Słynne proroctwo dwóch fal inflacji idzie do kosza

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-07-14 17:43

Ceny w Stanach Zjednoczonych spadły w czerwcu zaskakująco głęboko. Jeszcze ważniejsze jest coś innego — wolno rosną płace. Fed nie ma wielu powodów do podnoszenia dolarowych stóp procentowych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Dwa kryzysy energetyczne i dwie duże fale inflacji — tak wyglądały lata siedemdziesiąte XX w. i niektórzy przypuszczali, że w latach dwudziestych trwającego wieku może być podobnie. Wśród ekonomistów bardzo popularne było kreślenie analogii między tymi dekadami. Do pewnego momentu ścieżki cen rzeczywiście wyglądały tak samo. Jednak żyjemy dziś w innym świecie i teraz wyraźnie widać, że inaczej zachowują się też ceny. Nie będzie drugiej dużej fali inflacji. Eskalacja w Iranie raczej tego nie zmieni.

Takie rzeczy nie zdarzały się od lat

W czerwcu inflacja w USA obniżyła się do 3,5 proc. licząc r/r wobec 4,2 proc. w maju. Jeszcze ciekawsze jest to, że ceny wyraźnie spadły w ujęciu miesiąc do miesiąca, co wydarzyło się po raz pierwszy od sześciu lat.

Obecna fala inflacji wywołana wojną w Iranie nie będzie zatem bardzo wysoka. Wprawdzie ropa znowu drożeje, ale ważne jest co innego. Po danych inflacyjnych widać, że przełożenie cen energii na inne ceny w gospodarce jest niewielkie. Nie ma efektu rozlewania się cen.

Pokazuje to następujące zestawienie. W czerwcu benzyna w USA wciąż była — nawet po czerwcowej przecenie — aż o 27 proc. droższa niż rok temu, a mimo to ceny nie uwzględniające energii i żywności wzrosły tylko o 2,6 proc. To jest tak zwana inflacja bazowa. Jest ona w tym momencie mniej więcej taka sama, jaka była przed wybuchem wojny w Iranie, a patrząc z długookresowej perspektywy, bardzo stopniowo się obniża. Czyli nie ma takiego efektu, że usługodawcy podnoszą bardziej ceny, tłumacząc to drożejącą benzyną.

Ekonomiści dużą uwagę zwracają jeszcze na inny wskaźnik — inflacja bazowa cen usług po odjęciu cen najmu mieszkania. Ta miara jest wrażliwa na krajowy popyt i relatywnie izolowana od skutku zmian cen surowców. Wyniosła ona w czerwcu 3,1 proc. r/r i była najniższa od października 2023 r.

Płace rosną wolniej

Jednak najważniejszym zjawiskiem świadczącym o braku rozlewania się inflacji po gospodarce jest niska dynamika płac. W czerwcu średnie wynagrodzenie w USA rosło o 3,6 proc. r/r, czyli wolniej niż na początku roku, tuż przed wybuchem wojny w Iranie (według Atlanta Wage Tracker). Pracownicy nie mają dużej siły przebicia w negocjacjach płacowych. W analogicznym momencie po wybuchu wojny w Ukrainie płace już wyraźnie przyspieszały, bo pracownicy żądali skutecznie podwyżek płac w reakcji na przyspieszenie cen.

Podnosić stopy czy nie

To wszystko są silne argumenty przeciwko podwyżkom stóp procentowych. Mimo to amerykański bank centralny rozważa zaostrzenie polityki pieniężnej. Kilku członków komitetu Fedu decydującego o kosztach kredytu uważało podczas czerwcowego posiedzenia, że należy już teraz podnieść stopy procentowe. Dlaczego?

Głównym argumentem jastrzębi, czyli zwolenników wyższych stóp, jest to, że już od wielu lat inflacja utrzymuje się powyżej celu banku centralnego, czyli 2 proc. Obawiają się oni, że jak bank będzie tolerował tak powolny powrót inflacji do celu to obywatele stracą wiarę w jego wiarygodność.

Dodatkowo wskazują oni na wysokie inwestycje w AI, które stanowią impuls wzmacniający popyt w gospodarce, nie tworząc jednocześnie dodatkowych mocy podażowych. Czyli powodują nierównowagę mogącą zaburzyć ceny.

Bez względu na to, które argumenty zwyciężą, wszelkie zmiany stóp w najbliższym roku będą bardzo małe. Nawet jeżeli dojdzie do ich wzrostu, to maksymalnie o 0,25-0,5 pkt proc.