25 proc. akcji G-8 weźmie Iberdrola albo Electrabel

Agnieszka Berger
opublikowano: 2001-10-04 00:00

25 proc. akcji G-8 weźmie Iberdrola albo Electrabel

Głównymi graczami w ostatnim pojedynku o przejęcie energetycznej grupy G-8 będą hiszpańska Iberdrola i belgijski Electrabel. Tak prognozuje wielu obserwatorów przetargu. Poprawienie oferty zapowiada też Elektrim, ale szanse, że holding zdobędzie dość pieniędzy, są nikłe. Niemiecki E.ON natomiast nie podjął jeszcze decyzji.

Po ostatniej rundzie negocjacji między Ministerstwem Skarbu Państwa a czwórką inwestorów wszystkie propozycje cenowe (za pierwsze 25 proc. akcji spółek dystrybucyjnych z G-8) przekroczyły 400 mln USD. Tak informują nieoficjalne źródła. Najwyższa miała być oferta hiszpańskiej Iberdroli, która za 25-proc. udział w kapitale ósemki zaoferowała podobno 490 mln USD. Tuż za Hiszpanami znaleźli się Belgowie z Electrabela z ceną 471 mln USD, a więc niższą o niespełna 20 mln USD. Według naszych informatorów, znacznie większa była różnica między pakietami inwestycyjnymi proponowanymi przez obie firmy. Tym razem, przynajmniej na pierwszy rzut oka, hojniejsi okazali się Belgowie, którzy zadeklarowali inwestycje o łącznej wartości 278 mln USD (1,1 mld zł) i 1,5 mld EUR (5,8 mld zł). Hiszpanie mieli zapowiedzieć, że za pośrednictwem spółek z G-8 zainwestują 3 mld zł. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że pakiet Iberdroli uwzględniał przede wszystkim inwestycje w środki trwałe — głównie w sieci energetyczne. Hiszpanie mieli również zadeklarować wydatki na budowę nowych mocy w elektrociepłowniach w Kaliszu i Elblągu oraz na terenie niedoszłej elektrowni atomowej w Żarnowcu, a także inwestycje w energetykę wiatrową. Belgowie natomiast wysoko wycenili uwzględnione w pakiecie inwestycje niematerialne, do których zaliczyli know-how, systemy informatyczne, czy szkolenia dla pracowników.

Inne względy

Być może właśnie struktura obu pakietów inwestycyjnych stała się przyczyną decyzji MSP o przyznaniu wyłączności negocjacyjnej hiszpańskiej Iberdroli. Być może za tym wyborem kryją się też oferty cenowe dotyczące zakupu kolejnych akcji G-8, których wartości nie ujawniono. Nie można również wykluczyć, że na decyzję resortu wpłynął fakt, iż Belgowie zadeklarowali chęć nabycia docelowo jedynie 51 proc. akcji spółek grupy. Resztę miały objąć wskazane przez Electrabela banki inwestycyjne (belgijski koncern przedstawił podobno podpisane przez inwestorów finansowych wstępne umowy), wśród których znalazł się m.in. EBOR. Niewykluczone, że resort skarbu był przeciwny zaangażowaniu się w przedsięwzięcie pasywnych właścicieli — w obawie, że będą oni dążyli do maksymalizacji zysku w możliwie krótkim okresie, co mogłoby oznaczać presję na wzrost cen energii.

Nowa szansa

W najbliższy poniedziałek obaj kandydaci na inwestorów dla G-8 będą mieli szansę poprawić dotychczasowe oferty i z pewnością skorzystają z tej możliwości.

— Electrabel i Iberdrola będą zapewne głównymi bohaterami rozgrywki, która rozpocznie się 8 października. Obu firmom bardzo zależy na zakupie G-8. Obie też dysponują odpowiednimi środkami finansowymi — uważa Dominik Czajewski zajmujący się doradztwem inwestycyjnym w branży energetycznej.

Nie wiadomo natomiast, co zrobi niemiecki E.ON, który — jak wynika z nieoficjalnych informacji — właśnie dziś ma podjąć decyzję o ewentualnym podwyższeniu oferty. Obserwatorzy przetargu nie typują Niemców do udziału w ostatecznej rozgrywce, bo E.ON już od pewnego czasu robi wrażenie zrezygnowanego i pogodzonego z faktem, że niemieccy inwestorzy nie są zbyt mile widziani w północnej Polsce. Dotychczasowa propozycja koncernu to, według nieoficjalnych informacji, 418 mln USD za pierwsze 25 proc. akcji G-8 i inwestycje o łącznej wartości 428 mln USD.

Kwestia kryteriów

Najmniej spośród czwórki zainteresowanych zaoferował MSP Elektrim (401 mln USD za 25 proc. oraz pakiet inwestycyjny opiewający na 300 mln USD i 250 mln zł). Nie jest tajemnicą, że warszawskiemu holdingowi bardzo zależy na pozostaniu w grze. Same chęci nie wystarczą jednak do przebicia znacznie wyższych ofert konkurentów.

— Siła finansowa Elektrimu i jego partnerów jest w tej chwili stosunkowo niewielka. Fatalna sytuacja PGNiG nie jest tajemnicą i jest wątpliwe, aby gazowy monopolista chciał i był w stanie zdobyć kolejny kredyt na zewnętrzne inwestycje. PKN ma teraz na głowie połączenie z MOL, na które także będzie potrzebował pieniędzy. Jan Kulczyk włożył potężne pieniądze z kredytów w TP SA. Sam Elektrim natomiast może dysponować dużymi środkami, ale dopiero po sprzedaży części telekomunikacyjnej. Wszystko to stawia konsorcjum na pozycji słabszej od rywali — oczywiście pod warunkiem, że decyzja MSP będzie uwarunkowana ekonomicznie, a nie politycznie — uważa analityk rynku pragnący zachować anonimowość.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface