A mnie rekord inflacji nie cieszy

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2003-01-16 00:00

Nuda, nuda, nuda. Rekord za rekordem. Jak w takich warunkach można pracować? Wszak media żyją sensacją. Inni przynajmniej polują na lwy albo liczą współczynnik bio w paliwach. A my, dziennikarze ekonomiści? Czy nam się już nic nie należy?

Inflacja spada i spada. Produkcja rośnie i rośnie. Eksport też. Wzrost gospodarczy się poprawia. Budżet z roku na rok taki sam — ani nie pomaga (niestety), ani nie szkodzi (na szczęście). Innymi słowy — jest coraz lepiej, przynajmniej z makroekonomicznego punktu widzenia. Na poziomie poszczególnych przedsięwzięć sytuacja wygląda już mniej zabawnie (vide komentarz powyżej). Ale tam, gdzie pojawiają się politycy...

Czy to Rada Polityki Pieniężnej tak skutecznie walczyła z inflacją, że w grudniu spadła ona do rekordowo niskiego poziomu 0,8 proc.? Też. Ale przede wszystkim zaowocowały coraz lepsze fundamenty makroekonomiczne gospodarki. I nikt tego zasadniczo nie popsuł. Nawet kolejnym ministrom finansów to się nie udało. Czy to powód do dumy? Żaden. To nawet nie krok we właściwym kierunku. To tylko jego zapowiedź. Kolejna. Czekamy na decyzje, panie ministrze Kołodko. Może pan zdecyduje się przejść do historii jako człowiek, który udowodnił, że silna fundamentalnie gospodarka zasługuje na zdrowe i rozsądne finanse publiczne. Jako profesor ekonomii wie pan, że tak właśnie jest. Jako maratończyk wie pan także, że wystartować każdy może. Sztuka polega na dotarciu do mety z niezłym dorobkiem.

Wiem, wiem — przed referendum żadnych reform nie będzie. Ale uprzejmie przypominam, że kadencja nie trwa wiecznie. Warto więc powoli szykować propozycje do szuflady. Będą jak znalazł, gdy nam letnie słoneczko i unijne gwiazdki zaświecą. Tym bardziej że mamy przerwę w sezonie maratonów.