Afryka przyciąga i odpycha

Na żadnym innym kontynencie nie można liczyć na taki wzrost, ale coś za coś. Żeby robić biznes na Czarnym Lądzie, trzeba mieć odwagę, pieniądze i cierpliwość

— Afryka to kontynent z nieograniczonymi możliwościami, ale w jakim stopniu da się je wykorzystać, często okazuje się dopiero po kilku latach biznesowej obecności — uważa Wojciech Hann, wiceprezes BGK. Niektóre polskie firmy dostrzegły potencjał Czarnego Lądu i z powodzeniem robią tam interesy. Nie obyło się jednak bez problemów. Ursus zawitał do Afryki już w 2011 r. Skusił go wielki rynek. W Etiopii, w której zainwestował na początku, według oficjalnych źródeł mieszka ponad 90 mln ludzi, a fatycznie — jak twierdzi Karol Zarajczyk, prezes stołecznego producenta traktorów — nawet dwa razy więcej.

KONTYNENT NIESPODZIANKA:
Zobacz więcej

KONTYNENT NIESPODZIANKA:

W Afryce można zrobić dobry biznes lub mocno się rozczarować. Na pewno jednak nie można się nudzić, bo wciąż czymś zaskakuje — uznali uczestnicy debaty poświęconej inwestowaniu na Czarnym Lądzie. MACIEJ GOCLON

Kraj bardzo mocno postawił na rozwój rolnictwa, co dla Ursusa ma ogromne znaczenie. Jest też zapatrzony w Polskę, a jego mieszkańcy lubią dopatrywać się historycznych podobieństw — np. pokojowego przejścia od dyktatury do demokracji. — Na całą Afrykę patrzyliśmy przez pryzmat Etiopii, co okazało się wielkim błędem — powiedział Karol Zarajczyk. W rzeczywistości bardzo się ona różni od pozostałych afrykańskich państw.

— W kolejnym kroku zdecydowaliśmy się wejść do Tanzanii. To był bardzo zimny prysznic. Filozofia gospodarcza, zwyczaje, oczekiwania i stosunek do tzw. białego biznesu są tam zupełnie inne — wyjaśnił prezes Ursusa. Jego zdaniem, Tanzańczycy chcą, by europejskie firmy przyjechały, szybko zrobiły to, czego się po nich oczekuje, i równie szybko wyjechały.

— Tymczasem nam zależy na tym, żeby budować relacje z lokalnymi przedsiębiorcami — podkreślił Karol Zarajczyk. Podobne podejście ma grupa Asseco — i to odróżnia ją od światowych gigantów IT, takich jak Oracle, IBM czy Microsoft, którzy są już od lat obecni na Czarnym Lądzie.

— My staramy się pokazać, że nie jesteśmy tam tylko po to, by sprzedać, co mamy do sprzedania, i jak najwięcej zarobić. Chcemy się tam rozwijać razem z afrykańskimi kooperantami — powiedział Cezary Miksa, który w Asseco odpowiada za rynki Afryki i Bliskiego Wschodu. Na szczęście, jak podkreślił Wojciech Hann, wiceprezes BGK, mieszkańcy Afryki zmieniają podejście do zagranicznych inwestycji. Coraz mniej przychylnie patrzą na przedsiębiorstwa z Chin czy Indii, które decydując się na inwestycje na Czarnym Lądzie, najczęściej wszystkie materiały, półprodukty, technologie i siłę roboczą przywożą w walizkach, nie dając lokalnemu biznesowi żadnych możliwości współpracy.

— Dlatego bardzo mile widziane byłyby polskie firmy, choćby w segmencie infrastrukturalnym — stwierdził przedstawiciel BGK. Na współpracę z Afrykanami stawia także grupa Pietrucha.

— Afryka zaskakuje mnie za każdym razem, gdy tam jestem — powiedział prezes Jerzy Pietrucha. Jego zdaniem, to trudne miejsce do inwestowania, ale gdy zbuduje się tam odpowiednie relacje, co może trwać latami, można robić dobry biznes.

Gdzie najlepiej inwestować w Afryce? Mapy inwestycyjnych okazji i krajów wysokiego ryzyka stworzyć się nie da, bo sytuacja na kontynencie dynamicznie się zmienia. Trzeba być czujnym.

— Kilka lat temu podjęliśmy decyzję o wejściu do Nigerii, bo można było patrzeć na ten kraj z dużym optymizmem, ale dzisiaj odradzałbym inwestowanie tam. Teraz atrakcyjne wydają się natomiast państwa Afryki Wschodniej: Kenia, Uganda, Etiopia czy Rwanda, które mają co roku 7-8-procentowy wzrost PKB — stwierdził Jerzy Pietrucha.

Wszędzie trzeba uważać na pułapki, a decyzji o wejściu na rynki państw afrykańskich nie należy podejmować pod wpływem chwili. Trzeba się do tego porządnie przygotować. — W Afryce jest popyt na wszystko. Trzeba jednak zapewnić finansowanie biznesu, bo tamtejsza siła nabywcza jest wciąż niska — podsumował Karol Zarajczyk. Dlatego nie jest to sposób na ratowanie podupadającej działalności firmy w kraju. — Eksport to biznes dla zdecydowanych — powiedział Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. I dla cierpliwych.

— Tam wszystko idzie powoli albo bardzo powoli. Trzeba czekać, i to nie miesiąc, dwa, ale rok, dwa, a czasami nawet trzy lata — wyjaśnił Cezary Miksa z grupy Asseco. Takie doświadczenia ma też prezes Ursusa, który przez tydzień dzień w dzień czekał na podpisanie gotowej już i w pełni uzgodnionej umowy. Gdy w końcu doszło do wyczekanego spotkania, jego partner biznesowy nie raczył wytłumaczyć się z opóźnienia. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Afryka przyciąga i odpycha