Alan Greenspan uspokoił inwestorów w USA

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-06-16 00:00

Wczoraj obóz byków trzymał wszystkie asy w rękach i dziwne jest jedynie, że tak mało w tej partii ugrał. Zamiast szlema wyszło coś na kształt trzech trefli. Główna miara inflacji wzrosła bardziej niż oczekiwano, ale uważniej obserwowana inflacja bazowa ledwo drgnęła. Inwestorzy obawiali się, że będzie dużo gorzej. Wydaje się, że te dane zdejmują z wokandy dyskusje o podwyżce stóp o 50 pkt. bazowych, a to musiało rynek nie tylko uspokoić, ale i pobudzić popyt. Inwestorów musiało też ucieszyć to, że wstępny odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan zasygnalizował znaczną poprawę nastrojów Amerykanów. Już to wystarczyłoby do wywołania zwyżki, ale było jeszcze wystąpienie szefa Fed. Alan Greenspan tym razem rynku nie przestraszył. Powiedział, że inflacja raczej nie będzie wielkim problemem, a podwyżki stóp będą „w ciągu nadchodzących kwartałów wprowadzane stopniowo”. Tym komentarzem ucieszył inwestorów i wywołał największy spadek rentowności obligacji od stycznia tego roku. Jak na tak dobre informacje to wzrost indeksów był niewielki, chociaż cieszyć musi to, że wolumen był większy niż podczas spadków. Jeśli spojrzy się na wykresy to widać, że indeksy kreślą pro-wzrostowe flagi, a to jest bardzo optymistyczny sygnał.

Wczoraj po sesji kwartalne wyniki podała Oracle i to może dać impuls na początek dzisiejszej sesji w Europie. Nie przypuszczam jednak, żeby te wyniki zadecydowały o docelowym kierunku indeksów. Dzisiaj na rynek dotrze dużo raportów makroekonomicznych, ale tylko kilka z nich ma szansę naprawdę wpłynąć na rynek akcji. Ostatnio ECB też zaczął się zastanawiać czy zwiększająca się inflacja nie uzasadnia podwyżki stóp procentowych, więc dane o inflacji w strefie Eurolandu mogą bardzo rynkiem europejskim poruszyć. Z kolei w USA lekceważone od dawna dane z rynku nieruchomości tym razem mają szansę wpłynąć na decyzje inwestorów, bo rynek zaczyna się zastanawiać czy hossa w nieruchomościach już się nie kończy. Duży spadek zarówno pozwoleń na budowę domów jak i rozpoczętych budów domów byłby przyjęty z niepokojem. Teoretycznie dane o produkcji przemysłowej i wykorzystaniu potencjału przemysłowego powinny mocno poruszyć indeksami, ale od pewnego czasu te raporty są lekceważone. Bardziej na rynek może wpłynąć Beżowa Księga, czyli raport Fed o stanie gospodarki, a w nim rozdział poświęcony ruchom cen. Danych makro jest sporo, ale uważam, że najważniejszy będzie właśnie ten ostatni raport, który zresztą trafi na rynek po zamknięciu giełd w Europie.

Wczoraj nasz rynek wyraźnie czekał na dane z USA, a obrót i aktywność były symboliczne. Wyróżniała się TP. Przypuszczam, że te akcje są kupowane, bo wzmacniający się złoty znacznie zmniejszy koszt kredytów w innych walutach, a tych TP ma bardzo dużo. Nie widać było mocnej reakcji na dane sygnalizujące wzrost inflacji. Mocnej, bo rynek zachowywał się gorzej niż inne rynki europejskie. Tylko końcówka była typowa dla naszego, manipulowanego rynku – wzrost na fixingu o 11 pkt. To nijak nie odzwierciadlało tego, co działo się na sesji i ma za zadanie jedynie zamącenie w głowie inwestorom sesji nie obserwującym. Taki brak reakcji na złe informacje jest jednak często pułapką. Wtedy przecena przenosi się na następne sesje. Na wykresie wzmacniającego się złotego widać wyraźnie, że oczekiwania na podwyżkę stóp rosną. Standardowym zachowaniem rynków akcji przed oczekiwana podwyżką stóp jest osuwanie się. Dopiero w okolicy posiedzenia banku, najczęściej nawet po podwyżce stóp indeksy zaczynają rosnąć. Oczywiście o ile rynek czeka na dobre wyniki spółek, a sytuacja na świecie sprzyja zwyżkom. Nadal na naszym rynku obowiązują sygnały sprzedaży, do posiedzenia RPP jeszcze daleko, a rynek wyprzedany nie jest. W tej sytuacji parkiet jest ciągle miejscem dla aktywnych graczy intra day i dla tych, którzy od dawna trzymają krótkie pozycje.