12 kopalń na wstrzymaniu

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2020-06-08 09:42
zaktualizowano: 2020-06-08 17:00

Wstrzymanie wydobycia w kopalniach PGG i JSW nie powinno martwić odbiorców, bo zapasy są potężne. Wyrwa finansowa dla kopalni będzie jednak duża.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się: 

  • jak zatrzymanie wydobycie przełoży się na wyniki finansowe
  • czy możliwe jest przerwanie łańcucha dostaw węgla do przemysłu
  • dlaczego inwestorzy wyprzedają akcje spółek, których dotyczy decyzja rządu 
  • jak rząd uzasadnia wypłatę 100 proc. postojowego 

W poniedziałkowy poranek Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych, ogłosił wstrzymanie prac w dwóch kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej i w 10 kopalniach Polskiej Grupy Górniczej.

Jak wicepremier ze związkami
Jak wicepremier ze związkami
Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych, nadzoruje górnictwo z ramienia rządu. W niedzielę rozmawiał z górniczymi związkami na Śląsku, w poniedziałek ogłosił wstrzymanie wydobycia. Głosu spółek słychać nie było.
fot. Ministerstwo Aktywów Państwowych

- Wydobycie zostanie wstrzymane we wtorek i potrwa trzy tygodnie – wskazał Jacek Sasin.

Akcje JSW zareagowały szybko i taniały na giełdzie. Na reakcję zarządu tej kontrolowanej przez państwo firmy trzeba było czekać. 

„Na obecnym etapie spółka nie jest w stanie oszacować wpływu powyższych działań związanych ze wstrzymaniem wydobycia na działalność oraz sytuację finansową, operacyjną i perspektywy Spółki i Grupy JSW” – poinformowano w popołudniowym komunikacie. 

PGG nie jest notowana na giełdzie. 

Zakażeń przybywa

Decyzja MAP dotyczy kopalni: Bolesław Śmiały, Piast, Ziemowit, Halemba-Wirek, Pokój, Chwałowice, Marcel, Rydułtowy, Mysłowice-Wesoła oraz Wujek z PGG, oraz Knurów-Szczygłowice oraz Budryk z JSW. To oznacza, że w PGG pracować będą jeszcze cztery kopalnie: Sośnica, Bielszowice, Jankowice i Murcki-Staszic, a w JSW trzy: Borynia-Zofiówka, Jastrzębie-Bzie i Pniówek.

Decyzja o wstrzymaniu wynika z rosnącej liczby zakażeń koronawirusem w kopalniach. Pozytywny wynik odnotowano już u 4750 górników. Najwięcej zarażonych jest w JSW (2770) i w PGG (1638).

- To czasowe wyłączenie pracy we wszystkich kopalniach, w których odnotowujemy dzisiaj zarażenia koronawirusem, a których załogi nie zostały w pełni przebadane na obecność koronawirusa – mówił Jacek Sasin.

Plan zakłada, że wszyscy zatrudnieni - poza „szczątkowym personelem”, który będzie służył utrzymaniu kopalń w czasie zawieszenia wydobycia - udadzą się na tzw. postojowe na okres trzech tygodni. Z zapowiedzi Jacka Sasina wynika, że postojowe wyniesie w ich wypadku sto procent wynagrodzenia.

„Czyli nie poniosą żadnych strat finansowych, strat ekonomicznych” – mówił Jacek Sasin.

Górnik i inni

Zapowiedź Jacka Sasina wywołała pytania o to, dlaczego górnicy, jako jedyna grupa zawodowa, za okres postojowego otrzymają 100 proc. wynagrodzenia. Inne grupy zawodowe, np. pracownicy zamykanych restauracji, nie mogą liczyć na takie świadczenia.

- Mówimy o sytuacji szczególnej. O sytuacji, w której zamykane są zakłady czy też przechodzą na kwarantannę pracownicy czy też ich rodziny ze względu na wzrost zachorowań – komentowała to Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju.

Nie jest jasne, w jaki sposób górnicze postojowe będzie finansowane. Porozumienie np. w JSW mówi, że postojowe oznacza 80 proc. wynagrodzenia, ale liczonego na bazie stawek z dni powszednich, podczas gdy większość górników dorabia jeszcze w weekendy, przy wyższych stawkach godzinowych. Co więc będzie bazą dla 100 proc. wspomnianych przez Jacka Sasina i kto dopłaci różnicę? Nie udało nam się tego wczoraj dowiedzieć.

Koszty, koszty

Wicepremier Sasin podkreślił, że górnicy nie poniosą strat. A co z kopalniami?

- Decyzje zostały podjęte w porozumieniu z zarządami i nie będą w żadnym wypadku oddziaływać na płynność dostaw do odbiorców JSW i PGG – uważa Jacek Sasin.

Dla Pawła Puchalskiego z Santander Dom Maklerski nie jest to niespodzianka.

- Krótka przerwa w wydobyciu rzeczywiście nie będzie problemem dla zachowania ciągłości dostaw do klientów JSW. Zapasy w tej spółce, zarówno węgla koksującego jak i energetycznego, przyrastały w ostatnich kwartałach – uważa Paweł Puchalski.

W raporcie JSW za pierwszy kwartał można przeczytać, że w ciągu trzech miesięcy zapas węgla wyprodukowanego w grupie wzrósł o ponad 700 tys. ton i osiągnął łączny poziom 2,5 mln ton. Węgiel energetyczny w całym kraju leży na zwałach – według danych Agencji Rozwoju Przemysłu 7,7 mln ton węgla leżało przy kopalniach na koniec kwietnia 2020 r.

- Przerwa w wydobyciu oznaczać będzie jednak koszty. Firma będzie ponosić nakłady na utrzymanie kopalń, odmetanowanie czy naprawy, a jednocześnie istotnie spadnie jej wolumen wydobycia, co jest czynnikiem jednoznacznie negatywnym – zauważa Paweł Puchalski.

Trudno oszacować efekt finansowy wstrzymania, ale można sięgnąć po przykład strajku górników w JSW, do którego doszło w 2015 r. Trwał 17 dni i oznaczał wstrzymanie wydobycia w całej spółce. Według zarządu, każdy dzień tamtego protestu kosztował spółkę 27 mln zł strat w przychodach.

Bogdanka nie skorzysta

W ślad za spadającymi notowaniami JSW poszły notowania siostrzanej Bogdanki, lubelskiej kopalni, której koronawirus jeszcze nie dotknął. Inwestorzy mogą się obawiać, że jeśli wirus i tam dotrze, to wydobycie też zostanie wstrzymane. Na korzyści wynikające z unieruchomienia konkurencji Bogdanka nie powinna liczyć.

- Dla Bogdanki wyłączenie kopalń PGG i JSW na trzy tygodnie nie mają znaczenia. Zapasy węgla energetycznego są tak duże, że trzytygodniowa przerwa nie będzie dla rynku odczuwalna – uważa Paweł Puchalski.