Władimirowi Putinowi nie wyszła wojna błyskawiczna, zatem najeźdźca zmienia taktykę. Będzie wyniszczał przede wszystkim wielkie miasta, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, że ich zdobycie będzie równało się zdobyciu Ukrainy. Strategiczne znaczenie ma oczywiście 3-milionowy Kijów, jak w każdej wojnie upadek stolicy to realnie upadek państwa – przypomnijmy choćby obronę Warszawy we wrześniu 1939 r. Niedoceniane jest jednak znaczenie drugiego co do wielkości ukraińskiego miasta, 1,5-milionowego Charkowa. Wypada przypomnieć, że podczas wojny domowej w 1919 r. to tam zainstalowała się władza radziecka i nawet po formalnym utworzeniu w 1922 r. ZSRR (upamiętnienie tej 100. rocznicy uznawane jest za jeden z powodów wojennego szaleństwa Putina) była to stolica związkowej republiki Ukrainy. Dopiero w 1934 r., już po tzw. Wielkim Głodzie, Józef Stalin przeniósł ją do historycznego Kijowa.
Ewentualne zdobycie Charkowa będzie miało znaczenie nie tylko psychologiczne, lecz także ogromne polityczne. Planem satrapy z Kremla jest oczywiście zainstalowanie na Ukrainie wasalnego rządu, czeka z ogłoszeniem tej decyzji na zajęcie jakiegoś znaczącego miasta. Robili tak zawsze i carowie, i komunistyczni władcy ZSRR. W naszej historii na ogłoszenie tzw. manifestu PKWN wybrany został w 1944 r. Chełm, pierwsza nadająca się miejscowość po naszej stronie Bugu. Podobnie w 1956 r. podczas agresji na Węgry wasalny rząd Jánosa Kádára objawił się w Szolnoku. Zatem do takiej zagrywki Charków nadaje się idealnie, bez czekania na zdobycie Kijowa.
Plan Putina był dosyć oczywisty już w momencie rozpoczęcia 24 lutego agresji. Przez pierwsze dni nie było jednak wiadomo, na kogo car postawi. Prorosyjskich kandydatów jest bardzo wielu, zarówno polityków z dawnej Partii Regionów, która obecnie nazywa się Opozycyjną Platformą – Za Życie, jak też spośród oligarchów. Od środy coraz głośniej jednak, że Putin może po ośmiu latach wyciągnąć politycznego trupa z szafy – byłego prezydenta, 72-letniego Wiktora Janukowycza. W sumie byłoby to całkiem logiczne, wybrany na lata 2010-15 władca Ukrainy uciekł pod wpływem rewolucji na majdanie w 2014 r., czyli z tamtej kadencji został mu rok, zaś Władimir Putin wciąż uważa tamte wydarzenia za faszystowski zamach stanu. Przy czym jest niekonsekwentny, ponieważ wtedy uznał wybór Petra Poroszenki i już w październiku 2014 r. spotkał się z nim osobiście, przy okazji szczytu politycznego w Mediolanie. Obecnie jednak tego nie pamięta i odtwarza starą płytę o zamachu stanu. Notabene Wiktor Janukowycz po ucieczce do Moskwy zwrócił się do Władimira Putina o interwencję wojskową na Ukrainie, za co później skazany został w porzuconym kraju za zdradę stanu zaocznie na 13 lat więzienia. Obecnie jako kandydat idealnie pasuje, zaś jego odłożona w czasie prośba została spełniona. Wszystkie cele militarne Putina podporządkowane są strategicznemu politycznemu – przekształceniu Ukrainy, przy formalnym zachowaniu jej niepodległości, na obraz i podobieństwo Białorusi. Wiktor Janukowycz na mutację Aleksandra Łukaszenki nadaje się idealnie.
