500+ odchudza pracodawców

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2016-06-16 22:00

To już nie zapowiedzi ani przypuszczenia. Niektórzy przedsiębiorcy mówią o zwolnieniach z powodu rządowego programu 500+. Na podwyżki wynagrodzeń nas jednak nie stać

O problemach ze znalezieniem pracowników sezonowych, m.in. do gastronomii i zbierania owoców, pisała niedawno trójmiejska „Gazeta Wyborcza”. Jej rozmówcy wiązali to wprost z programem 500+. Problem jest nie tylko z dodatkowym zatrudnieniem osób w szczycie sezonu. Odchodzą również pracownicy związani z firmami od dawna.

MASZYNA ZAMIAST CZŁOWIEKA:
MASZYNA ZAMIAST CZŁOWIEKA:
Zdaniem Krzysztofa Woźnicy, prezesa Zakładów Mięsnych Silesia, w dłuższym okresie zakłady mogą inwestować w automatyzację produkcji, by nie mieć problemów z rekrutacją załogi do prac przy liniach. Odejścia z powodu 500+ bardziej do tego motywują przedsiębiorców.
Marek Wiśniewski

Nie ma jak w domu

— Młode kobiety pracujące przy liniach produkcyjnych częściej niż dotychczas rezygnują z pracy. Może mieć to związek z programem 500+ — tak jak przypuszczaliniektórzy eksperci, niektórym osobom bardziej opłaca się odejść i dostać dodatkowe 500 zł na pierwsze dziecko, niż wykonywać niełatwą pracę — mówi Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia. Jest jednym z niewielu, który otwarcie dzieli się taką opinią.

— Mamy zauważalny problem z zatrudnieniem przy produkcji. Po wprowadzeniu 500+ zwolniło się wielu pracowników z tego działu, szczególnie najniżej wykwalifikowanych — około 5 proc. z kilkusetosobowej załogi. Wolą siedzieć w domu, podobnie jak połowa z naszej wieloletniej, 90-osobowej ekipy sezonowej, którą właśnie skrzykujemy — twierdzi współwłaściciel przedsiębiorstwa działającego w przemyśle lekkim w centralnej Polsce.

Przedstawiciel jednej z fabryk telewizorów mówi, że w zakładzie pracują głównie panie w wieku 45+. Natomiast w zakładach AGD więcej jest podobno mężczyzn. Są jednak przedstawiciele branży elektroniki użytkowej, którzy odczuwają zmiany.

— Już jakiś czas temu zauważyliśmy, że kobiety zwalniają się z uwagi na 500+. Nie mówią nam tego wprost, ale wiemy, że tak jest. Nie jest to dla nas bardzo dotkliwe, współpracujemy z urzędem pracy i przyjmujemy na miejsce odchodzących nowych pracowników — informuje Daniel Kortlan, dyrektor ds. korporacyjnych w LG Electronics Mława.

Emigracja bis

Zdaniem cytowanego już, chcącego zachować anonimowość, przedsiębiorcy z centralnej Polski, to kolejny kryzys w kadrach po fali wyjazdów do Wielkiej Brytanii.

— Wówczas zmobilizowaliśmy do pracy osoby z dalszej okolicy, zorganizowaliśmy im transport na nasz koszt. Obecnie myślimy nad ściąganiem pracowników zza granicy, m.in. z Ukrainy. Czy podwyżki wynagrodzeń wchodzą w grę? Na pewno nie od razu i nie na skalę masową. Musimy pamiętać, że walczymy ceną na niskomarżowym, konkurencyjnym rynku — tłumaczy biznesmen.

Krzysztof Woźnica ratuje się na razie w podobny sposób — rekrutując pracowników ze Wschodu. Przyznaje jednak, że to rozwiązanie krótkoterminowe.

— Jeżeli sytuacja z podażą pracy w kraju się utrwali, będziemy musieli zwiększyć poziom wynagrodzeń, a przy tak niskich marżach, na jakich działa branża mięsna, konieczne będzie skompensowanie tego w cenie produktu. Wiele zakładów mięsnych jest w podobnej sytuacji — twierdzi szef ZM Silesia.

Jego zdaniem, to kiepski moment, bo od pewnego czasu rosło zainteresowanie produktami firmy niemieckich odbiorców. Za Odrą wprowadzono płacę minimalną. —

Zawsze byliśmy bardziej konkurencyjni cenowo, ale niemiecki konsument jest przywiązany do niemieckich produktów, więc handlowcy mniej chętnie sięgali po importowany towar. Dziś różnica w cenie niemieckich i polskich wędlin jest na tyle duża, że widać wzrost zainteresowania. Lada moment możemy jednak stracić przewagę — mówi Krzysztof Woźnica. W dłuższym terminie widzi jeszcze jeden potencjalny skutek obecnej sytuacji.

— Zmusi ona przedsiębiorców do większych inwestycji w automatyzację produkcji. Dziś często są one odkładane ze względu na długi okres zwrotu. Konieczność podwyżki wynagrodzeń skróci jednak ten czas — dodaje szef ZM Silesia.

Wszystko w porządku

Nie wszyscy jednak widzą zagrożenie — przynajmniej na razie.

— U nas praca przebiega normalnie, pracownicy się nie zwalniają — mówi Edward Bajko, prezes Spomleku. — Ludzie się rozbisurmanili, ale na razie sobie radzimy — dodaje menedżer zarządzający innymi zakładami mleczarskimi. Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu, też nie odczuwa problemów.

— Może dlatego, że w hali pracuje u nas 80 proc. mężczyzn. Ciężko jest natomiast o nowych pracowników — przyznaje szef Oknoplastu. Kazimierz Wierzbicki, właściciel Trefla, również nie odczuwa zmiany.

— 500 osób, w większości kobiet, zatrudniamy przy produkcji od lat. Nie zauważyłem exodusu po wejściu programu 500+ — twierdzi Kazimierz Wierzbicki.

 

Możesz zainteresować się również: