Ajatollah poszuka nowego następcy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-05-20 20:00

Śmierć prezydenta Islamskiej Republiki Iranu w niedzielnym wypadku lotniczym naturalnie zszokowała – jak każde tego typu zaskakujące wydarzenie – obywateli państwa, ale dla jego przyszłości nie będzie miała jakichś przełomowych następstw.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Od czasu, gdy 1979 r. Mohammad Reza Pahlawi, prozachodni ostatni szachinszach Iranu został przepędzony przez rewolucję islamską, realną władzę sprawuje konstytucyjny tzw. najwyższy przywódca. Pierwszym był w latach 1979-89 wszechmocny ajatollah Ruhollah Chomejni, zaś od 1989 r. rządzi mniej charyzmatyczny, ale utrzymujący się przy władzy już 35 lat ajatollah Ali Chamanei, obecnie 85-letni. Kiedyś był prezydentem i po śmierci Chomejniego przejął po nim religijny, czyli jednocześnie państwowy tron.

64-letni prezydent Ebrahim Raisi pozycjonował się na naturalnego następcę ajatollaha. Oczywiście musiałby poczekać na jego śmierć, tymczasem los odwrócił kolejność i obecnie to Ali Chamanei będzie miał decydujący wpływ na wybór kolejnego prezydenta, czyli potencjalnego najwyższego przywódcy. Paradoks polega na tym, że protokolarna głowa państwa wybierana jest w głosowaniu powszechnym obywateli Iranu, natomiast tę prawdziwą religijną wybiera tylko elitarne tzw. zgromadzenie ekspertów, czyli najwyższych w hierarchii szyickich duchownych. Zdają sobie oni sprawę z upływu czasu, któremu ajatollah Ali Chamanei oczywiście podlega, dlatego można obstawiać, że w wyborach prezydenckich zadbają o dokonanie przez zastraszonych Irańczyków tzw. właściwego wyboru – potencjalnie trzeciego w dziejach ortodoksyjnej islamskiej republiki najwyższego władcy.

Śmierć Ebrahima Raisiego wywołała w Iranie polaryzację nastrojów. Ortodoksyjni muzułmanie oczywiście wyrażają autentyczny żal, natomiast świecka opozycja – skrywająca się przed prześladowaniami – równie autentycznie świętuje. Prezydent od bardzo młodych lat robił karierę w aparacie wymiaru sprawiedliwości, a konkretnie w prokuraturze. Jako zaufany człowiek jeszcze ajatollaha Ruhollaha Chomejniego, zasiadał w czteroosobowej tajnej komisji, która w 1988 r. skazała na karę śmierci około 5 tys. przeciwników politycznych, oskarżonych o zdradę Iranu i działalność na rzecz Iraku w okresie krwawej wojny obu państw. Po latach jako prezydent odcinał się od tamtej przeszłości, przyznawał jednak, że wyroki na osoby objęte fatwą – klątwą religijną nałożoną przez Chomeiniego – po prostu musiały być wykonywane. Notabene w 2019 r. administracja Donalda Trumpa nałożyła na Ebrahima Raisiego sankcje m.in. za udział we wspomnianej komisji śmierci oraz za zaangażowanie w tłumienie w 2009 r. protestów przeciwko nieprawidłowościom wyborczym. Reakcja amerykańskiego szatana – Stany Zjednoczone tak są niezmiennie określane i traktowane od 1979 r. – tylko pomogła islamskiemu prokuratorowi wygrać w 2021 r. wybory prezydenckie.

Ebrahim Raisi naturalnie nie był jeszcze ajatollahem, ale dosyć pewna była jego reelekcja w 2025 r. Niedzielna katastrofa prezydenckiego śmigłowca nie tylko nagle przerwała jego życie i karierę, lecz generalnie wpłynęła negatywnie na międzynarodowy wizerunek Iranu. Islamska republika buduje potęgę militarną, której znaczenie wyrasta ponad region. Całkiem realna jest perspektywa stworzenia przez Teheran własnej broni atomowej, irańskie drony okazują się bardzo skuteczne na frontach różnych wojen, w tym niestety Rosji z Ukrainą. Ebrahim Raisi firmował niedawne powietrzne uderzenie Iranu na Izrael, którego skuteczność okazała się niewielka, ale efekt polityczny wewnętrzny i regionalny tego ataku był ogromny. Okoliczności rozbicia się prezydenckiego śmigłowca setny raz potwierdziły jednak brutalną lotniczą prawdę, że zlekceważenie warunków atmosferycznych zawsze ma skutki katastrofalne.