Afrykanie mają ekologię gdzieś

Karol Jedliński
opublikowano: 15-12-2008, 00:00

Prof. Wangari Maathai w 2004 r. dostała Pokojową Nagrodę Nobla. Od wygłaszania pełnych zieleni zdań woli walczyć z naturożerczym biznesem i sadzić drzewa. W Afryce.

"Puls Biznesu": Kiedy cztery lata temu dostała pani Pokojową Nagrodę Nobla, padało wiele głosów, również w Polsce, o tym, że ten zaszczyt trafił się niewłaściwej osobie. "Co sadzenie drzewek w Kenii ma wspólnego z pokojem?" — pytano.

Prof. Wangari Maathai: Sadzenie drzewek? Można i tak nazwać ponad 35 mln drzew posadzonych w 30 lat mojej działalności. Do tego dziesiątki innych projektów w Kenii i w Afryce. Szczerze: gdy zaczynałam działać, nie myślałam o pokoju czy o ochronie środowiska. To skutki uboczne.

Co więc lasy mają do pokoju na świecie?

Kalkulacja jest prosta: sadzimy drzewa, które zatrzymują wodę w ziemi, dostarczają opału i materiału budowlanego. W rezultacie kończą się plemienne i narodowościowe walki o to, o co toczą się od zarania dziejów: o zasoby naturalne. Walczy się o złoto, diamenty, ropę, ziemię, a na podstawowym poziomie o wodę. Kilkadziesiąt milionów drzew jest ruchem w tym kierunku — koniec z migracją, wegetowaniem, agresją wobec innych państw.

Nie chodziło o uratowanie świata, o emancypację kobiet i wielkie idee?

Chodziło o uratowanie świata, jaki znają moi rodacy. Nikt z nich nie chciał żyć na pustyni, ale jednocześnie każdy chciał z czegoś żyć. Karczowano więc lasy pod uprawy i pastwiska. A ja w latach 70. jechałam na konferencję ekologiczną do Meksyku z jasnym założeniem wynikającym z obserwacji życia kobiet w Kenii: potrzebowały opału, budulca, wody i zarobku. Najprostsza odpowiedź, jak się później okazało, proekologiczna: zdobędę fundusze, którymi będę płacić kobietom za sadzenie i opiekowanie się drzewami.

I się udało, ot tak?

Już kiedyś to komuś powiedziałam: było mi łatwiej, bo miałam trudniej.

Czyli?

Byłam pierwszą kobietą z tytułem doktora, a potem profesora we wschodniej Afryce. Miałam i mam jakiś pęd w sobie do wiedzy, do czynów.

Nobel pani nie uśpił?

W kuluarach ktoś z Komitetu Noblowskiego powiedział mi: dotychczas próbowałaś pracować. Teraz bierz się do roboty!

No to się pani wzięła. Z tego powodu wielki biznes w Afryce chyba nie przepada za panią. Walcząc o kompleksy leśne czy parki, blokowała pani budowę pól golfowych, wieżowców i ogromnych plantacji. Założę się, że jak tylko wróci pani do Nairobi, zaraz rzuci się pani w oko cyklonu.

Robota pali się w rękach. Pilną sprawą jest teraz nasze duże jezioro Naivasha. W wyniku jego zanieczyszczenia i degradacji rzek zasilających Naivashę rozpanoszył się w nim wodny morderca.

Człowiek?

Pośrednio. Hiacynt wodny, którego przywieziono z Wenezueli. Podwaja on swoją populację co 12 dni i jest odporny na wszelką chemię. A jednocześnie zabija życie biologiczne w jeziorze. Walczę o to, by koncerny, które mają uprawy w rejonie zbiornika, czy tamtejsi eksporterzy kwiatów, wzięli na siebie ciężar uratowania Naivashy. I gwarantuję, że mi się to uda.

A co z noblowskim pokojem? Parę miesięcy temu Kenia spływała krwią.

Dlatego przestałam być ministrem w rządzie prezydenta Kibakiego. Powiedziałam mu parę miesięcy przed wyborami wprost: twoje działania wobec Odingi [rywala Kibakiego w ostatnich wyborach przyp. red.] prowadzą do wojny domowej. Nie podpisuję się pod tym. Wybieram wolność, dołączę do rządu, jak się dogadacie i będzie pokój.

I się dogadali. A pani nie ma w rządzie. Nawet w parlamencie. Więcej: znów pani protestuje.

Nie ma mnie w parlamencie, bo dano mi do zrozumienia, że za to, co powiedziałam Kibakiemu, nie mam co liczyć na wsparcie. Pokój? Ten rząd to po prostu wielka rodzina. 41 ministrów, z czego każdy ma 2-3 zastępców i ogromne, jak na Kenię, uposażenie. Dołączyłam do ruchu, który domagał się zmniejszenia liczby ministerstw, choćby do 34.

Zmniejszyli?

Nasłali na nas policję, która rozpędziła moją konferencję. Puszka z gazem łzawiącym wpadła wprost między mnie a przepytującego mnie dziennikarza. Byłam w szoku.

Ale chyba już się pani nie boi. Niejedno pani przeszła, poza tym Nobel, działa trochę jak immunitet.

Na ulicach Nairobi ludzie odnoszą się do mnie życzliwie. Ale nie każdemu jest ze mną po drodze. Uważam.

Pani wieloletni prześladowca, kenijski dyktator Daniel Arap Moi to już przeszłość. "W naszej kulturze to mężczyzna podejmuje decyzje. Po co wam ta kobiecina..." — mówił o pani na wiecach jeszcze w latach 80. Za jego czasów była pani bita do nieprzytomności, więziona, na krawędzi śmierci. Ale to Wangari Maathai jest na wierzchu.

Nie miałam chwili zwątpienia, poczucia, że nie dam rady. Nastolatek nafaszerowany narkotykami zranił mnie kiedyś w głowę maczetą, noszę więc chusty kryjące bliznę. Nie rozpaczam, nie epatuję, nie cierpię za miliony. Taka moja natura.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Bez wsparcia rządowego coś pani teraz może?

Rząd przynajmniej nie blokuje mojej ekologicznej działalności. Czuję się bardziej wolna w działaniu, nie obciąża mnie kolektywna odpowiedzialność za złe decyzje rządu. Bo gdy byłam ministrem, często byłam przeciw.

Skoro o wolności mowa, zapytam górnolotnie: czy zamożny świat zwraca uwagę na, przepraszam za określenie, prowincje cywilizacji? Z pokojowych noblistów ostatnich lat ludzie prędzej kojarzą Ala Gora, mimo że jego dokonaniem jest głównie umiejętny PR.

Rządy Norwegii czy Wielkiej Brytanii przeznaczyły na moje projekty po ponad 100 mln dolarów. Dzięki tym pieniądzom mogę płacić ludziom choćby za opiekę nad drzewami. Inna sprawa, że sami Afrykanie mają gdzieś ekologię. Dla nich ważne jest, kto z jakiej grupy etnicznej pochodzi i kto za nim stoi, a nie to, że nie chce zamieniać kraju w pustynię.

Powtarza pani, że 20 proc. emisji dwutlenku węgla to zasługa wycinki drzew. Czyli co — zalesiamy całą Afrykę i będzie cacy?

Paradoks polega na tym, że Afrykanie niezbyt dołożyli się do zmian klimatycznych, a są na pierwszej linii ognia. Co rusz czytam dramatyczne apele mieszkańców wysp przy wybrzeżu. "My toniemy!" — piszą. A więc niech też się wezmą do roboty ci, którzy podtapiają np. Tuvalu.

Niektórzy Afrykanie piszą też: bogate kraje chcą nas nastawić na ekologiczne tory, wiatraki, baterie, słoneczne, atom i Bóg wie co. Bo same się już wzbogaciły i rozwinęły na ropie czy węglu. A Afryce odmawiają tego prawa.

Zasada jest prosta: Afryka nie zaakceptuje technologii, które będą zbyt drogie. Choć jak się pojedzie w rejon dorzecza Kongo, to aż się prosi, żeby na potęgę budować tam elektrownie wodne. Z drugiej strony — nie ma co iść drogą Indii czy Chin, gdzie zezwalało się na coraz więcej i więcej, aż w końcu rozpętało się piekło.

Do Poznania na klimatyczną konferencję zjechało kilkanaście tysięcy ludzi. Są wyczarterowane samoloty, specjalne pociągi, sznur samochodów. Niektórych to denerwuje — gadają, emitują tony CO2, a działań nie ma. Lepiej by już drzewa sadzili.

Taki urok tego świata. Bez politycznej woli nie ma działania. Kennedy powiedział: lecimy na Księżyc. I po dekadzie Amerykanie tam byli. Jak więc najważniejsi politycy powiedzą: ograniczamy emisję gazów cieplarnianych, to wtedy zacznie się działanie.

Sceptycy przekonują, że ludzkie wysiłki na nic się nie zdadzą. Tuvalu utonie tak czy siak. Ale za to Grenlandia się zazieleni.

Nie potrzebujemy rewolucji w klimacie. Poza tym — skąd wiemy, że nasze działania nie mają sensu, dopóki nie podejmiemy walki?

Mnie się jednak podoba to, że pani więcej robi, niż mówi.

No to już na koniec, słowna zachęta dla Europejczyków: nie podoba się wam, że coraz więcej Afrykanów osiedla się w Europie? Rozumiem to. Rozwiązanie: pomóżcie im na miejscu, w Afryce, niekoniecznie przynosząc tylko walizki pieniędzy. n

Kenia ma prawie tylu mieszkańców co Polska. Co ciekawe, choć uważana jest za kraj pełen korupcji i rozpasania władzy, to parlament liczy tam tylko 222 posłów. I to koniec dobrych wiadomości. Kworum udaje się uzyskać bardzo rzadko, choć do jego spełnienia wystarczy tylko 22 posłów na sali obrad, a ich roboczy tydzień trwa jedynie od wtorku do czwartku. Do tego ostatnio, po kilku podwyżkach gaży i premii, posłowie postanowili, że nie powinni płacić podatków. Uchwalanie ustaw idzie im jak po grudzie. Wszystko dzieje się pod czujnym okiem prezydenta Mwai Kibakiego. Byle do wyborów.

Pokój z Finlandii

Pokojowego Nobla przyznaje się od 1901 r. Pierwszym jego laureatem był m.in. Jean Dunant, założyciel Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i inicjator konwencji genewskiej. W tym roku dostał go Martti Oiva Kalevi Ahtisaari, dyplomata ONZ, w latach 1994-2000 prezydent Finlandii.

Z zielonym pasem

68-letnia Wangari Maathai tytuł doktora, a potem profesora weterynarii, uzyskała w latach 80. na uniwersytecie w Nairobi. Wcześniej studiowała w Niemczech i w USA. Obecnie rzadko wykłada. W Nairobi spędza nie więcej niż połowę roku. Idea sadzenia drzew na masową skalę funkcjonuje jako Ruch Zielonego Pasa. Za posadzenie drzewa i opiekę nad nim do trzeciego miesiąca kobiety dostają ok. 20 centów amerykańskich. A że drzewa rosną szybko, po paru latach można je ściąć i posadzić nowe. W sprawę zaangażował się ostatnio nawet Barack Obama, którego korzenie sięgają Kenii.

35

mln Tyle drzew posadzono w Kenii z inicjatywy Wangari Maathai.

1

Tyle filmowych Oscarów dostał Al Gore za obraz o globalnym ociepleniu i wpływie na niego gazów cieplarnianych.

4

tony Tyle CO2 podczas jednego lotu emitował prywatny odrzutowiec, którym Al Gore podróżował, promując swój film.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane