10 mld zł na instrumenty zwrotne

opublikowano: 29-04-2018, 22:00

Pieniądze, które trafiły z UE jako instrumenty zwrotne, sfinansują jeszcze niejedną pożyczkę i poręczenie — podkreślają eksperci.

W polskim krwiobiegu unijnych funduszy jest już ponad 10 mld zł tzw. instrumentów zwrotnych, czyli pożyczek i poręczeń z regionalnych programów operacyjnych — szacuje Marcin Wajda, adiunkt w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej (SGH) oraz dyrektor Departamentu Rozwoju Regionalnego i Funduszy Europejskich w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego (na SGH niedawno z okazji 50lecia Kolegium Ekonomiczno-Społecznego odbyło się seminarium ekspertów pt. „Instrumenty zwrotne w sektorze finansów publicznych”).

Zobacz więcej

Fot. Grzegorz Kawecki

Krwiobiegu — ponieważ w przeciwieństwie do bezzwrotnych dotacji UE, przyznawanych na prywatne i publiczne projekty, chodzi o pieniądze przekazywane beneficjentom (przedsiębiorcom i samorządom) w formie preferencyjnych pożyczek i poręczeń. Gdy spełnią swoją rolę, trafiają z powrotem do puli i mogą być ponownie wykorzystywane. Polska otrzymała je w ramach dwóch unijnych programów — JESSICA i JEREMIE.

— Obecnie jest tak, że te pieniądze zostały przekazane przez Komisję Europejską do regionalnych programów operacyjnych (RPO). Programami regionalnymi zarządzają zaś zarządy województw, które wyodrębniły część alokacji na instrumenty zwrotne — mówi Marcin Wajda.

Tanie pożyczki

Unijne instrumenty zwrotne w poprzedniej i obecnej perspektywie finansowej UE są oferowane jako niskooprocentowane pożyczki i poręczenia mikro-, małym i średnim przedsiębiorstwom (MŚP), a także podmiotom publicznym, m.in., na projekty z zakresu rewitalizacji i efektywności energetycznej. W przeciwieństwie do kredytu bankowego pożyczka nie jest obwarowana prawem bankowym i nie wymaga posiadania zdolności kredytowej (wymagane jest wykazanie się zdolnością jej spłaty). Jej oprocentowanie jest symboliczne — np. 0,3-0,5 proc., a więc zdecydowanie mniejsze niż rynkowe. 

— Kto będzie zarządzał tymi pieniędzmi po 2020 r, tego nie wiemy. Teraz mamy trochę patową sytuację, bo pieniędzmi z 2007-13, które pochodzą z RPO, zarządzają ciągle województwa, ale de facto nie wiadomo, kto jest ich właścicielem. I nikt, ani strona rządowa, ani samorządowa, nie chce ruszać tego tematu — podkreśla Marcin Wajda.

Samorząd woj. wielkopolskiego, który stał się liderem w wykorzystaniu unijnych instrumentów zwrotnych, dysponuje już prawie 2 mld zł i oferuje je jako tanie pożyczki i poręczenia.

— Taka kwota w skali regionu to coś, co może wywołać ekonomiczne skutki. To pieniądze, które kumulujemy w dobrych czasach, żeby pomóc przedsiębiorcom w złych — mówi Łukasz Walczyna, dyrektor ds. projektów unijnych z Fundusz Rozwoju i Promocji Województwa Wielkopolskiego.

Konkurencja dla banków

Zdaniem Marcina Wajdy już dzisiaj widać olbrzymią dysproporcję w skali wykorzystania instrumentów zwrotnych przez poszczególne województwa.

— Mamy regiony, jak Wielkopolska, która z tego okresu programowania przeznaczyła na instrumenty zwrotne prawie miliard złotych (drugi miliard to pieniądze z poprzedniej perspektywy fnansowej UE - przyp.) oraz takie które przeznaczyły  zdecydowanie mniejsze kwoty, np. województwo podkarpackie z ok. 260 mln zł.  Jeżeli instrumenty zwrotne mają finansować politykę rozwoju jak skończą się unijne fundusze to pytanie jest, z czego będzie finansowany rozwój w województwach, które dziś dają w zdecydowanej większości dotację, zamiast wykorzystywać instrumenty zwrotne — pyta Marcin Wajda.  

Zauważa również, że w dobie rekordowo niskich stóp procentowych niskie oprocentowanie nie jest  najważniejsze dla przedsiębiorców i jednostek samorządu terytorialnego.

— Dzisiaj pieniądza na rynku jest dużo i jest on tani. Pytanie więc, po co nam takie instrumenty dziś? Czy taki instrument nie jest czasem procykliczny, czyli nie wzmacnia cyklu koniunkturalnego, zamiast go łagodzić? Inna sytuacja będzie, gdy stopy procentowe pójdą w górę i dostęp do pieniądza dla nichdla przedsiębiorców  będzie dużo trudniejszy. To wówczas powinniśmy oferować tańszy pieniądz i akceptować większe ryzyko, aby zachęcać do inwestycji. Niestety w Polsce nie ma jeszcze rozwiniętego systemu pozabankowego, który byłby gotowy zarządzać tak dużymi pieniędzmi — mówi Marcin Wajda. 

Te unijne instrumenty zwrotne już teraz są częścią polskiego systemu finansowego i - jak wskazują eksperci - teoretycznie powinny być konkurencyjne dla banków. Podkreslają jednak, że z badań wynika, iż drobni przedsiębiorcy niechętnie korzystają z unijnych dotacji (dotyczy to aż ok. 86 proc. mikro- i małych firm), a do kredytów i pożyczek (zwłaszcza udzielanych przez instytucje państwowe) są nastawieni nieufnie. 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / 10 mld zł na instrumenty zwrotne