Piotr Bieliński, prezes i akcjonariusz jednego z największych dystrybutorów IT i RTV/AGD, dotąd był umiarkowanym optymistą. Jednak widzi już ożywienie na rynku. Czwarty kwartał był dla Actionu znacznie lepszy, niż się spodziewano.
— Byliśmy ostrożnie nastawieni do czwartego kwartału. Mimo to liczba zamówień w tym okresie była wyższa niż w 2008 r. To bardzo pozytywne zaskoczenie i dowód na to, że nasza strategia przynosi efekty — mówi Piotr Bieliński.
Szef Actionu twierdzi, że rynek IT i RTV/AGD ciągną teraz klienci
indywidualni, którzy już przestali bać się kryzysu. Nadal jednak nie ma dużych
zamówień ze strony firm, które zamroziły inwestycje.
Najważniejszym celem
dla zarządu Actionu w 2010 r. jest osiągnięcie przez wszystkie spółki z grupu
progu rentowności. M. in. dlatego sprzedano udziały w spółce zależnej Action
Ukraina. Spowolnienie na tamtejszym rynku nie dawało większych szans wyjścia na
plus w ciągu 2-3 lat.
Grunt to gotówka
Piotr Bieliński jest przekonany, że
spółce uda się osiągnąć założony cel, choć rynek w tym roku mogą czekać dalsze
perturbacje. Największe problemy mogą dosięgnąć sektora średnich wielkości
sklepów i sieci handlowych. Lepiej poradzą sobie firmy małe, bardziej
elastyczne, czy działające w swoich niszach oraz duże, które dobrze prosperują
dzięki skali.
— Najlepiej poradzą sobie spółki takie jak Action, z dobrym zapleczem finansowym. W kasie spółki jest dodatkowa gotówka ze sprzedaży udziałów w Action Ukraina, sprzedaliśmy też część akcji skupionych w ramach buy-backu. Mamy w sumie ponad 17 mln zł. Jesteśmy więc w bardzo dobrej sytuacji finansowej i po raz kolejny zamierzamy wypłacić dywidendę — mówi Piotr Bieliński.
Przyszłość w internecie
Jego zdaniem, pierwszych 7-8
miesięcy tego roku nie będzie łatwe. Potem powinno być dużo lepiej.
— To nie
znaczy, że nie będzie wzrostu, ale by go osiągnąć, trzeba wykonać dodatkową
pracę. Spodziewam się jednak, że koniec roku przyniesie bardzo dynamiczny wzrost
— w ostatnim kwartale nawet o 30 proc. w porównaniu z 2009 r. Będzie to wynik
m.in. wzrostu zamówień publicznych— uważa prezes.
Jednym z planów Actionu na 2010 r. jest rozwinięcie współpracy ze sklepami internetowymi. Będzie polegała na umożliwieniu ich klientom odbieranie przesyłek w salonach Sferis. Na razie trwają testy takiej usługi prowadzone przez sklep Gram.pl (Action ma w nim ponad 80 proc. udziałów, pozostałe ma CD Projekt — wcześniej jedyny właściciel Gram.pl). Projekt może ruszyć już wiosną tego roku.
Sam Sferis również będzie rósł. Action nie zamierza otwierać własnych sklepów, ale rozbuduje sieć franczyzową. W drugiej połowie roku spółka podpisała 20 umów i zgłaszają się kolejni chętni. To przede wszystkim niezależne sklepy, które do tej pory były klientami Actionu pod własnymi szyldami.
Action rozwija też swój sklep internetowy A.pl, który specjalizuje się w sprzedaży produktów spożywczych i biurowych oraz sprzętu AGD/RTV.
— Wartość koszyka zamówień w A.pl wzrosła średnio o 25 proc. rok do roku. Klienci przekonują się do takiej formy zakupów spożywczych — mówi Piotr Bieliński.
Przeniesienie sklepu do nowego magazynu trzykrotnie zwiększy możliwość wysyłek.
Branżowy problem
Fuzji i przejęć nie ma w planach, chyba że trafiłaby się
naprawdę dobra okazja. Niemal rok temu na łamach "PB" prezes mówił, że wiele
firm zgłaszało się z propozycjami, jednak nie były tak atrakcyjne, jak
twierdziły.
— Zgłaszały się do nas start-upy, które chciały, by dofinansować ich biznes, ale na zwrot trzeba byłoby czekać latami. Przychodziły też firmy, które prowadzą biznes podobny do naszego. Tu jednak po analizach okazywało się, że ich wyniki nie są tak dobre, by gwarantowały sukces — twierdzi Piotr Bieliński.
Jego zdaniem, korzyści dla rynku mogłaby przynieść fuzja największych podmiotów, ale prędko do niej nie dojdzie.
— Przykłady innych branż pokazały, że w ciągu 2-3 lat mogłoby to przynieść
naprawdę wiele korzyści. Trudności widzę po stronie ubezpieczycieli, którzy
połączonym firmom nie daliby od razu tak dużych limitów, jak mogłoby wynikać z
sumy obrotów dwóch podmiotów. Poza tym w naszej branży prezesi i akcjonariusze
nie umieją jeszcze ze sobą rozmawiać o połączeniu — twierdzi Piotr Bieliński.