ALPINA TOUR TRAFI POD SKRZYDŁA LOT
Zadłużenie krakowskiej firmy turystycznej zaczęło już przekraczać 8 mln zł
ZA DŁUGI: Jesteśmy zainteresowani przejęciem części udziałów Alpiny Tour — przyznaje Marek Sidor, wiceprezes ds. handlowych PLL LOT. Krakowskie biuro jest winne przewoźnikowi lotniczemu około 8 mln zł. Ale nie jest to jego jedyny wierzyciel. fot. Borys Skrzyński
Krakowskie biuro podróży Alpina Tour pozyska dwóch inwestorów strategicznych. Jednym z nich będzie prawdopodobnie duży polski bank, drugim — PLL LOT. Dzięki temu firma ureguluje swoje zobowiązania wobec LOT-u oraz hiszpańskiego kontrahenta. Tym samym uniknie kłopotów, jakie ostatnio dotknęły inne biuro — Standard Travel.
Umowa nie została jeszcze podpisana i ze względu na toczące się negocjacje szczegóły nie są znane. Wiadomo jedynie, że pod określeniem „jeden z największych przewoźników” ukrywa się LOT.
— Jesteśmy zainteresowani przejęciem części udziałów Alpiny Tour za jej długi. Prowadzimy w tej sprawie negocjacje. Udział banku ma zapewnić dopływ funduszy na rozwój działalności biura — mówi Marek Sidor, wiceprezes ds. handlowych PLL LOT.
Polski przewoźnik ma już 49 proc. udziałów w innym biurze — Air Tour Poland. Propozycję ich odkupienia złożyło niedawno PLL LOT Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze. Negocjacje zakoczyły się jednak fiaskiem.
— Sprzedamy swoje udziały w Air Tours Poland tylko wtedy, gdy dostaniemy atrakcyjną ofertę — zapowiada Marek Sidor.
Inwestycja i ugoda
Zadłużenie Alpiny wobec krajowego przewoźnika sięga 2 mln USD (8 mln zł). Prawdopodobnie dlatego LOT, nie widząc innych możliwości odzyskania pieniędzy, zdecydował się zostać udziałowcem znanego już na krajowym rynku touroperatora. Taki scenariusz wyjaśnia również, dlaczego PLL LOT wspierały reklamową kampanię Alpiny. Ale lista wierzycieli nie zamyka się wcale na polskiej linii lotniczej. Jeden z hiszpańskich kontrahentów czeka na spłatę kilkuset tysięcy dolarów. Jeszcze niedawno przejęto nawet za długi kilka autokarów, jednak Alpinie udało się je wykupić.
Prezes Martynowski nie potwierdza informacji o kłopotach, w które miała wpaść zarządzana przez niego spółka. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeżeli pozyskanie bankowego partnera dojdzie do skutku, to płynność finansowa firmy znacząco się poprawi.
Stroma ścieżka
Biuro podróży Alpina Tour powstało w 1994 roku, kiedy rynek usług turystycznych wydawał się dawno podzielony. Rej wiodły na nim duże biura, np. Orbis, Gromada i Juventur. Wkrótce doszło jednak do nowych przetasowań.
— Co roku podwajaliśmy liczbę klientów, dzięki czemu staliśmy się jednym z liderów rynku — wspomina prezes Martynowski.
Cena konkurencji
Oparcie się na mocnych filarach jest jedyną drogą sprostania konkurencji. Silne kapitałowo biura zagraniczne, takie jak Ving czy Neckermann, zwolniono z podatku VAT, więc ich oferta może być o 7 proc. tańsza. Rodzimi dostawcy usług turystycznych muszą jednak ostro walczyć nie tylko z zachodnimi biurami, ale i między sobą.
Alpina Tour jest od dawna solą w oku innych biur podróży. Oskarżenia o stosowanie przez nią dumpingu powtarzają się po publikacjach kolejnych katalogów.
— To prawda, że nasze ceny są niższe od konkurencji. Nie jest to jednak efekt dumpingu, lecz prosta konsekwencja dużej liczby umów. W ubiegłym roku wysłaliśmy za granicę 50 tys. turystów — wyjaśnia Zbigniew Martynowski.
Nieufność, z jaką Alpina spotyka się w środowisku, może wynikać także z tego, że biuro nie należy do Polskiej Izby Turystyki ani do innych organizacji branżowych.