A. Szarawarski ma poważny dylemat

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2003-03-21 00:00

Dziś Andrzej Szarawarski, wiceminister skarbu, podejmie decyzję, czy weźmie udział w jutrzejszych wyborach na szefa śląskiego regionu SLD. Jeśli tak —wówczas zrezygnuje z pracy w rządzie.

Jutro odbędą się wybory kierownictwa śląskiego SLD. Jako jednego z kandydatów wymienia się Andrzeja Szarawarskiego, wiceministra skarbu.

— W regionie nie ma obecnie przywódcy, który miałby nadzór nad wszystkimi politykami formacji. Dlatego też wielu nalega, abym wrócił do pracy w regionie. Dziś podejmę decyzję, czy będę kandydować czy też nie. Na razie raczej nie planuję udziału w jutrzejszych wyborach. Jeśli jednak zmienię zdanie i zdecyduję się kandydować, będzie wiązało się to z koniecznością zrezygnowania z pracy w rządzie — mówi Andrzej Szarawarski.

W resorcie skarbu chciałby pozostać, by dokończyć prace związane z restrukturyzacją i prywatyzacją hutnictwa. Nie ukrywa jednak, że jego działania związane z tym sektorem są czasem torpedowane, przez — jak mówi wiceminister — hamulcowych. Kogo ma na myśli? Nieoficjalnie mówi się, że działania Andrzeja Szarawarskiego nie zawsze znajdują uznanie wśród urzędników resortu gospodarki i pracy. Czyżby to oni byli hamulcowymi?

— Ja tego nie powiedziałem — ucina wiceminister.

Andrzej Szarawarski ma przeciwników także w regionie. Przedwczoraj do prokuratury wpłynął wniosek, dotyczący jego interesów w spółce ochroniarskiej Kamport. Chodzi podobno o wątpliwości, czy wiceminister sprzedał w niej udziały czy też nie.

— Sprzedałem, a kopie aktu notarialnego dostarczyłem przedstawicielom rządu i Sejmowi. Został także wysłany wniosek o zmianę zapisów dotyczących udziałowców do Krajowego Rejestru Sądowego — twierdzi Andrzej Szarawarski.