Rozwiązania na smartfony i tablety wprowadziło w Polsce 24 proc. sklepów WWW i ponad 5 proc. firm — wynika z badań platformy mGenerator.pl, która specjalizuje się w tworzeniu mobilnych wersji sklepów i stron internetowych. Inne dopiero myślą o takich wdrożeniach. Prawie połowa (49 proc.) twierdzi, że chce je zrealizować w najbliższym półroczu.
— Oby nie skończyło się na deklaracjach. Polski biznes jak kania dżdżu potrzebuje systemów usprawniających sprzedaż mobilną. Tylko dzięki nim może nadążyć za potrzebami klientów — uważa Michał Berezowski, parter zarządzający Cube Research, firmy badającej e-commerce w Polsce.
Polak potrafi
— Konsument uzbrojony w sprzęt mobilny i mający stały dostęp do internetu i usług geolokalizacyjnych chce robić zakupy w dowolnym miejscu i czasie. Nie skorzysta z oferty sklepów niedostosowanych do nawyków smartfoniarzy, tableciarzy czy użytkowników mediów społecznościowych. Marketingowcy i firmy, które o tym zapominają, już tracą: klientów, przychody i możliwe rekomendacje w grupie znajomych w sieci — twierdzi Piotr Krawiec, dyrektor generalny mGenerator.pl.
Tymczasem właściciele polskich e-sklepów dopiero zaczynają się interesować handlem mobilnym. Wyjątkiem są start-upy, których nie stać na zorganizowanie logistyki, transportu i punktów odbioru przesyłek, więc muszą korzystać z outsourcingu w tych dziedzinach. Przewagę rynkową budują na nowych technologiach — zresztą coraz tańszych.
— Jeśli za pomocą smartfonu mogę przeglądać pocztę i zapłacić rachunki, dlaczego nie miałbym sprawdzić statusu zamówień w moim sklepie internetowym albo zweryfikować statystyki sprzedaży? — pyta retorycznie Tomasz Andrzejczuk, kierownik marketingu produktu w Home.pl. Wincenty Kokot, menedżer ds. projektów rozwojowych w agencji marketingu internetowego GoldenSubmarine, twierdzi, że przyszłości powinni się lękać ci, którzy nie inwestują w systemy na urządzenia przenośne.
— Szacuje się, że w 2015 r. około 60 proc. Polaków będzie miało smartfony. Coraz więcej osób umie ich używać nie tylko do rozmów, ale także do wyszukiwania ofert handlowych i usługowych — wskazuje Wincenty Kokot.
Na małym i dużym ekranie
Każdy styczeń od kilku lat otwiera prognoza, wedle której dominującą tendencją w będzie wypieranie „tradycyjnej” sprzedaży internetowej przez transakcje w kanale mobilnym. Michał Berezowski podchodzi do takich przewidywań z dystansem. Przyznaje, że rewolucja m-commerce będzie postępowała — już w przyszłym roku około jedna trzecia zakupów w sieci będzie dokonywana za pomocą urządzeń przenośnych. Ale pogłoski o śmierci handlu za pośrednictwem stacjonarnych komputerów są, według niego, przesadzone.
— Nieco ponad 40 proc. uczestników naszych analiz deklaruje, że oferuje system w mniejszym lub większym stopniu dostosowany do sprzedaży przez smartfony, tablety i ultrabooki. Kolejne czterdzieści kilka procent chce wprowadzić rozwiązania mobile w 2015 r., ale mniej więcej co piąty sklep w ogóle nie myśli o takich wdrożeniach — wskazuje Michał Berezowski.
Według niego, najważniejszym kierunkiem rozwoju sprzedaży elektronicznej jest tzw. wielourządzeniowość. Klienci sięgają bowiem po sprzęt, który akurat mają pod ręką lub uznają za najwygodniejszy. Celują w tym zwłaszcza „cyfrowi tubylcy”, czyli stosunkowo młodzi ludzie, którzy nie znają świata bez komórek i sieci. Ale także osoby po 40. roku życia, nazywane cyfrowymi imigrantami, powoli zaczynają się czuć swobodnie wśród mnogości nowinek ICT (teleinformatyka).
— Różnice między platformami się zacierają. Konsument może szukać informacji za pośrednictwem telefonu lub tabletu, a dopinać transakcję na komputerze PC, bo tam akurat ma podpiętą formę płatności. E-sklepy muszą optymalizować swoje serwisy tak, żeby dopasować się do upodobań i zwyczajów nabywców — mówi przedstawiciel Cube Research.
Technologie do poprawki
Przerzucanie się z małego ekranu na większy nierzadko wynika z ograniczonej użyteczności stron udostępnianych na smartfonach i z kłopotami konsumentów ze wzrokiem. 66 proc. uczestników badania Gemius narzekało przede wszystkim na niewygodne formularze, 59 proc. na niedostosowanie stron, 49 proc. na małe litery, a 41 proc. na brak aplikacji mobilnej.
Poza tym uważają, że operacje są zbyt skomplikowane i czasochłonne. Ale wcześniej czy później problemy technologiczne znikną, bo leży to w interesie właścicieli e-sklepów i producentów rozwiązań IT. Przykładem są aplikacje, które wspierają płatność „jednym kliknięciem”. Takie ułatwienia pomogą przełamać opory kupujących, a w rezultacie spowodują szybki rozwój branży m-commerce.



