Akcje podrożeją do końca roku

Artur Szymański
opublikowano: 2002-07-31 00:00

Analitycy różnie oceniają obecny stan warszawskiej giełdy. Opinie na temat tego, czy to już dno bessy i czy szybko dojdzie do ożywienia, są podzielone. Jednak można wysnuć wniosek, że na koniec roku indeksy na pewno będą na wyższym poziomie, niż są obecnie.

Marcin Materna analityk DM BIG BG

- W perspektywie najbliższych tygodni raczej nie spodziewałbym się powrotu na parkiet dobrej koniunktury. Głównym czynnikiem wpływającym na taki stan będą prawdopodobnie oczekiwania na słabe wyniki kwartalne. Poziom niepewności z tym związany —zwłaszcza w przypadku banków, które wbrew oczekiwaniom ponownie niemile zaskoczą poziomem utworzonych rezerw — nie pozwala na bardziej odważne zakupy. Obecnie obstawiałbym dno na poziomie 1000 punktów. Ewentualne wzrosty po wakacjach poprzedzone zostaną najpewniej konsolidacją wokół tej wielkości. Oczywiście, nie można wykluczyć scenariusza, że na fali globalnej bessy także i u nas poziom cen spółek zostanie sprowadzony do nieuzasadnionego z fundamentalnego punktu widzenia poziomu, aczkolwiek wariant ten wydaje się mniej prawdopodobny. Powrotu byka na warszawski parkiet spodziewam się pod koniec roku (tradycyjna hossa jesienno-zimowa).

Sebastian Buczek

doradca inwestycyjny, wiceprezes ING Investment Management

- Po silnych 4-miesięcznych spadkach na światowych giełdach przyszła pora na znaczącą korektę cen akcji. Po kilku dniach wahań nastrojów i kursów, na poniedziałkowej sesji ceny akcji wyraźnie odbiły się. Inwestorzy poszukiwali przecenionych walorów, ignorując jakiekolwiek negatywne informacje.

Na warszawskiej giełdzie początek tygodnia nie był jednak udany. Złożyły się na to dwa czynniki. Po pierwsze redukcja prognozy przez Pekao i pogłoski o księgowych problemach Prokomu. Obie spółki ciągnęły w dół inne banki i firmy IT. Jeżeli jednak koniunktura na świecie utrzyma się przez najbliższe kilka dni, to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że i u nas sytuacja ulegnie wyraźnej poprawie. Po ostatniej przecenie akcje wielu spółek są po prostu tanie. Dla kogoś, kto ma długoterminowy horyzont inwestycyjny, obecny poziom cen powinien być atrakcyjny. Trudno oczywiście powiedzieć, kiedy i jak znacząco odbije się nasz rynek, ale przy odpowiednim doborze spółek można liczyć na godziwe zyski już w najbliższych tygodniach. Dużą rolę w wielu przypadkach mogą odegrać wyniki finansowe za drugi kwartał, które pojawią się już za kilka dni.

Reasumując, w obecnej sytuacji inwestorzy mogą na jakiś czas zapomnieć o czynnikach ryzyka, takich jak kolejne skandale finansowe czy groźba ataku na Irak. Ceny akcji spadały przez ostatnich kilka miesięcy, rynkom należy się więc znacząca korekta.

Alfred Adamiec doradca inwestycyjny

- Wiele wskazuje na kształtowanie się obecnie dna koniunktury giełdowej.

Do wcześniejszych oznak tego procesu dołączyła w ubiegłym tygodniu paniczna wyprzedaż, która bardzo często kończy okres bessy. Teraz nadszedł czas intensywnej pracy spekulantów. Trudno oszacować, czy indeksy osiągnęły już najniższe wartości w tym cyklu. Przy tak dużej zmienności i dominacji zachowań stadnych, kwestią przypadku pozostaje odpowiedź na pytanie, czy to już się zdarzyło, czy też dno jest o 2-3 proc. niżej. Decydujący wpływ na rozwój sytuacji na warszawskim parkiecie będzie prawdopodobnie miało tempo odradzania się koniunktury na światowych, a szczególnie amerykańskich giełdach. Nie można też lekceważyć nacisków Unii Europejskiej na zwiększenie limitów inwestycyjnych dla zagranicznych lokat funduszy emerytalnych. Perspektywa wypływu miliardów złotych mocno zniechęciłaby do kupowania akcji na naszym ułomnym rynku. Ponieważ na jesieni upływa termin przedstawienia przez Polskę odpowiednich propozycji, może to mieć duży wpływ na działalność inwestycyjną OFE. Niemniej, bardziej prawdopodobny wydaje się wielomiesięczny trend wzrostowy, który powinien jeszcze w tym roku uporać się przynajmniej z barierą 1500 pkt dla WIG 20.