G20 w formacie handlowym. Gospodarz stworzył problemy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-10-03 13:59

Absolutnie priorytetowym handlowym problemem światowej gospodarki jest niszczenie całego dotychczasowego systemu wymiany i współpracy cłami narzucanymi przez Donalda Trumpa.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Szczyt grupy potentatów G20 na najwyższym poziomie szefów państw i rządów odbędzie się w Miami 14-15 grudnia 2026 r., zatem pozostaje jeszcze dwa i pół miesiąca. Tegoroczna amerykańska prezydencja zorganizowała już zbiórki ministrów G20 w formatach: finansów wraz z szefami banków centralnych (30 sierpnia w Asheville), innowacji i rozwoju (1 września w Raleigh-Durham), energii (15 września w Houston) oraz handlu (1 października w Milwaukee). Bardzo ważne spotkanie ministrów spraw zagranicznych odbędzie się 30 października w Atlancie. Niezależnie od ścieżek ministerialnych regularnie zbierają się tzw. szerpowie przygotowujący już bezpośrednio główny szczyt w Miami. Szefowie resortów finansów oraz banków centralnych, czyli z naszej strony wspólnie Andrzej Domański i Adam Glapiński, jeszcze dwa razy dodatkowo spotykają się w gronie G20 na marginesie wielkich zjazdów Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego – było tak 16 kwietnia w Waszyngtonie, zaś będzie 15 października w Bangkoku. Notabene G20 jako samozwańczy, pozatraktatowy klub państw największych i najbardziej znaczących na ich kontynentach zawiązał się w 1999 r. właśnie na poziomie finansowo-bankowym, zaś szefowie państw i rządów zbierają się dopiero od globalnego kryzysu w 2008 r.

Naturalne jest pytanie, co wszystkie przepełnione frazesami debaty przynoszą realnie dobrego dla ludzkości. Dowodem, że niewiele, stała się najświeższa konferencja G20 w formacie ministrów handlu w Milwaukee. Decydujący o jej agendzie amerykańscy gospodarze wpisali takie główne tematy: eliminowanie pracy przymusowej w globalnych łańcuchach dostaw, aktualizację zasady największego uprzywilejowania, potępienie wykorzystywania handlu żywnością jako narzędzia nacisku oraz przeciwdziałanie strukturalnej nadwyżce mocy produkcyjnych i produkcji. Sprawy istotne, ale w 2026 r. absolutnie priorytetowym handlowym problemem światowej gospodarki jest przecież niszczenie całego dotychczasowego systemu wymiany i współpracy cłami narzucanymi przez Donalda Trumpa. Są szkodliwe nie tylko dla państw ze wszystkich kontynentów, lecz także dla konsumentów amerykańskich, a przede wszystkim bezprawne. Sąd Najwyższy (SN) uznał przecież w lutym 2026 r., że obecny prezydent wprowadził tzw. cła wzajemne w handlu zagranicznym nielegalnie, albowiem Konstytucja USA przyznaje takie uprawnienia tylko Kongresowi. W SN większość 6:3 trzymają obecnie sędziowie (sprawujący mandaty dożywotnio) o poglądach zdecydowanie konserwatywno-republikańskich, ale trzymający się wolnościowych idei Ronalda Reagana, który cła i inne podobne bariery uznawał za czyste zło.

Polskim uczestnikiem branżowego szczytu w Milwaukee był podwójny minister Andrzej Domański. Tak się złożyło, że zgodnie z tematyką spotkań ministerialnych G20 stał się naszym głównym delegatem rządowym – bo to i finanse, i innowacje, i teraz handel. Tymczasem w kraju w tym samym czasie Prawo i Sprawiedliwość złożyło w Sejmie wniosek o wotum nieufności wobec Andrzeja Domańskiego przede wszystkim jako szefa finansów. To skutek przeanalizowania przez opozycję projektu budżetu na 2027 r. z gigantycznym deficytem. PiS zarzuca rządowi, a konkretnie jego głównemu księgowemu, skierowanie polskich finansów publicznych na ścianę, czyli przekroczenie konstytucyjnych progów ostrożnościowych – 55 proc. zadłużenia względem PKB.

Pobocznym wątkiem konferencji w Milwaukee było przebijające się nieśmiało pytanie, czy Polska zagości w G20 bardziej trwale. Tą niesformalizowaną grupą zawsze rządzi rotacyjna prezydencja, czyli tym razem Donald Trump. Na finalny szczyt szefów państw i rządów 14-15 grudnia w swoim Miami zaskakująco zaprosił Polskę, ale personalnie w osobie Karola Nawrockiego, czego nie może prestiżowo przeżyć Donald Tusk. Notabene prezydent USA zaprosił jeszcze zastęp (ale w randze niższej niż Polskę) bliskich mu ideologicznie przywódców różnych państw, natomiast samowolnie i bez porozumienia z kolegialną G20 jednorazowo... wyrzucił Republikę Południowej Afryki, która przecież gościła poprzedni szczyt w 2025 r. Sytuacja stała się protokolarnie zdumiewająca. Przejmująca w przyszłym roku prezydencję Wielka Brytania oczywiście RPA do G20 przywróci, natomiast wywyższona epizodycznie Polska… No cóż, fantastycznie byłoby, gdybyśmy zdobyli status stałego gościa G20 na podobieństwo Hiszpanii czy Holandii. Ostatnio zarówno prezydent Karol Nawrocki, jak też ministrowie uczestniczący w posiedzeniach G20 na swoim poziomie, z jednej strony podkreślają dumę z pełnoprawnego zasiadania przy stole z potentatami, ale z drugiej realistycznie przypominają, że to miejsce nie zostało przyznane Polsce na stałe.