W wielu komentarzach przeczytacie Państwo, że powodem spadku indeksów w USA był słaby odczyt indeksu nastrojów konsumentów. Ale indeks wzrósł i to znacznie. Owszem, być może realne oczekiwania rynku były lepsze od prognoz, ale do tej pory takie dane nie wywołałyby spadków. Szczególnie, że PKB w trzecim kwartale wzrósł więcej niż prognozowano, a dane o sprzedaży nowych domów były lepsze od prognoz. Nie, to nie dane makro były powodem spadków indeksów, a złych informacji ze spółek nie było zbyt dużo. Poza tym przecież do wczoraj obowiązywał teoria: nie ma znaczenia, co spółki podają. I tak w drugim półroczu 2003 będzie bardzo dobrze. Nagle przestała obowiązywać?
Nie takie są powody zniżki. Po prostu dzisiaj jest mnóstwo danych makro, a jutro zaczynają się święta. Już dzisiaj aktywność inwestorów znacznie spadnie, a w piątek giełdy otwarte są tylko do 19.00 naszego czasu. Inwestorzy, po dwóch miesiącach wzrostów postanowili schować część zysku do kieszeni i cieszyć się w spokoju świętami. Doszukiwanie się innego wytłumaczenia spadku byłoby nieporozumieniem.
Wczoraj indeks nastrojów biznesu instytutu Ifo w Niemczech spadł szósty miesiąc z rzędu. Nie ulega wątpliwości, że niemiecki biznes oczekuje nadejścia ciężkich czasów. Wielkiego wpływu dane na rynek nie miały, ale zwiększyły oczekiwania na obniżkę stóp w przyszłym tygodniu. Jednak słabe informacje z kilku spółek (np. Vivendi) w połączeniu ze spadkami w USA zwiększyły chęć realizacji zysków. W obrazie technicznym rynków europejskich nie było przełomu, ale XETRA DAX nadal może tworzyć pro-spadkową formację RGR, a CAC-40 rysuje podobny w wymowie klin.
Dzisiaj RPP poda decyzję o poziomie stóp procentowych. Powinny być obniżone, żeby zmniejszyć oczekiwania na dalsze cięcia, które wzmacniając złotego szkodzą gospodarce. Jednak wcale nie ma pewności, że taka będzie decyzja Rady. W normalnym układzie, bez wzglądu na decyzję, korekta na rynku powinna się przedłużyć. Jeśli bowiem Rada nie obniży to będzie rozczarowanie, a jeśli obniży to nastąpi realizacja zysków. Ale sytuacja nie jest normalna, bo dane z USA mogą wszystko zmienić.
Rynki zostaną nimi dosłownie zalane. O 14.30 będzie pierwsza fala. Zamówienia na dobra trwałego użytku we wrześniu spadły o 4,9 proc. Teraz rynek oczekuje wzrostu o 3 proc. To są dane bardzo zmienne i często weryfikowane, ale reakcja, na tym poziomie indeksów, może być gwałtowna, zarówno, jeśli będą dobre jak i jeśli będą złe. Ważne będą również wydatki Amerykanów w październiku (prognoza +0,3 proc.). O jeden dzień wcześniej niż zwykle dowiemy się jak wyglądały zgłoszenia bezrobotnych w zeszłym tygodniu. Liczba poniżej 400 tys. zostanie odebrana pozytywnie. O 15.45 Uniwersytet Michigan poda swój indeks nastroju. Nie oczekuje się zmian w stosunku do pierwszego raportu w połowie miesiąca (85,0). O 16.00 będzie opublikowany indeks aktywności gospodarczej w rejonie Chicago (PMI). Oczekiwany jest wzrost do 47,50. W końcu o 18.00 zostanie opublikowany raport Fed zwany Beżową Księgą i opisujący stan gospodarki widziany oczyma banku centralnego. Jak widać danych jest mnóstwo, a ich wpływ na rynek może być znaczny, ale niestety nie da się przewidzieć jak się ułożą.
Nasz rynek wczoraj czuł w kościach korektę, więc inwestorzy postanowili nie czekać na klasyczną euforię i wyprzedaż rozpoczęła się już na początku sesji. Szczególnie ostatnia godzina była niemiła dla byków, a sygnał dał poniedziałkowy lider (TPSA). W ten sposób płacono również za zbyt wysokie zamknięcie w poniedziałek, bo przynajmniej 0,6 proc. było „wyciągnięte” na siłę. Uważam, że lepiej, iż tak właśnie się stało. Gdyby nastąpiła euforia zakończona mocną korektą byłoby znacznie gorzej. Dzisiaj sytuacja zależy od tak wielu czynników (dane w USA i RPP), że nie stawiam prognozy. Trend ma się nadal dobrze, ale wczorajsza świeca ostrzega, że może się właśnie kończyć.