Afrykański sen rolnika

Wykorzystaliśmy słabość Ukrainy, wysyłając zboże na Czarny Ląd. Trudno będzie jednak to powtórzyć — chyba że w dużym rolno- -spożywczym holdingu.

Musimy mocniej walczyć o rynki trzecie — powtarzają regularnie m.in. producenci drobiu, wieprzowiny i owoców. Tymczasem bez większego rozgłosu zaczyna tam docierać polskie zboże. Ubiegłoroczne dostawy do Egiptu były warte prawie 540 mln zł, a do Maroka — prawie 250 mln zł. Zauważalnymi rynkami stały się Kenia (175 mln zł) czy Sudan (ponad 105 mln zł). Jeszcze w 2012 r., gdy Polska stawała się znaczącym eksporterem netto zbóż, eksportu na te rynki nie było (poza Marokiem, gdzie sprzedaliśmy zboże za… 5 mln zł).

Na łasce gigantów

— Za rosnący eksport w odległe zakątki świata odpowiada głównie pszenica. Uprawiana w Polsce jest dobrej jakości [zwiększyliśmy m.in. zawartość białka — red.], a świat jest skłonny płacić za nią więcej niż krajowi odbiorcy. Do pasz trafia więc więcej kukurydzy, a pszenica jest wywożona z kraju. Rozwojowi eksportu sprzyjała też w ostatnich latach rosnąca nadwyżka produkcji. Zmniejszyło się zużycie pszenicy w gospodarstwach i zakupy krajowego przemysłu paszowego w związku ze spadającą produkcją trzody chlewnej — mówi Michał Koleśnikow, kierownik zespołu analiz sektorowych i rynków rolnych w BGŻ BNP Paribas.

Zaznacza, że w tej branży poszukiwanie rynków zbytu wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku producentów drobiu czy jabłek, którzy jeżdżą na targi czy misje i przekonują o zaletach polskich produktów. Zbożami handlują wielkie światowe koncerny, które mają kontakty na całym świecie. Dziś sprowadzają zboże z Polski, a jutro z Ukrainy.

— Nie zmienia to faktu, że pojawiające się i rosnące afrykańskie kierunki, których wcześniej nie było, wyglądają interesująco. Ten rok będzie jednak gorszy od poprzedniego. Mieliśmy suszę i jest dużo mniej zbóż, również kukurydzy, którą pszenica musi częściowo zastąpić w paszach. To oznacza mniejszą pulę na eksport. Pozycji eksportera netto, wypracowanej trzy lata temu, Polska jednak raczej nie straci przez kilka lat — dodaje Michał Koleśnikow.

Przykre przebudzenie

Marian Sikora, przewodniczący rady Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych (FBZPR), obawia się, że sukces na Czarnym Lądzie okaże się krótkotrwały.

— Afrykę obsługują Ukraina i Francja. Pierwsza ma kłopoty, z czego skorzystaliśmy. Od kilku miesięcy eksport nie jest już jednak tak znaczący — twierdzi Marian Sikora. Jak wynika z danych Agencji Rynku Rolnego (ARR), w pierwszych siedmiu miesiącach sezonu, a więc od lipca 2015 do stycznia 2016, z Polski wyjechało 3 mln ton ziarna zbóż, co oznacza 17-procentowy spadek względem tego samego okresu rok wcześniej. Pszenica traciła znacznie więcej — bo jej eksport obniżył się wolumenowo aż o 27 proc.

— Nie ma powodu do optymizmu, jeśli chodzi o kolejne miesiące. W Polsce powstają duże ukraińskie centra przeładunkowe, a tamtejszy kontyngent wynosi ponad 1 mln ton. Ukraińcy będą przeładowywać u nas zboże i wysyłać je dalej w świat. Z ich kosztami produkcji nie jesteśmy w stanie konkurować na rynkach zagranicznych — twierdzi szef rady FBZPR.

Jego zdaniem, krajowy rynek nie wesprze rolników, bo spośród branż potrzebujących zbóż rośnie tylko drobiarska, a hodowla trzody chlewnej i krów mlecznych jest ograniczana.

— Z wielką nadzieją czekamy na utworzenie holdingu rolno- -spożywczego, co zapowiadał rząd. Silny podmiot, stworzony m.in. na bazie Krajowej Spółki Cukrowej i Elewarru, miałby zupełnie inną skalę działania, a przez to pozycję negocjacyjną, i mógłby z powodzeniem sprzedawać m.in. polskie zboża za granicą — dodaje Marian Sikora. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane