Dopiero za dwa tygodnie ruszają zapisy na akcje Altus TFI w transzy inwestorów indywidualnych. Czasu na zastanowienie się jest więc sporo, a wiele zależeć będzie od oczekiwanej przez zarząd i dotychczasowych akcjonariuszy ceny. Do momentu zamknięcia tego wydania „PB” nie została ona upubliczniona. Najważniejsze atuty firmy, kierowanej przez Piotra Osieckiego, to atrakcyjna polityka dywidendowa, dobre wyniki i perspektywa przejęć konkurentów z branży. Jeśli akwizycji nie będzie do końca trzeciego kwartału 2015 r., inwestorzy będą mieli prawo do zwrotu pieniędzy, wydanych na akcje w ofercie publicznej — Altus przeprowadzi skup w celu umorzenia po cenie emisyjnej powiększonej o WIBOR.

Z aspiracjami
Altus TFI znane jest dobrze tym, którzy po kryzysie finansowym z 2008 r. postanowili zainwestować w fundusze. Wtedy właśnie firma rozpoczęła działalność i początkowo kusiła klientów wypracowaniem zysku bez względu na koniunkturę rynkową.
— Gdyby nie upadek Lehman Brothers, nie byłoby Altusa. Kryzys finansowy pomógł nam pokazać, że można zarabiać bez względu na otoczenie rynkowe — wspomina Piotr Osiecki, prezes Altus TFI.
Słowa dotrzymał. W kryzysowym 2011 r., kiedy indeksy warszawskiej giełdy zanurkowały o 20 proc., flagowy Altus Absolutnej Stopy Zwrotu Rynku Polskiego zyskał 13,6 proc. i do tej pory jeszcze nigdy nie przyniósł straty. Niezłe wyniki mają też pozostałe strategie. To zachęca banki i domy maklerskie do wprowadzania produktów Altusa do oferty. Dziś towarzystwo współpracuje z największymi instytucjami finansowymi: PKO Private Banking, Aliorem, BOŚ, Generali, Aegonem i TU Europą. Na koniec maja TFI zarządzało portfelami wielkości 5,2 mld zł (razem z asset management), a aktywa samych funduszy inwestycyjnych wzrosły z 66 mln zł na koniec stycznia 2010 r. do ponad 3,2 mld zł na koniec kwietnia 2014 r. Analitycy Trigon DM, biura, które pracuje przy ofercie, podkreślają, że dynamika wzrostu aktywów Altus TFI jest trzykrotnie większa niż rynkowego rywala — Quercusa.
Towarzystwo, kierowane przez Piotra Osieckiego, chce rosnąć jednak nie tylko organicznie, licząc na wzrost zainteresowania funduszami wśród Polaków. Pieniądze z giełdy (około 200 mln zł) przeznaczy na przejęcie innego TFI. Celuje w takie, które zarządza aktywami wielkości 3-5 mld zł, a jak dowiedział się „Puls Biznesu” — najbliżej mu do kupna BPH TFI. Po akwizycji tego bankowego towarzystwa Altus skokowo zwiększy aktywa o około 3 mld zł, a według wyliczeń analityków Trigona — synergia kosztowa może wynieść 9 mln zł rocznie.
Niekoniecznie dojna krowa
W ofercie znajdzie się 16,4 akcji nowej emisji oraz do 2 akcji sprzedawanych. Drobni gracze mogą mieć 16-pro towy udział w puli, a jeśli oferta zostanie uplasowana, to udział nowych inwestorów w kapitale sięgnie 32 proc. Jeśli cena maksymalna będzie zbliżona do wyceny analityków Trigon DM (11,85 zł), to oznacza, że negocjacje co do wyceny rozpoczną się z pułapu nieco ponad 690 mln zł. Zarząd nie podaje prognoz wyników na 2014 r., ale o takowe pokusił się np. Trigon, który wyliczył, że w przypadku przejęcia BPH TFI zysk netto Altusa ma wzrosnąć z 32 mln zł w 2014 r. do prawie 62 mln zł w 2015 r. W 2013 r. spółka wypracowała na czysto prawie 38 mln zł (wskaźnik cena do zysku to 13,2).
Dla porównania, Quercus TFI jest notowany przy wskaźniku C/Z w wysokości 13, a wycena rynkowa firmy Sebastiana Buczka sięga 505 mln zł. To równowartość 13 proc. aktywów pod zarządzaniem. W przypadku Altusa i wyceny na poziomie około 690 mln zł relacja ta to również 13 proc. Rywali łączy więcej. Podobnie jak Quercus, tak i Altus chce regularnie dzielić się zyskiem — według założeń, do akcjonariuszy tego ostatniego ma trafiać 75-100 proc. wyniku.
Analitycy Trigona wyliczyli, że w 2014 r. stopa dywidendy może wynieść 7,4 proc., a w 2015 5,5 proc. To więcej niż średnia rynkowa, która nie przekracza 4 proc. Dynamiczna poprawa zysków w poprzednich latach sprawia jednak, że Altus TFI powinien być raczej traktowany jako spółka wzrostowa, a nie tzw. dojna krowa.