Jednostki samorządu terytorialnego zaplanowały wydać w 2011 r. na inwestycje infrastrukturalne 57 mld zł (ostateczne wykonanie nie jest jeszcze znane) — takimi kwotami lokalni włodarze jeszcze nie dysponowali. Mimo to samorządowcy przekonują, że to ciągle o wiele za mało w stosunku do potrzeb. Jak wynika z badania firmy Pentor na zlecenie „PB”, tylko 12 na 1575 gmin w Polsce deklaruje, że ma wystarczająco dużo pieniędzy, żeby zrealizować pożądane inwestycje.
Drogowa klęska urodzaju
Największą bolączką samorządów jest budowa infrastruktury drogowej — trzy na cztery samorządy (73 proc.) nie mają pieniędzy, żeby zaspokoić potrzeby inwestycyjne. Mniej niż jedna na cztery (24 proc.) przekonuje, że powinna wydawać więcej.
— Wydajemy rocznie 160 mln zł na inwestycje, z czego inwestycje drogowe stanowią 100 mln zł. To jest ogromna kwota jak na możliwości naszego samorządu, a i tak wystarcza jedynie na modernizację istniejącej sieci drogowej. Na nowe drogi ciągle brakuje — twierdzi Adam Fudali, prezydent Rybnika. Najbardziej na brak pieniędzy na drogi narzekają samorządowcy z województwa lubuskiego — niedostatek funduszy deklaruje tu dziewięć na dziesięć gmin (89 proc.). Na kolejnych miejscach są dwa województwa ściany wschodniej — warmińsko-mazurskie (85 proc.) i podlaskie (81 proc.). Dalej jest bogate dzięki stolicy, ale biedne na obrzeżach Mazowsze (80 proc.).
— Potrzeby inwestycyjne w lubuskim są wyjątkowo duże, bo jesteśmy województwem typowo tranzytowym — przecinają się u nas główne szlaki transportowe. Ponadto, mamy bardzo rozbudowaną sieć dróg. Paradoksalnie jest to od strony finansowej problem, bo tę sieć trzeba stale remontować — tłumaczy Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli z województwa lubuskiego. Jego zdaniem, w ostatnim czasie dużą ulgą był rządowy program „schetynówek”.
— To było jedyne wsparcie, jakie otrzymywaliśmy z Warszawy. Teraz rząd ograniczyłpomoc do 30 proc. kosztów inwestycji, czyli minister finansów mniej pieniędzy na program wydaje, niż dostaje z powrotem od nas w VAT i innych podatkach — mówi Wadim Tyszkiewicz. Drugą wiecznie niezaspokojoną potrzebą samorządów, obok dróg, jest budownictwo komunalne. Dwie trzecie gmin (67 proc.) deklaruje, że ich budżety nie pozwalają na zaspokojenie wszystkich potrzeb. Tylko jedna na siedemnaście (6 proc.) twierdzi, że nie ma z tym problemu. Inne zapóźnienia inwestycyjne samorządów wiążą się z infrastrukturą kanalizacyjną i odpadową — na niedostatek pieniędzy w tych obszarach narzeka około połowa badanych gmin.
Zadania do wykonania
Samorządowcy częściowo winą za niedobór pieniędzy inwestycyjnych obarczają rząd. Z początkiem stycznia weszły w życie przepisy, zgodnie z którymi szpitale (w tym te należące do samorządów) muszą na własną rękę wykupić obowiązkowe ubezpieczenie od tzw. zdarzeń medycznych. Według ostrożnych szacunków Pracodawców RP, koszty szpitali wzrosną o 900 mln zł rocznie (piszemy o tym na stronach 4-5). Część tej kwoty będzie pośrednio kosztem samorządów.
— To kolejna taka sytuacja, że wchodzi w życie jakiś przepis, a w rządzie nikt nie zastanowił się, jak to wpłynie na nasze działanie — mówi Marek Wójcik, dyrektor biura Związku Powiatów Polskich. Takich kukułczych jaj rząd od lat podrzuca samorządom przynajmniej kilka rocznie.
W ostatnim czasie były to na przykład wyższa stawka VAT, wyższa składka rentowa, podwyżki dla nauczycieli czy przesunięcie ze szczebla centralnego na samorządowy kosztów tzw. pieczy zastępczej czy holowania i przechowywania źle zaparowanych samochodów. Rekompensat za te wyższe koszty albo nie było, albo były znacznie mniejsze od potrzeb. W dodatku co roku samorządy muszą dokładać do prowadzenia szkół (formalnie to odpowiedzialność rządu), bo subwencja oświatowa nie pokrywa ich kosztów.
W nowym gorsecie
Możliwości inwestycyjne mogą dodatkowo zostać wkrótce ograniczone, bo Ministerstwo Finansów forsuje reformę, zgodnie z którą na samorządowe deficyty zostaną nałożone sztywne limity. Resort chce, by jednostki samorządowei ich spółki nie mogły w 2012 r. mieć większego łącznego deficytu niż 10 mld zł. W 2013 r. nie mógłby przekroczyć 9 mld zł, a docelowo od 2014 r. limit miałby wynosić 0,4 proc. PKB. Według samorządów, to mocno ograniczy ich możliwości inwestycyjne, zwłaszcza w nowym rozdaniu funduszy unijnych (w latach 2014-20).
— Rozumiemy potrzebę ograniczania długu publicznego, ale propozycje rządu są nie do przyjęcia. Tak gwałtowne ograniczanie samorządom deficytu, a więc również inwestycji, ograniczy wzrost gospodarczy. Czyli będzie jak w dowcipie: operacja się udała, ale pacjent zmarł — ironizuje Marek Wójcik.
Tego samego zdania jest Danuta Kamińska, skarbnik Katowic. Zaznacza jednak, że wyniki naszego badania byłyby jeszcze bardziej niepokojące, gdyby się okazało, że żadna gmina nie deklaruje niedoborów finansowych. Jej zdaniem, jakiś odsetek niezadowolonych samorządowców jest zdrowy. — Nie jest w praktyce możliwe, żeby wszystkie samorządy w Polsce było stać na wszystko, czego zapragną jego władze. To by oznaczało, że jakaś część gmin po prostu przeinwestowała i wkrótce nie będą w stanie spłacać zobowiązań i utrzymać wybudowanych obiektów — mówi Danuta Kamińska.