Ambitne plany eksministra

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-06-20 00:00

PR-owska firma Jerzego Ciszewskiego wejdzie na GPW. Obietnice: skok do piątki największych w branży i jeden zagraniczny oddział na rok.

Na początku lat 90. zaczynał od PR-owskiej obsługi Camel Trophy. Był jednym z tych, którzy tworzyli branżę. Przygodę życia przeżył pod koniec rządów Marka Belki, gdy, ni stąd, ni zowąd, został szefem ministerstwa sportu.

— Rzeczywiście może trochę w tym przypadku. Zaczęło się od tego, że obsługiwaliśmy misję Polski w Iraku, którą kierował prof. Belka. Konferencje, wiadomości prasowe. Potem trafiłem do zespołu doradców Marka Belki — już premiera — i dalej się potoczyło — wspomina szef Ciszewski PR.

W ostatnich miesiącach PR-owska firma byłego ministra jest na fali. Zmienia się w spółkę akcyjną. Powód? Plan debiutu na giełdzie papierów wartościowych. Jerzy Ciszewski chce wskoczyć do piątki największych w branży i otwierać jeden zagraniczny oddział na rok. Ma już pierwszy — w Pradze.

— Realizuję też ostatnio moje największe marzenie biznesowe. Powołałem Ciszewski Marketing Sportowy. Odkąd przestałem być dziennikarzem sportowym, zawsze chciałem działać na rynku biznesu sportowego. Tylko że tego rynku jakoś nie było. Od niedawna widzę go coraz wyraźniej — opowiada Jerzy Ciszewski.

Administracja towarzyszy Jerzemu Ciszewskiemu od lat. A to polska, a to Północnej Korei. W opasłych i majestatycznych budynkach na warszawskim Mokotowie, tuż obok koreańskiej ambasady, czuć orientalną kuchnię. Dosłownie i w przenośni. Mieści się tam także kilka innych znanych firm. Choćby Wielkie Joł Jacka Granieckiego, czyli stołecznego rapera Tede.

 

Sekretarka o e-mailu

Jerzy Ciszewski kategorycznie odrzuca tezę, jakoby wyrobienie nazwiska na rządowej posadzie pozwoliło mu obudzić z letargu dołującą na początku XXI wieku firmę. Ciszewski PR — jak wiele innych z branży — w okolicach 2000 r. popadła w tarapaty. Prezes przyznaje, że po stracie najważniejszych klientów i 40 proc. przychodów z kontraktów z IBM i z firmami z branży alkoholowej do straty płynności brakowało ledwie tygodnia.

— Wyszliśmy z kłopotów, nim objąłem stanowisko w rządzie. Choć z nerwów przez półtora roku tętno miałem 140, a ręce spocone jak małpa. Posada rządowa także nie przyniosła mi rozpoznawalności, bo byłem wcześniej znany w branży. Za to rząd na pewno mi pomógł w zrozumieniu, jak działa administracja — wyjaśnia Ciszewski.

I ujawnia, że życiu nie przypuszczał, że gdy będzie wysyłał e-maila do jednego z dyrektorów, jego sekretarka będzie musiała dyrektora telefonicznie o tym informować, bo miał w zwyczaju odbieranie poczty elektronicznej jedynie raz w tygodniu. Albo na przykład, że dwie godziny dziennie zejdą mu na czytaniu kopy listów.

— Zdarzyło się też, że gdy kilka pań z resortu wyjechało na urlop, nagle okazało się, że jestem jedyną osobą w ministerstwie, która może odebrać telefon od cudzoziemca i porozmawiać z nim po angielsku — opowiada Jerzy Ciszewski.

Prezes Ciszewski ma kilka znaczących sukcesów na niwie rządowo-parlamentarnej. Sportem w gabinecie Marka Belki zaczął się zajmować tuż po nieudanych dla nas igrzyskach olimpijskich w Atenach, gdzie Polacy zajęli w klasyfikacji medalowej 23. miejsce z ledwie 10 medalami (3 złotymi, 2 srebrnymi, 5 brązowymi). Zdecydowano więc o powołaniu ministerstwa sportu, a on za to odpowiadał — udało się bez większej awantury w Sejmie.

Reprezentował rząd w pracach nad prezentacją, która trafiła do UEFA, przed tym, jak Polska została organizatorem EURO 2012. Ma ją zresztą w eksponowanym punkcie na półce w swoim gabinecie.

— Jestem dumny z tego. Pan by nie był? — pyta, pokazując opasły dokument.

 

Debiut dla pracowników

Ciszewski Public Relations — spółka u progu namaszczenia na akcyjną — zatrudnia ponad 30 osób. Jerzy Ciszewski pomaga wielu uznanym markom — choćby Carrefour Polska, Kompanii Piwowarskiej, Domowi Maklerskiemu BZWBK, Orlenowi, Bayerowi oraz odzieżowemu Diverse. Zasadą jest, aby przychody agencji były zdywersyfikowane. Prezes nauczony doświadczeniem pilnuje, aby kontrakt z którymś z klientów nie dominował wyraźnie w strukturze wpływów.

Chce zadebiutować ze spółką na giełdzie, bo — jak mówi — pragnie zatrzymać zespół, który udało mu się stworzyć. Konsultanci zatrudnieni w firmie przy okazji IPO dostaną szansę nabycia pakietów akcji swojego pracodawcy.

— Nie przesądzam jeszcze, kiedy to nastąpi. Daję sobie najwyżej dwa lata na budowanie wystarczającego poziomu przychodów przed debiutem. Wyznaczyłem go na 25 mln złotych. Wtedy byłby sens, abyśmy pojawili się na głównym parkiecie — mówi prezes.

Ciszewski patrzy na to, co się dzieje z już notowanymi na New Connect spółkami z branży — ComPressem oraz Liberty Group. Wolałby, żeby — nim wejdzie na parkiet — sytuacja na GPW się najpierw unormowała.

— A co do akcji dla pracowników — wiem, że w walce o dobrego specjalistę nigdy nie wygram z sieciowymi agencjami międzynarodowymi. Bo one zapłacą dwa razy więcej, mając wsparcie wujka z Ameryki. Muszę przyciągać ludzi inną drogą — tłumaczy Jerzy Ciszewski swoje plany.

Reszta wpływów z debiutu giełdowego Ciszewski PR pójdzie na inwestycje w nowe oddziały w Europie Środkowo-Wschodniej — takie jak ten uruchomiony w Czechach w połowie ubiegłego roku (podobne mają powstać w Rumunii i Bułgarii)

Spółka byłego ministra w Pradze dopiero raczkuje, ale Ciszewski PR właśnie podpisał umowę partnerską z Czeską Agencją Wspierania Handlu CzechTrade. Ostatecznie warszawiacy liczą na to, że kluczowymi klientami na tamtejszym rynku staną się obecne w Czechach polskie firmy, jak Orlen, LOT, Dr Irena Eris czy Mokate Teresy Mokrysz.

— Robiących mniejsze czy większe biznesy Polaków na czeskim rynku jest bardzo dużo. Mamy też czeskiego klienta w Warszawie, czyli Kofolę, zatem jakiś punkt zaczepienia w kierunku wyjścia do czeskich klientów jest — przekonuje Jerzy Ciszewski.

 

Sportowa noga

Stołeczna agencja public relations niezależnie stawia także na innego konia. Pół roku temu wydzieliła zależną spółkę, która zajmuje się marketingiem sportowym. Czy to działa?

— Czemu miałby nie działać? Niegdyś pracowałem przy rajdowym zespole Janusza Kuliga. Pracowałem dla Elfa, który był kierowany przez dawnego rajdowca Błażeja Krupę. A to człowiek, który bodaj pierwszy dostrzegł Kubicę. Za pieniądze Elfa Robert Kubica w połowie lat. 90 wyjechał do szkółki Renault — mówi Jerzy Ciszewski, sugerując, że ma doświadczenie.

Ciszewski Marketing Sportowy (CMS) zdążył zorganizować w Chorzowie Forum Biznesu Sportowego, międzynarodowe spotkanie szkoleniowe dla przedstawicieli biznesu i sportu. Doprowadził także do podpisania umowy sponsorskiej między Mobilkingiem, operatorem telefonii komórkowej dla mężczyzn, a Ekstraligą Żużlową. W ramach konsorcjum CMS startuje też w przetargu na marketingową obsługę mistrzostw Europy w koszykówce, które odbędą się w Polsce w 2009 roku. Wśród najważniejszych usług, na które zamierzają stawiać, są także strategie biznesowe dla związków, klubów, lig oraz strategie promocji z wykorzystaniem sportu dla klientów biznesowych, a nawet sprzedaż należących do zawodników, klubów i związków sportowych praw wizerunkowych, medialnych i telewizyjnych.

— Muszę powiedzieć, że każde takie pytanie o to, czy moje spółki sobie radzą, czy nie, traktuję dość osobiście. Z racji tego, że sygnuję je swoim nazwiskiem, często słyszę: ten Ciszewski sknocił, albo: ten Ciszewski się sprawdził. To dość duża odpowiedzialność — podsumowuje były minister.