowe, ochrony i kateringu. To wynik o 36 proc. gorszy niż przed rokiem. O ponad 10 proc. — do 449 mln zł — wzrosły natomiast przychody. Grupa tradycyjnie odnotowała wysoką stratę na sprzedaży. Przekroczyła ona 65 mln zł w porównaniu z 47 mln zł w 2002 r.
— Strata wynika z przyjętego modelu działalności gospodarczej. Rynek o niej wie i nie jest ona zaskoczeniem — mówi Bartosz Ostafiński, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.
Niezła rekompensata
Impel rekompensuje sobie kiepską rentowność kontraktów dotacjami, które spółka dostaje jako zakład pracy chronionej. W ubiegłym roku wyniosły one aż 107 mln zł.
— Spółka musi stopniowo zwiększać marże, by ograniczać straty z działalności podstawowej i mniej polegać na dotacjach. Trudne, choć rynek usług cywilizuje się i szara strefa się zmniejsza — dodaje analityk BDM.
Optymizm prezesa
Jaki będzie ten rok i następne? Impel prognozuje, że grupa zarobi w 2004 r. 29 mln zł, 30 proc. więcej niż w 2003 r. Przychody mają wzrosnąć o prawie 20 proc.
— W optymistycznej wersji w 2005 r. chcemy zwiększyć przychody o 15-17 proc. i w podobnej skali zysk netto grupy — mówi Grzegorz Dzik, prezes i współwłaściciel Impela.
Każdego roku spółka chce wypłacać dywidendę wysokości 25 proc. zysku netto. W tym roku do podziału powinno trafić 5,5 mln zł (33 gr na akcję), co przy wycenie spółki na 473 mln zł nie jest wyjątkowo atrakcyjną propozycją.