W ramach restrukturyzacji NBP zlikwiduje 33 z działających dziś 49 placówek terenowych. Pracę straci około 1300 osób, kolejnych 300 otrzymało nowe propozycje zatrudnienia. Niektórzy zwalniani nie mogą się pogodzić z utratą pracy.
Narodowy Bank Polski kończy restrukturyzację. Decyzje o odchudzeniu struktury banku podjęła pod koniec kadencji Hanna Gronkiewicz-Waltz, ówczesna prezes.
Dobrym pretekstem do podjęcia decyzji o restrukturyzacji okazała się reforma terytorialna, w ramach której pozostało tylko 16 województw. Obecnie inne placówki terenowe banku centralnego są po prostu zbędne. Informatyzacja spowodowała, że większość pracy wykonywały maszyny w 16 oddziałach wojewódzkich.
W efekcie z 6375 bankowych etatów w 2001 r. do końca stycznia 2003 r. zostanie zlikwidowanych około 1300. Pierwsza fala pracowników NBP zatrudni szeregi bezrobotnych już w czwartek, druga 31 stycznia 2003 r.
Na mocy nowelizacji prawa bankowego z 23 sierpnia 2001 r. NBP został zobowiązany do przekazania nieodpłatnie do 31 stycznia 20003 r. Bankowi Gospodarstwa Krajowego oddziałów i zespołów zamiejscowych. BGK przejął jednak tylko jeden oddział — w Pile. Do innych się nie spieszy, ponieważ doszedł do wniosku, że nie jest w stanie udźwignąć takiego ciężaru. BGK liczył na pomoc NBP, jednak ten odmówił wsparcia finansowego. Pozostałe 32 placówki terenowe banku centralnego nie znalazły więc do dziś nowych właścicieli.
— BGK nadal prowadzi negocjacje z NBP w sprawie przejęcia kilku oddziałów zamiejscowych. Zgodnie z ustawą — mówi Magdalena Marchlewska, rzecznik prasowy BGK.
Zgodnie z decyzją władz NBP, 10 najmniejszych i nie posiadających własnego majątku oddziałów zostanie zlikwidowanych jutro. Pozostałe 22 do końca stycznia 2003 r.
— Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z majątkiem placówek terenowych, negocjacje trwają. Najprawdobodobniej w ostatecznym rozrachunku największym beneficjentem będzie Ministerstwo Sprawiedliwości i budynki NBP przejmą sądy — mówi Łukasz Kwiecień, doradca prezesa NBP.
Według informacji NBP, w wyniku reorganizacji pracę w banku straci 1600 osób. 300 pracowników otrzymało propozycje przeniesienia do oddziałów w miastach wojewódzkich. Otrzymają oni środki na przeprowadzkę i zagospodarowanie w nowych miejscach zamieszkania.
Drugą grupą zwalnianych stanowią starsi pracownicy, którzy odejdą na emerytury lub skorzystają z innych świadczeń przedemerytanych. Otrzymają także należne im ustawowo odprawy pracownicze oraz odprawy specjalne, których wysokość zostanie uzależniona od stażu pracy w NBP. Na ten cel za zgodą ministra finansów Marka Belki został utworzony w banku centralnym specjalny fundusz.
Największą jednak grupę blisko 900 osób stanowią pracownicy, którzy otrzymali lub otrzymają wypowiedzenia umowy o pracę. Także im przysługują odprawy, a ułatwieniem w poszukiwaniu nowej pracy ma być forma rozwiązania umów, czyli zwolnienia zbiorowe. Decyzje te zostały podjęte w porozumieniu ze związkami zawodowymi oraz urzędami pracy. Dodatkowo NBP ułatwiał pracownikom przekwalifikowanie, finansując z własnych środków kursy i szkolenia zawodowe.
Zwolnienia dotkną też centralę NBP w Warszawie, gdzie pracę straci ponad 100 osób.
Nie oznacza to jednak, że wszystko odbywa się w idealnej zgodzie i harmonii. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że bank centralny spodziewa się jeszcze wielu kłopotów związanych z wdrażaniem programu restrukturyzacyjnego.
Niepokój w gabinecie Leszka Balcerowicza, prezesa NBP, budzi fakt, że zasłużeni dla banku pracownicy są rozczarowani utratą zatrudnienia. NBP był postrzegany jako stabilny pracodawca. Z kolei jego pracownicy to ludzie wysoko wykwalifikowani, którzy najprawdopodobniej nie znajdą nowego zatrudnienia w miejscach zamieszkania.
— Zwalniani pracownicy z Krosna czy Koszalina zapowiadają, że zamierzają rozpętać w mediach akcję, by chronić miejsca pracy — mówi nasz informator.
Nie należy jednak spodziewać się spraw w sądzie — kierownictwo NBP od strony formalnej przeprowadza proces restrukturyzacji bez zarzutu.