Allianz remontuje biznes nad Wisłą

Nasz kraj jest bardzo ważnym rynkiem dla niemieckiego giganta, dlatego polską spółkę czekają inwestycje, a nawet przejęcia

Stopery do uszu czekają na osoby, które wchodzą do siedziby Allianz Polska na warszawskim Mokotowie. Mają chronić przed hałasem, który towarzyszy generalnemu remontowi biurowca. Szerokie korytarze prowadzące do olbrzymich gabinetów menedżerów zastępuje klasyczny open space. Veit Stutz, który od dwóch lat stoi na czele polskiego Allianza, z dumą pokazuje udogodnienia, które można kojarzyć z technologicznymi start-upami, a nie z towarzystwem ubezpieczeniowym: pokój rekreacyjny z konsolami do gier czy stół do ping-ponga.

— Czeka nas sporo pracy, by dojść do tego, co chcemy osiągnąć na polskim rynku. Jesteśmy na to gotowi, jednak zanim skupimy się na rozwoju, musimy się zmienić — deklaruje Veit Stutz.

Koniec z marazmem

Prezes zdaje sobie sprawę z tego, że stoi na czele towarzystwa, które musi zacząć ostro walczyć o pozycję rynkową, bo konkurencja ucieka coraz szybciej. Jeszcze dekadę temu Allianz był jednym z głównych rozgrywających w ubezpieczeniach nad Wisłą. Jego problemy zaczęły się w 2008 r., kiedy uruchomił Allianz Bank. Inwestycja okazała się klapą, która w dwa lata przyniosła ponad 200 mln zł straty i pogrążyła wyniki ubezpieczyciela. Akcja ratunkowa sprawiła, że pacjent przeżył, ale straty były poważne.

Niemieccy właściciele zdecydowali się na zmiany kadrowe. Na początku 2013 r. z firmą pożegnał się Paweł Dangel, który kierował polską spółką od jej powstania. Zastąpił go ściągnięty z PZU Witold Jaworski, który w skostniałą strukturę miał tchnąć ducha młodości. Nie udało się. Na początku 2015 r. został wymieniony na Veita Stutza, który rozpoczął rządy od restrukturyzacji i zwolnień, by postawić firmę na nogi. Udało się: ubiegły rok polski Allianz zamknął najwyższym wynikiem operacyjnym w 20-letniej historii.

— Wszystkie działania, które wykonaliśmy w ciągu dwóch lat, miały umożliwić odzyskanie zaufania centrali do polskiego rynku. Teraz chcemy iść krok dalej. Jeśli chcemy coś znaczyć w grupie Allianz, musimy mieć odpowiednią pozycję nad Wisłą — mówi Veit Stutz.

Allianz zamierza postawić na ekspansję. Obecnie ma około 4-procentowy udział w rynku. To zdecydowanie za mało jak na firmę, która jest jednym z liderów globalnych ubezpieczeń. Veit Stutz chce, by firma, na której czele stoi, znalazła się w gronie trzech najważniejszych ubezpieczycieli nad Wisłą. By to osiągnąć, Allianz jest gotowy na przejęcia. Jeśli nie dojdzie do akwizycji, będzie rozwijał się organicznie, reinwestując w polski biznes część wypracowywanych tutaj zysków. — Musimy jednocześnie zachować odpowiednią równowagę i pamiętać, że nasz biznes musi być rentowny. Nie chcemy rosnąć dla samego wzrostu — zastrzega Veit Stutz.

Nowe serce

Allianz Polska już inwestuje w rozwój. Nie chodzi tylko o remont siedziby czy wprowadzenie jako pierwszy zakład w Polsce bota na Facebooku do sprzedaży polis.

O wiele większego projektu nie widać na zewnątrz. Ubezpieczyciel wziął się bowiem za wymianę informatycznego serca na nowe. Choć nie padają żadne kwoty, jest to inwestycja, która pochłonie minimum kilkadziesiąt milionów złotych. Wszystko po to, by — podobnie jak spora część konkurencji — prowadzić biznes i reagować na wydarzenia na rynku w czasie rzeczywistym.

Ubezpieczyciel planuje także inwestycje w sieć sprzedaży. Choć najbardziej widoczne będą nowe placówki własne (do końca roku ma ich powstać 15), to najważniejsze rzeczy będą się dziać wśród pośredników. Allianz Polska jest jedną z ostatnich firm na rynku, która utrzymuje olbrzymią, bo liczącą 2,6 tys. osób, sieć agentów własnych. Choć przynosi ona ponad 40 proc. sprzedaży, to czekają ją zmiany wymuszone przez rynek — sprzedaż produktów życiowych dostała zadyszki, a na samych majątkowych wyłączni agenci nie zarabiają już tak dobrze. — Robimy przegląd i będziemy starali się wypracować model współpracy — mówi Veit Stutz.

Nowa jakość ma także pojawić się we współpracy z niezależnymi agentami. Allianz wszedł w ten kanał dosyć późno, bo w 2013 r., i choć dostęp do jego produktów ma już 1,9 tys. multiagentów, to musi popracować nad sprzedażą, która w tym kanale przynosi tylko 7 proc. składki. — Chcemy, by przy wyborze produktu dla klienta multiagent zawsze pamiętał o Allianzie. To jest nasz cel — mówi szef Allianz Polska.

Marchewką ma być otwarcie się na potrzeby multiagentów. Będą mogli liczyć na lepsze narzędzia do sprzedaży oraz atrakcyjne wynagrodzenie i ofertę produktów. Ubezpieczyciela czeka także wypracowanie nowego pomysłu na sektor bancassurance. Przez ponad dekadę jego głównym partnerem w sektorze był Bank Pekao. Jego przejęcie przez PZU oznacza rychłe zakończenie współpracy. — To, co się stało, jest dla nas rozczarowaniem, bo współpraca z Pekao przez lata układała się znakomicie — mówi Veit Stutz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu