5 lat hossy i półtora roku bessy

Andrzej Stec
30-07-2010, 06:31

Kolejna bańka pryśnie na wakacjach 2014 roku

"Co to za sztuka zarabiać w hossie" — naśmiewa się notorycznie jeden ze znajomych dziennikarzy. Wtedy drożeją niemal wszystkie akcje — jedne bardziej, inne mniej. Wzięciem cieszą się firmy, które w przypływie fali powszechnego optymizmu potrafią nawet zmienić profil działalności (na przykład na zapładnianie in vitro naszych jałówek). Z drugiej strony, w bessie tanieją papiery 99 proc. spółek. I fundamenty nie mają wtedy większego znaczenia.

Z tego płynie wniosek, że z punku widzenia inwestora — daytradera, średnio- lub długodystansowca — o wiele ważniejszy od wytypowania spółek do portfela jest odpowiedni tzw. timing. Chodzi o właściwe określenie momentu wejścia i zejścia z parkietu lub przynajmniej zwiększenia bądź zmniejszenia zaangażowania na rynku akcji. Z pomocą przychodzi teoria cyklu giełdowego. Na warszawskiej giełdzie wręcz podręcznikowo przypomina o sobie co siedem lat.

Warszawska giełda ruszyła 16 kwietnia 1991 roku. Wciąż jest więc młoda, ale osiągnęła już dojrzałość. Najstarsi krajowi inwestorzy przeżyli już trzy hossy i trzy bessy (opisujemy je obok). W latach 1993-94 była więc młodzieńcza hossa, w 2000 roku — bańka internetowa, a w 2007 roku skończyło się globalne szaleństwo na rynku nieruchomości. To już całkiem spore doświadczenie, choć w porównaniu z ponad 100-letnią historią giełdy nowojorskiej wciąż wygląda dość blado.

Okazuje się, że hossa na GPW, przerywana mniejszymi bądź większymi korektami, trwa średnio pięć lat (liczona od dna poprzedzającej ją bessy). To wystarczy, aby ludzie zapomnieli o okrutnej bessie i znów zaczęli masowo wpłacać pieniądze do akcyjnych funduszy inwestycyjnych. Hossa zawsze kończy się nowym, historycznym szczytem indeksów i ogólną euforią inwestorów — szczególnym wzięciem cieszą się wtedy akcje spółek z jakiejś konkretnej branży.

Bessa zaś trwa średnio 18 miesięcy i zabiera inwestorom ponad połowę zysków z całej minionej hossy. Kończy ją powszechny strach, niepewność, paniczna fala wyprzedaży i zazwyczaj oficjalne ogłoszenie recesji w zachodnich krajach.

Opierając się na przeciętnym czasie trwania hossy i bessy na GPW, można spróbować zlokalizować kolejny szczyt koniunktury. Na warszawskim parkiecie powinien on wypaść mniej więcej na wakacjach 2014 roku. Zapewne i tym razem nie obejdzie się w międzyczasie bez mniejszych, lokalnych zawirowań czy kryzysów. Pytanie tylko, kto będzie lokomotywą ostatniej fali wzrostowej kończącej hossę? Na Zachodzie analitycy typują, że będą to spółki związane z nowymi technologiami lub z szeroko pojętym rynkiem CO2. Czas pokaże.

To tylko prosta statystyka. Trzeba jednak zauważyć, że cykl giełdowy ładnie wpisuje się w kilkuletni cykl gospodarczy (wyprzedza go o około sześciu miesięcy) czy cykl stóp procentowych w USA. Oczywiście cykl na GPW stara się podążać za trendami globalnymi. Można też doszukać się dużej jego współzależności z cyklem prezydenckim. Nie chodzi bynajmniej o Polskę, lecz o wybory w USA. Za oceanem giełda jest pewnego rodzaju wskaźnikiem nie tylko majętności, ale przede wszystkim nastrojów Amerykanów, których prawie 80 proc. pośrednio lub bezpośrednio trzyma oszczędności właśnie na Wall Street. Jeśli indeksy spadają, kandydat rządzącej partii może zapomnieć o wygranej. Tak było chociażby w 2008 roku.

Więcej w piatkowym "Pulsie Biznesu"

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / 5 lat hossy i półtora roku bessy