Agora: www.szaleństwo.gpw
Akcje Agory stały się absolutnym hitem warszawskiej giełdy. Wczoraj na fali wracającego optymizmu niemal cała giełda poszła w górę, ale akcje wydawcy „Gazety Wyborczej” cieszyły się wyjątkowym wzięciem.
Szturm inwestorów zaczął się już w czasie środowych notowań ciągłych. Wczoraj na fixingu papiery Agory maksymalnie podrożały, a zlecenia kupna zredukowano o blisko 80 proc. W notowaniach ciągłych kurs wzrósł do 78 zł, potem się obniżył, ale pod koniec sesji skoczył aż do 78,90 zł.
Skąd wziął się aż tak duży skok? Akcje Agory drożeją już od początku października, kiedy kosztowały niespełna 40 zł za jedną. Kursowi pomogły ciepłe rekomendacje zachodnich banków, w tym zwłaszcza Merrill Lynch, który stawiał na wzrost kursu do 60 zł. Na tym poziomie rzeczywiście cena się zatrzymała, ale — jak widać — tylko na chwilę.
Zdaniem analityków, za ostatnimi wzrostami Agory nie stoją inwestorzy zagraniczni, ale głównie rodzime fundusze emerytalne Czynnikiem, który skłonił je do inwestycji w Agorę, jest wiara w powodzenie firm powiązanych z Internetem. Agora ma już jedną z najczęściej odwiedzanych witryn internetowych w kraju, ale musi zrobić krok dalej. Jako wydawca „Gazety Wyborczej”, może zapewnić zaplecze informacyjne i merytoryczne dla zawartości przyszłego portalu internetowego.
— Wydarzenia na walorach Agory stanowią echo światowej histerii związanej z akcjami spółek internetowych. Inwestorzy zdecydowanie grają pod sieciowe zaangażowanie spółki. Będą to robić przynajmniej do czasu ogłoszenia przez Agorę strategii obecności w Internecie. Komunikatu w tej sprawie można spodziewać się już w połowie stycznia — uważa Anna Hess, analityk CDM Pekao SA.
Na 24 stycznia zaplanowano w Londynie spotkanie zarządu Agory z inwestorami, poświęcone właśnie strategii internetowej.
— Inwestorzy czekają na informację, ile Agora zamierza wyłożyć na budowę własnego portalu i w jakim kierunku pójdzie jej zaangażowanie w tę działalność. Chcą też wiedzieć, kto zostanie internetowym partnerem Agory —dodaje Anna Hess, która nie chce spekulować na temat tożsamości owego partnera.
Kilka tygodni temu pojawiały się pogłoski o wejściu Agory do Onetu, portalu Optimusa. Analitycy nie wykluczają tego, bardziej jednak wierzą w powiązanie wydawcy „GW” z nieobecnym jeszcze w Internecie ComputerLandem.
— Obie firmy blisko współpracują, a Tomasz Sielicki, prezes CL, jest członkiem rady nadzorczej Agory — przypominają analitycy.
Czy ComputerLand, typowy integrator systemów, może być wymarzonym partnerem dla Agory?
— Polskie spółki IT nie muszą mieć bezpośrednich związków z Internetem. Wystarczy, że znają branżę oraz wiedzą, jak i kogo kupić. Takiego know-how nie mają „dostawcy treści”, tacy jak Agora, więc współpraca staje się logiczna — tłumaczy Tomasz Berent, londyński analityk Paribas.
Nasi rozmówcy uspokajają, że wizja ekspansji internetowej to nie jedyne źródło popularności Agory.
— Przyszłość każdej branży, w której działa ta firma, rysuje się bardzo optymistycznie. Mowa zarówno o oczekiwanym wzroście przychodów „GW” z reklam, jak i o inwestycjach w lokalne stacje radiowe i telewizję cyfrową —tłumaczy Alastair Ryan, analityk Warburg Dillon Read, który obecnie wycenia Agorę na 80 zł.
Na razie inwestorom nie podoba się w spółce tylko jedno: minimalna płynność akcji, która uniemożliwia obracanie nimi największym funduszom. Tu sytuacja może się poprawić na początku lipca, gdy do obrotu wejdzie część akcji pracowniczych.