Uchwalona 26 września przez Sejm i rozpatrywana na rozpoczynającym się dzisiaj posiedzeniu Senatu ustawa o jednorazowym opodatkowaniu nieujawnionego dochodu oraz o zmianie ordynacji podatkowej i kodeksu karnego skarbowego wzbudza wiele kontrowersji. Przede wszystkim należałoby zapytać: komu pomoże podatkowa abolicja i czy przysporzy budżetowi dodatkowych dochodów?
Przedsiębiorcy powszechnie uważają abolicję za pomysł nietrafiony i moralnie wątpliwy, jako że będzie ona usankcjonowaniem nieuczciwości ludzi działających w szarej strefie. Okazuje się, że bardziej opłaca się być nieuczciwym i zapłacić tylko 12 proc. podatku. Rozgoryczeni podatnicy, regulujący dotychczas zobowiązania zgodnie z prawem, wobec faktu rozgrzeszenia jawnej nieuczciwości mogą zechcieć w przyszłości ukrywać część dochodów. Warto też zastanowić się, kto faktycznie skorzysta z abolicji podatkowej. Może tylko ci, którzy dysponując dużym majątkiem ujawnią niewielką jego część, mając świadomość, że aparat skarbowy ma ich na celowniku?
Celem ustawy jest umożliwienie osobom fizycznym rozliczenia się z dochodów pochodzących ze źródeł nieujawnionych, osiągniętych w latach 1996-2001. Z kilku powodów zakres jej stosowania będzie bardzo ograniczony:
- Ustawa dotyczy tylko PIT i nie przewiduje podobnych rozwiązań w zakresie VAT. Nieuwzględnienie tego problemu od razu przekreśla sens poddania się abolicji w podatku dochodowym, gdyż może to skutkować powstaniem zobowiązań w podatku od towarów i usług (dojdą jeszcze VAT-owskie odsetki i sankcje).
- Ustawa nie skłoni podatników o dochodach niskich i przeciętnych do ujawnienia dodatkowych dochodów, ponieważ takie osoby zarabiają tylko na życie i nie przeznaczają pieniędzy na nabywanie dóbr, których wykazanie w deklaracji majątkowej wskazałoby na ich nieopodatkowane dochody.
- Podatnik sam będzie musiał uprawdopodobnić, że ujawnione dochody nie zostały uzyskane w drodze przestępstwa. Mało kto podejmie takie ryzyko. Mogą się zdecydować właśnie osoby posiadające majątek, którego źródłem jest np. korupcja. W niektórych zawodach dochody z niej można będzie zgłosić jako nieujawnione dochody z działalności gospodarczej.
Nie można moralnie zaakceptować tylko 12-procentowej (rząd proponował 7,5 proc.!) stawki podatku. Abolicja — jeśli już tak bardzo chcemy ją wprowadzić — powinna sprowadzać się przede wszystkim do niestosowania sankcji i odsetek. Wysokość podatku zaś powinna odpowiadać co najmniej najniższej stawce PIT i wynosić 19 procent. Poza tym — dlaczego propozycję abolicji składa się w zasadzie szarej strefie? Może wypadałoby dać szansę także tym, którzy legalnie prowadząc firmę pomylili się i chcieliby ten błąd naprawić?
Jak wynika z tych refleksji, instytucja abolicji podatkowej zainteresuje nielicznych, a jej jednorazowy charakter i nikła skuteczność nie poprawią stanu budżetu (rząd zamierza ściągnąć tą drogą 600 mln zł). Narusza ona natomiast poczucie sprawiedliwości społecznej ogółu podatników i budzi uzasadnioną niechęć do instytucji ją wprowadzających. A zatem — może zaniechać realizacji tego projektu? Senat jeszcze ma taką szansę.
Kilka uwag wypada zgłosić także do nowelizacji ordynacji podatkowej, polegającej na wprowadzeniu deklaracji majątkowych:
- Nowe przepisy nie zawierają kwoty granicznej, od której deklaracje powinny w ogóle obowiązywać. Jest to zasadniczy błąd! Deklaracje powinny dotyczyć osób, których majątek przekracza co najmniej kwotę 400 tys. zł (z zachowaniem ustalonych wyłączeń składników majątkowych). Stwierdzenie, że deklaracje będą składać osoby, które są posiadaczami majątku o „znacznej wartości” jest zapisem martwym. Wystarczy być posiadaczem jednego małego mieszkania i niewielkiej nieruchomości albo jednego samochodu o wartości powyżej 80 tys. zł — i już wyłączenia przestają obowiązywać.
- Nie podlegają ujawnieniu rzeczy ruchome i prawa majątkowe związane z działalnością gospodarczą, objęte wykazem lub ewidencją środków trwałych. Oznacza to, że wszystkie pozostałe będą podlegały ujawnieniu. W przypadku osób opodatkowanych w formie karty podatkowej (nie prowadzących ewidencji środków trwałych) byłyby to wszystkie bez wyjątku rzeczowe składniki majątku związanego z działalnością gospodarczą!
- Jest zupełnie niezrozumiałe, dlaczego lokal mieszkalny do 70 m2 wyłączony jest spod obowiązku składania deklaracji pod warunkiem, że nie posiada się jakiejkolwiek innej nieruchomości. To oznacza, że posiadacz jednego małego mieszkania i 500-metrowej działki będzie objęty deklaracją, natomiast osoba posiadająca kilka mieszkań spółdzielczych o powierzchni do 70 m2 — nie.
Poza powyższymi uwagami szczegółowymi, nasuwają się wątpliwości natury ogólnej. Nowe przepisy dają fiskusowi bardzo szerokie możliwości prześwietlania stanu majątkowego podatników. Czy polski aparat skarbowy w ogóle jest zdolny do wykonania tego zadania, budżet państwa zaś — do udźwignięcia jego kosztów?
Autor jest prezesem Związku Rzemiosła Polskiego