Alan Greenspan nadal potrafi zaskoczyć graczy

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2001-05-22 00:00

Alan Greenspan nadal potrafi zaskoczyć graczy

Wydarzeniami ostatniego tygodnia było posiedzenie Fed i pokonanie przez DJIA poziomu 11 000 pkt. Fed potrafi zaskoczyć. Nawet nie tym, że obniżył stopy o 50 pkt, ale komunikatem towarzyszącym decyzji.

Fed w komunikacie oświadczył, że nadal widzi zagrożenia dla gospodarki — taniejące akcje, zmniejszające się zyski spó- łek, bezrobocie. Co jednak najbardziej istotne, nie wykluczono następnych obniżek, a wręcz zapowiedziano, że w przypadku dalszego słabnięcia gospodarki nadal są one możliwe.

Wydaje się, że Fed zbliża się nieuchronnie do końca cyklu obniżania stóp, ale rynek po chwili wahania doszedł do wniosku, że obniżka o następne 25-50 pkt w końcu czerwca jest bardzo możliwa. No i wynik tego widać na indeksach. Prawdziwy mistrz z szefa Fed Alana Greenspana. Inwestorzy niby mieli wszystko zdyskontowane, ale i tak potrafił ich zaskoczyć i zostawić nadzieję. Po zachowaniu rynku we wtorek widać, że każda inna decyzja zakończyłaby się dużym spadkiem.

Tuż po obniżce było bardzo nieciekawie, tak jakby inwestorzy nie zauważyli pozytywnej niespodzianki w komunikacie Fed. Widocznie Amerykanie potrzebują czasem 24 godzin na przemyślenie sprawy. Już następnego dnia powstało przekonanie, że nie ma co walczyć z Fed i zyski w I kwartale przyszłego roku będą już bardzo dobre. To ostatnie brzmi śmiesznie. Giełda zazwyczaj wyprzedza gospodarkę, ale mimo wszystko ten I kwartał 2002 r. to trochę zbyt odległy termin. Z rynkiem się jednak nie dyskutuje.

Inflacja mniej ważna

Fed obecnie zupełnie lekceważy inflację i to jest w tej chwili chyba najgroźniejszy przeciwnik rynku. Cena złota mocno wzrosła w ostatnim tygodniu dochodząc do górnego ograniczenia 18. miesięcznego kanału trendu spadkowego. Złoto nie jest już jednoznacznym sygnalizatorem tego, co będzie się działo z inflacją. Analitycy twierdzą, że ten wzrost wynika z faktu, iż po pięciu obniżkach stóp mniej opłaca się pożyczać złoto, sprzedawać je i inwestować w obligacje.

Mocno rośnie cena ropy i benzyny. To skutek oczekiwań na sezon letni w USA oraz pogłosek o tym, że Tosco Corp.’s Bayway (jeden z największych producentów benzyny) ma zamiar w czerwcu zrobić przerwę konserwacyjną. Na razie tragedii nie ma, chociaż prognozy mówiące o zniżce cen ropy wyraźnie się nie sprawdzają.

Już obecny wzrost notowań ropy wpływa na inflację. Prawdziwy problem wystąpiłby, gdyby cena w USA przekroczyła 31 USD za baryłkę, bo z punktu widzenia analizy technicznej mogłaby później dojść nawet do 41 USD. Z fundamentalnego punktu widzenia nie ma jednak powodu do takiego wzrostu. Chociaż sytuacja w Palestynie i prawdopodobne zerwanie stosunków pomiędzy światem arabskim a Izraelem to krok w niebezpiecznym kierunku.

Na indeksie CRB też widać wzrost. To może być tylko korekta, ale jeśli nie? Kłóci się to nieco z przedstawionym tydzień temu obrazem gospodarki oglądanym przez pryzmat międzyrynkowej analizy technicznej. Może więc to nie droga do recesji, lecz do stagflacji? Niestety, to jest bardzo prawdopodobne. Wstępnym sygnałem może być ostatni, duży spadek wydajności pracy przy wzroście kosztu siły roboczej. Kombinacja spadającej wydajności pracy, zwiększającego się jej kosztu oraz rosnącej ceny energii może się okazać zabójcza i doprowadzić do znacznego zwiększenia inflacji.

Deficyt handlowy USA zwiększył się w marcu do 31,17 mld dolarów z 26,86 mld w lutym. To zdumiało i zaniepokoiło ekonomistów, ponieważ może być sygnałem, że PKB w pierwszym kwartale wzrósł dużo mniej (około 1,5 proc.), niż pokazywały wstępne dane (2 proc.). Poza tym może również sygnalizować zwiększanie się inflacji. Rynki wydają się tego wszystkiego nie dostrzegać, ale to tylko kwestia czasu.

Znów przemówienie

W piątek poznamy raport o zamówieniach na dobra trwałego użytku i następne przybliżenie PKB za I kwartał. Ważniejszy będzie czwartek z wystąpieniem Alana Greenspana w Klubie Ekonomicznym Nowego Jorku. Inwestorzy będą czekali na opinię Alana Green- spana, czy jest szansa na poprawę sytuacji w II półroczu. Z komunikatu Fed wynika, że pewności takiej nie ma. Jednak Greenspanowi zależy obecnie na wzroście cen akcji, nie będzie więc chciał zaszkodzić giełdzie. Problem w tym, że jego wypowiedź może zostać odczytana inaczej, niż życzy sobie szef Fed.

Nadzieje graczy

Inwestorzy będą żyli nadzieją na następną obniżkę stóp w końcu czerwca, a zwiększona ilość ostrzeżeń spółek o zyskach za II kwartał pojawi się za 2-3 tygodnie. Ciekawym sygnałem, mimo niewielkiej zmiany indeksów, była sesja piątkowa. Mimo bardzo złych wyników 4 spółek indeksy lekko wzrosły zupełnie to lekceważąc. To zapowiedź wzrostów.

Analiza techniczna DJIA daje wyłącznie sygnały kupna. Pokonanie ważnego oporu na 11 000 pkt to była ich zapowiedź. Wyraźnie widać to na wieloletnim wykresie indeksu, gdzie nastąpiło wybicie z 16. miesięcznej flagi. Najbliższy opór to 11 300 pkt. Potem już tylko szczyt nieco powyżej 11 700. Wsparcie to 11 000 pkt. Pokonanie oporu będzie jednoznacznym sygnałem, że indeks będzie atakował szczyt. Nie wykluczałbym jednak, że powstanie podwójny szczyt, szczególnie gdyby okres dojścia do niego się wydłużył się. A jest to całkowicie możliwe, bo rynkowi należy się jakiś ruch powrotny w kierunku 11 000 pkt. Na wzrost wskazuje również wygląd S&P 500 po przebiciu 8-miesięcznej linii trendu spadkowego. Nieco trudniejsza sytuacja jest na Nasdaq. Utworzona flaga z oporem na 2200 pkt (w cenach zamknięcia) daje nadzieję, że po wybiciu z niej indeks wzrośnie do minimum 2800 pkt. Można jednak spróbować zobaczyć formację RGR, która spowodowałaby spadek do 1900 pkt. Strategia jest prosta: zamknięcie powyżej 2200 pkt (najlepiej powyżej 2250) to sygnał kupna. Zejście poniżej 2100 pkt to sprzedaż. TRIN nie daje sygnału sprzedaży. Zbliżenie się średnich nic nie znaczy — robiłem symulację, która pokazała, że mogą się ślizgać po sobie przez długi czas.

W okresie między posiedzeniem Fed a falą ostrzeżeń o wynikach rynek ma szansę na wzrost, jeśli nie będzie danych, które pokażą zwiększającą się inflację lub spowolnienie gospodarki dużo większe od oczekiwanego. Należy się jednak jakiś ruch powrotny w kierunku 11 000 pkt i tu widziałbym jedyne, aczkolwiek chwilowe zagrożenie. Po wzroście, którego zakres ciężko w tej chwili określić, rynek znowu zacząłby spadać przerażony widmem stagflacji.

W Polsce i w Europie było dużo gorzej niż w USA, jakby inwestorzy nie dowierzali zaproszeniu do hossy, które napłynęło ze Stanów. W Eurolandzie sytuacja była lepsza niż u nas. Wystarczy zresztą spojrzeć na ich indeksy (CAC, DAX), by zobaczyć formacje, które powinny prowadzić do wzrostów. Pod warunkiem, że CAC pokona 5650 pkt, a DAX — 6250, a najlepiej 6300 pkt.

Dlaczego nasza giełda jest taka słaba? Jest wiele powodów makro, które pokazują na problemy czekające nas w przyszłości. Te problemy oczywiście są umniejszane przez przedstawicieli rządu. Ostatnio minister Jarosław Bauc zachwalał budżet, gospodarkę, domagał się obniżki stóp. Nie zmienia to faktu, że deficyt jest wykonany prawie w 90 proc. Oczywiście, to prawda, że po osiągnięciu 100 proc. w maju, wykonanie spadnie w czerwcu, ale skąd przekonanie, że potem będzie lepiej?

Dynamika produkcji okazała się bardzo słaba. Niewykluczone, że eksport już nie jest taki dobry, a w II połowie roku będzie dużo gorzej. Nie tylko dynamika produkcji sygnalizuje problemy. PENGAB (wskaźnik koniunktury bankowej) spadł znowu do poziomu najniższego w 8-letniej historii tego wskaźnika.

Wybory coraz bliżej

Okres przedwyborczy i silny złoty nie sprzyjają inwestowaniu w akcje. Pomysły rządzących wydają się coraz bardziej niebezpieczne. Warto wspomnieć o próbie przeprowadzenia, niejako tylnymi drzwiami, reprywatyzacji i dymisję prezesa ZUS, która jest oczywiście szkodliwa. Krytykuje ją zarówno prawica, jak i lewica. Oprócz możliwych problemów w ZUS przy zmianie prezesa grozi tam również strajk załogi. Takie przesunięcie może spowodować bałagan, co z kolei zaburzyłoby proces przekazywania pieniędzy do OFE.

Powodów makroekonomicznych do wzrostów nie ma. Wydaje się, że jeśli nawet na zagranicznych rynkach dojdzie do wzrostów, to GPW zareaguje na to z opóźnieniem i tylko siłami rodzimych funduszy.

W ubiegłym tygodniu sytuacja wyglądała tak, jakby fundusze zakładały spadki w USA po decyzji Fed. Po zaskoczeniu reakcją rynku amerykańskiego wstrzymały się, czekając, co z tego wyniknie i nie pozwalając na wzrosty. Sesja czwartkowa była typowym przykładem, co może duży. Fakt, że Euroland reagował ospale na wzrosty w USA, ale tamte giełdy nie były po dużych spadkach, jak nasz. Naszemu należało się duże odreagowanie. Jednak fundusze zrobiły wszystko, co było możliwe, żeby go nie było.

Przy okazji kilka słów na temat artykułu R. Przasnyskiego (RP) w „Parkiecie”, który został poświęcony moim uwagom na temat funduszy. RB pisze o stawianych przez mnie „zarzutach”. Nie ma tam zarzutów, tylko stwierdzenie faktów i logicznie wypowiedziana hipoteza. Oczywiste jest to, że fundusze rządzą na naszym rynku pozbawionym szerszego udziału zagranicy, przy bardzo słabym udziale inwestorów indywidualnych. Są to po prostu bardzo duzi gracze. Gracze! I nic więcej. Jak każdy gracz chcą tanio kupić i drogo sprzedać i używają wszelkich środków do osiągnięcia tego celu. O funduszach nie można myśleć jako o spokojnych safandułach, kupujących akcje tylko po to, żeby je odłożyć na półkę. Z pewnością część odkładają, ale częścią grają. RP używa słowa „manipulacja” —ja „gra”. Jeśli gra tylko po to, by osiągnąć chwilowy zysk kosztem inwestorów indywidualnych, to osiąga pyrrusowe zwycięstwo. Trzeba lat, żeby wciągnąć indywidualnych do gry, a wystarczy parę miesięcy, by ich od giełdy odepchnąć. Nie zarzucam więc manipulowania, ale grę, która w dłuższym okresie jest działaniem samobójczym.

Zadanie dla funduszy

Jedynie fundusze mogłyby wywołać wzrost. Zostaje tylko 6 tygodni do momentu opublikowania przez UNFE średniej ważonej stopy zwrotu i opublikowania rankingu funduszy. Poza tym po dwóch latach uczestnicy funduszu mogą się już przemieszczać między nimi. Powinniśmy być więc świadkami walki o prymat — nie jest wykluczone, że już jesteśmy i stąd niektóre dni cudów tak spadkowych, jak i wzrostowych. To już nie jest kwestia, żeby tylko zarobić. Chodzi o to, żeby być lepszym. Można więc działać na dwa sposoby: podwyższać swoje aktywa i obniżać przeciwnika, albo jedno i drugie razem. Jednak generalnie kierunek powinien być do góry, albo w najgorszym przypadku: gra od ściany do ściany.

W analizie WIG i indeksu cenowego nie zaszły żadne zmiany. W WIG 20 też dużych zmian nie ma. Wydaje się, że brakuje jeszcze jednej fali wzrostowej przynajmniej do poziomu 1500-1560 pkt, żeby potem rozpocząć spadek. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się na świecie i możliwe działania OFE jest to scenariusz bardzo możliwy. Sygnałem kupna byłoby pokonanie 1430 pkt. Przełamanie 1360 pkt w dół to zdecydowany sygnał sprzedaży. W przypadku wzrostów na świecie rynek musi za nimi podążyć.