150 rybnych firm ma szanse na ulgi

Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-04-25 00:00

Zakłady przetwórstwa rybnego — mimo że w ostatniej chwili wystąpiły z wnioskiem o okres przejściowy w spełnieniu norm UE — mają największe szanse w branży spożywczej, by go uzyskać. O dodatkową ochronę stara się aż 150 zakładów.

Od ponad tygodnia przebywa w Polsce unijna misja, która wizytuje zakłady branży spożywczej. Na liście 48 obiektów znalazło się też 10 zakładów przetwórstwa ryb, które niemal w ostatniej chwili dołączyły na listę.

— Zakłady rybne mają największe szanse na to, by uzyskać okres przejściowy do 2006 r. Przemawia za tym choćby fakt, że aż 20 proc., około 60 zakładów należy do kategorii A, czyli już spełnia unijne standardy. Według najnowszych danych, około 90 deklaruje, że zrobi to do dnia wejścia do Unii — grupa B1, zaś 150, które zaliczono do grupy B2, stara się o okres przejściowy. Moim zdaniem, taką szansę ma również duża część z 50 zakładów, które wstępnie zaliczono do grupy C. Jest tylko jeden warunek — szybka modernizacja — mówi Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Producentów Ryb.

Zdaniem Zdzisława Gandery, dyrektora departamentu rybołówstwa w resorcie rolnictwa, najważniejsze jest to, że unijne normy spełniają największe zakłady, czyli główni producenci. Nawet jeśli jakieś zakłady z pozostałych grup będą musiały zostać zamknięte, to obędzie się to bez większych perturbacji na rynku. Podkreśla też, że sytuacja zakładów z branży rybnej jest lepsza niż ich mięsnych i mleczarskich odpowiedników.

— Unia wszelkimi sposobami stara się ograniczyć produkcję mleka i mięsa w Polsce, bo sama boryka się z nadprodukcją. Przyznanie lub nie okresów przejściowych jest dobrym pretekstem do wprowadzenia surowych ograniczeń. Tymczasem w przypadku ryb Unia od lat odnotowuje wysoki niedobór i co roku importuje ich około 6 mln ton. Nasz kraj mógłby obniżyć ten deficyt o około 500 tys. ton. — zapewnia Jerzy Safader.