Kwestie wewnętrzne na razie nie mają dla rynku dużego znaczenia i to pomimo,
że takiego początku roku w naszej gospodarce chyba nie mieliśmy. Najpierw
śnieżna i sroga zima, która przez 2,5 miesiąca paraliżowała szeroko rozumiany
sektor budowlany. Później tragiczna katastrofa prezydenckiego samolotu, która na
blisko 2 tygodnie zamroziła handel detaliczny. Teraz powódź, która spowoduje
wielomiliardowe straty.
Jedną z nielicznych pozytywnych informacji
w ostatnich tygodniach z perspektywy polskiej gospodarki jest osłabienie
złotego. Kryzys zaufania do euro spowodował ucieczkę do tak wcześniej
krytykowanej amerykańskiej waluty na zasadzie: jak trwoga, to do dolara. Przy
okazji przecenione zostały różne aktywa, jak akcje i surowce (w wielu
przypadkach jak najbardziej zasłużenie), ale także i polski złoty, chociaż
fundamentalnie powodów do przeceny naszej waluty nie ma. Osłabienie złotego
przyszło w dobrym momencie, bo jego kurs zbyt mocno szybował na południe, co
mogłoby być groźne dla odradzającego się u nas ożywienia gospodarczego w
kolejnych kwartałach.
Za osłabienie złotego powinniśmy być
wdzięczni głównie europejskim politykom, którzy podjęli rękawicę rzuconą im
przez kapitał spekulacyjny. Poszli z nimi na wojnę mocno podzieleni i nierzadko
krytykując się nawzajem. Politycy skupili się głównie na planach
stabilizacyjnych i – jak apelował niemiecki minister finansów W. Schaeuble – na
„zaostrzaniu regulacji i nadzoru”. Tymczasem, aby ograniczyć pole do popisu
spekulantom i aby uspokoić rynki, co jest niezbędne do podtrzymania nadziei na
trwalsze globalne ożywienie gospodarcze, europejscy politycy powinni się zabrać
przede wszystkim za fundamentalne reformy. Ograniczenie często mało sensownych
wydatków oraz zwiększenie ściągalności podatków, to dwa główne kierunki
działania, jakie podkreślają ekonomiści w celu znaczącego ograniczenia ogromnych
deficytów budżetowych i puchnącego zadłużenia państw.
Dotychczasowe
działania w tych obszarach należy uznać, delikatnie mówiąc, za mało
satysfakcjonujące. Bo przecież co to za sukces, jeśli jakiemuś państwu w
kilkuletniej perspektywie ma się udać ograniczenie deficytu budżetowego do
poziomu 3-4% PKB. Samymi planami stymulującymi, stabilizacyjnymi czy
zaostrzeniem regulacji, kondycji wielu państw nie uzdrowi się. A słabość
finansowa tych krajów jest właśnie najlepszą pożywką dla spekulacyjnego kapitału
i zamieszania na rynkach finansowych.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu
Quercus Towarzystwo Funduszy
Inwestycyjnych S.A.