Ameryka osłabiła rynek po udanym początku

Anna Borys
opublikowano: 2007-12-04 00:00

Początek sesji na warszawskiej giełdzie był optymistyczny. Indeksy zyskiwały, choć obroty były bardzo niskie. Wskaźnik blue chipów ciągnęła w górę TP, która zyskała w czasie całej sesji 3,6 proc., przy największych obrotach (173 mln zł). Jednak to nie wystarczyło, by dźwignąć rynek uginający się pod ciężarem spółek surowcowych. Najszybciej spadał KGHM (-3,5 proc.).

Indeksy bardzo długo wahały się, by po otwarciu Wall Street mocno zanurkować. Nastroje inwestorów popsuła agencja ratingowa Moody’s. Jej analitycy stwierdzili, że gospodarka jest blisko recesji. Ich zdaniem, wzrost PKB w IV kwartale wyniesie zaledwie jeden procent. Podkreślili jednak, że jest szansa, by uniknąć twardego lądowania. Ich zdaniem, wszystko leży w rękach Fedu.

To prawda — jeśli władze monetarne nie zamortyzują następstw kryzysu w sektorze ryzykownych kredytów, amerykańska gospodarka może mieć duże kłopoty. Obecnie przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych wydaje średnio 110 proc. bieżących dochodów. Można sobie było na to pozwolić, gdy ceny nieruchomości szły w górę, tak jak akcji i innych aktywów Amerykanów. Problemy zaczęły się, gdy ceny nieruchomości zaczęły spadać, a na giełdach zrobiło się niespokojnie.

W obawie przed czarnym scenariuszem indeksy na Wall Street traciły, a wraz z nimi zanurkowały główne wskaźniki warszawskiego parkietu. WIG zniżkował 0,5 proc., WIG20 zaś zjechał o 0,8 proc. Nie wszystkie indeksy traciły. Poziom z piątku obronił mWIG40. Zyskał on w czasie sesji 0,2 proc. Wygląda na to, że inwestorzy dostrzegli atrakcyjność średnich spółek. W ostatnich kilku miesiącach mWIG40 stracił blisko 40 proc. Teraz wykorzystują niższe ceny. Oby to była prawdziwa promocja. Tanie akcje to przecież rzecz względna.

Anna Borys