Jeżeli ktoś chce ropę kupić dziś, to jest ona bardzo droga. Ale ceny w dostawach na połowę, a tym bardziej koniec 2026 r. są już znacznie niższe. Obecne ceny ropy na rynku w Nowym Jorku wynoszą 100 USD za baryłkę, ale w dostawach na czerwiec już 90 USD, zaś na grudzień 78 USD. To powoduje, że na szerokich rynkach finansowych, w tym głównie akcji i walut, panuje relatywny spokój. Większość inwestorów wydaje się wierzyć, że kryzys jest przejściowy.
Zdumiewający spokój na rynkach
Wielu analityków podnosi jednak argument, że ten spokój jest dość dziwny. Wojna na razie trwa w niezmienionej intensywności, szans odblokowania transportu ropy w przewidywalnej perspektywie nie widać, infrastruktura wydobywcza, przesyłowa i rafineryjna w Zatoce Perskiej jest systematycznie niszczona. Dlatego poza rynkiem kontraktów terminowych nastroje wokół cen ropy wydają się generalnie gorsze. Na rynku predykcyjnym Polymarket średnia przewidywana cena ropy WTI w czerwcu to 130 USD — prawie o połowę więcej niż notowania kontraktów terminowych.
Znany na rynku energetycznym blog Doomberg (tworzony przez anonimowych, ale szanowanych autorów) napisał ostatnio tak: „Zaczniemy od wyznania. Gdybyś pół roku temu powiedział nam, że prezydent USA Donald Trump będzie współpracował z Izraelem, by przeprowadzić kolejny prewencyjny atak na Iran, ale tym razem o znacznie bardziej niszczycielskim skutku; że Iran odpowie, skutecznie zamykając Cieśninę Ormuz; że obie walczące strony zbliżą się niebezpiecznie do totalnego ataku na obiekty wydobywcze ropy naftowej na Bliskim Wschodzie; oraz że Ukraina nie tylko będzie kontynuować ataki na rosyjskie obiekty energetyczne, ale także zaatakuje tankowce na wodach międzynarodowych, spodziewalibyśmy się, że ceny ropy poszybują w górę do poziomów znacznie wyższych niż te, które obserwowaliśmy w ciągu ostatnich dwóch i pół tygodnia. To, że tak się nie stało, jest, szczerze mówiąc, pewną zagadką”.
Wstrząs dopiero przed nami
Podobnie widzi to Olivier Blanchard, były dyrektor analiz makroekonomicznych w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Napisał na portalu X, że prosta kalkulacja zaburzeń podażowych na rynku ropy wskazuje na możliwość osiągnięcia przez ceny znacznie wyższych poziomów niż wskazuje obecnie krzywa kontraktów terminowych. Jego kalkulacja jest następująca. Świat traci przez blokadę Cieśniny Ormuz od 10 do 20 mln baryłek ropy dziennie, czyli ok. 10-20 proc. w relacji do potrzeb. Wzrost ceny musi docelowo obniżyć popyt do poziomu nowej podaży, czyli popyt musi spaść o te 10-20 proc. Nie ma bowiem możliwości istotnego zwiększenia produkcji w innych miejscach świata. Problem polega na tym, że popyt na ropę jest bardzo mało elastyczny, czyli słabo reaguje na cenę. Przyjmując optymistycznie, że elastyczność wynosi -0,1, czyli na każde 10 proc. wzrostu cen popyt spada o 1 proc., osiągnięcie równowagi na rynku wymagałoby skoku ceny o 100-200 proc. To oznacza, że baryłka ropy powinna docelowo kosztować 150-200 USD.
Taki scenariusz oznaczałby wstrząs zbliżony do tego, co działo się w 2022 r. Oznaczałoby to głębokie spowolnienie światowej gospodarki, może nawet recesje w wielu miejscach.
Raczej 100 niż 200
Myślę jednak, że pesymistyczne kalkulacje Oliviera Blancharda nie biorą pod uwagę kilku czynników. Przede wszystkim jest duża szansa, że Iran będzie starał się przepuszczać transport do krajów neutralnych lub zaprzyjaźnionych, czyli m.in. Indii czy Chin. Ponadto część produkcji Arabii Saudyjskiej jest przekierowana rurociągami do portów i rafinerii na Morzu Czerwonym. Te dwa czynniki mogą zredukować lukę w dostępności ropy o ponad połowę.
A jeszcze ważniejsze mogą być czynniki polityczne i militarne. Iran złapał światową gospodarkę za gardło, ale sam umiera – traci nie tylko zdolności militarne, ale potencjalnie może zostać pozbawiony infrastruktury energetycznej i możliwości eksportu. Dla świata oznaczałoby to recesję, ale dla Iranu całkowity chaos i zniszczenie. Można założyć, że wojnę w Teheranie prowadzą ludzie wytrwali, ale nie samobójcy. Po drugiej stronie akceptacja dla długotrwałej wojny też jest ograniczona. Dlatego scenariusz utraty przez światową gospodarkę 10-20 mln baryłek ropy dziennie przez dłużej niż kilka miesięcy wydaje się skrajnie pesymistyczny.
Patrząc na obecną trajektorię wydarzeń, wydaje mi się, że jesteśmy jeszcze przed maksymalnym przesileniem zarówno w sferze geopolitycznej, jak i rynkowej. Wstrząs będzie w krótkim okresie większy niż obecnie. Ale odpowiadając na tytułowe pytanie, zakładam, że w szczycie cena ostatecznie będzie bliższa 100 niż 200 USD za baryłkę.
