Agencje szukają speców od kreacji

Małgorzata Zgutka
opublikowano: 2000-09-22 00:00

Agencje szukają speców od kreacji

Firmy reklamowe są zalewane ofertami w sprawie pracy

Agencje reklamowe nie mogą narzekać na brak rąk do pracy. Niemal codziennie zgłaszają się młodzi ludzie utrzymujący, że pracę w dziale kreacji mogą rozpocząć choćby od zaraz. Problem polega na tym, że chętni niewiele potrafią. Dobrego specjalisty od kreacji trzeba w Polsce ze świecą szukać.

Mieczysław Dańko, dyrektor kreacyjny z agencji Ogilvy One, z przymrużeniem oka patrzy na tłumy młodych ludzi zgłaszających się do agencji w sprawie pracy.

— Od lat nic się nie zmienia. Jesteśmy zalewani lawiną CV i listów z prośbą o pracę. Część kandydatów zgłasza się do agencji osobiście. Wszyscy chcą spróbować pracy w świecie reklamy, a najlepiej od razu w dziale kreatywnym. Większość uważa, że bezsprzecznie się do tego nadaje — tłumaczy Mieczysław Dańko.

Twierdzi, że niestety 80 proc. chętnych ma błędne wyobrażenie o tej pracy. Zdarza się, że przychodzą osoby bez żadnego wykształcenia.

— Wydaje się im, że jest to praca łatwa i bardzo dobrze płatna. Do głowy same wpadają genialne pomysły na nowe reklamy, które później realizowane są za pieniądze klientów — mówi Mieczysław Dańko.

Równie wielu kandydatów puka do drzwi agencji DŐArcy. Po ostatnim ogłoszeniu o naborze do działu kreatywnego przyszło 60 zgłoszeń od osób chcących zostać dyrektorami artystycznymi. 120 zgłosiło się na stanowisko copywriterów.

Ciekawe CV

— Niektóre osoby już na wstępie chcą pokazać, jak bardzo są kreatywne. Przysyłają nam niebanalne oferty. Kiedyś do agencji trafiła bomba. Miała zapalnik i laski trotylu. Okazało się, że jest to CV jednego z kandydatów do pracy. Innym razem otrzymaliśmy CV pływające w rozbitych jajach. Raz oferta o pracę była etykietą na butelce wody mineralnej — opowiada Maciej Kowalczuk, dyrektor kreatywny w DŐArcy.

Osoby, których CV zainteresują agencję, zapraszane są na rozmowę. Niestety, trudno jest w czasie krótkiego spotkania jednoznacznie stwierdzić, czy dany kandydat nadaje się do pracy w reklamie.

— Zrezygnowaliśmy z dawania kandydatom zadań podczas rozmowy rekrutacyjnej. Nie można w ten sposób obiektywnie ocenić umiejętności człowieka. Ktoś może napisać świetne hasło reklamowe, a później okazuje się, że nie potrafi dostosować się do rytmu pracy w agencji — wyjaśnia Maciej Kowalczuk.

Przyznaje, że przy przyjmowaniu ludzi do agencji wyjątkowo ważne jest pierwsze wrażenie.

Tylko intuicja

— Ja polegam na intuicji, która podpowiada, kogo mam wybrać. W tej branży ludzie sprawdzają się „w praniu”. Przyjmowani są na okres próbny, otrzymują zadanie i jeżeli wykonają je dobrze, zostają — mówi Mieczysław Dańko.

Również DŐArcy zatrudnia kandydatów na miesięczny okres próbny.

— W jego trakcie nie ma taryfy ulgowej. Kandydaci od razu rzucani są na głęboką wodę. Muszą pokazać, że sami potrafią się o siebie zatroszczyć i znaleźć sobie zajęcie. Zwracamy uwagę na to, czy są w stanie pracować w systemie, w którym czasami przez trzy dni nie ma nic do roboty, aż nagle zwala się tyle pracy, że trzeba siedzieć w agencji niemal przez trzy dni i noce — informuje Maciej Kowalczuk.

Ostatnio jego agencji udało się znaleźć ludzi, którzy nie mieli żadnego doświadczenia, ale okazali się stworzeni do pracy w reklamie.

— Stawiamy na osoby ze świeżym spojrzeniem, bez przyzwyczajeń z innych agencji. Łatwiej jest kogoś takiego znaleźć i trochę w niego zainwestować — stwierdza Maciej Kowalczuk.

Jednak niewiele agencji chce przyjmować osoby nie mające wcześniej nic wspólnego z reklamą. Maciej Korobacz, zastępca prezesa w agencji Just, uważa, że ich wyszkolenie wymaga zbyt wiele wysiłku.

— Jeszcze kilka lat temu przyjmowaliśmy do agencji ludzi prosto z ulicy. Wystarczyło, że mieli fajne pomysły. Teraz wymagamy trochę więcej — profesjonalizmu i doświadczenia — tłumaczy Maciej Korobacz.

Przyznaje, że niestety brakuje dobrych fachowców do pracy w dziale kreacji.

— To zamknięte koło. Niedoświadczeni nie są najlepszym nabytkiem, ale z drugiej strony brakuje dobrych specjalistów, którzy już coś wiedzą o reklamie. Jest ogromny deficyt specjalistów od kreacji — mówi Maciej Korobacz.

Małgorzata Zgutka

ODCHODZĄ: Branża reklamowa jest dynamiczna. Ludzie często zmieniają pracę. Wielu po kilku latach po prostu odchodzi z zawodu. Mają dosyć życia w ciągłym stresie — mówi Maciej Kowalczuk, dyrektor kreatywny w DŐArcy. fot. ARC

WYPALENI: Osoby długo pracujące w dziale kreacji popadają w rutynę. Dlatego trudno jest wybrać odpowiedniego pracownika spośród osób z doświadczeniem — wyjaśnia Maciej Korobacz, zastępca prezesa w agencji Just. fot. ARC